Nowy układ sił

Adam Stańczak, Analityk DM BOŚ
opublikowano: 13-06-2022, 08:42
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Zakończony tydzień na globalnych rynkach akcji został zdominowany przez piątkowy odczyt inflacji CPI w USA. Od początku tygodnia wiadomo było, iż raport przesądzi o obrazie całości tygodnia i podyktuje scenariusze, jakie będą grane na rynkach. Z perspektywy weekendu widać, iż rynki wypełniły oczekiwania w sposób modelowy.

Po spokojnym początku giełdy weszły w fazę nerwowego czekania na dane z USA, które w czwartek zostało uzupełnione przez jastrzębi w wymowie komunikat władz monetarnych Europejskiego Banku Centralnego. Efektem zapowiedzi zakończenia programu płynnościowego przez EBC i pierwszej podwyżki ceny kredytu na początku lata – naprawdę serii podwyżek do końca roku – była dynamiczna zmiana na rynku długu, na którym znaczącemu wzrostowi rentowności towarzyszyło adekwatne poszerzenie spread’ów. W piątek jastrzębie sygnały ze strony EBC zostały uzupełnione odczytem inflacji CPI w USA, która zaskoczyła rynek nie tylko wartościami wyższymi od oczekiwań, ale też wspięciem się wskaźnika na poziomy najwyższe od 40 lat. Upadek nadziei na to, iż wzrost inflacji gospodarka amerykańska ma już za sobą uzupełnił się z przekonaniem, iż banki centralne będą musiały być bardziej agresywne od wcześniejszych oczekiwań. W przypadku S&P500 skończyło się najgorszymi dwoma dniami indeksu od marca 2020 roku. Naprawdę jednak w skali tygodnia główne indeksy amerykańskie i europejskie zanotowały solidarne spadki od przeszło 4,5 procent do przeszło 5,5 procent.

Przeceny na giełdach mogą jawić się jako przesadzone, ale spojrzenie na perspektywy polityki monetarnej – zwłaszcza Rezerwy Federalnej – w pełni uzasadniają zeszłotygodniowe spadki. Równolegle do przecen na rynkach akcji miał miejsce proces skokowego dostosowania oczekiwań do potencjalnej radykalizacji Fed. Przed odczytem inflacji CPI rynek operował w kontekście wycenionych już trzech podwyżek ceny kredytu w USA po 50 punktów bazowych na trzech kolejnych posiedzeniach FOMC. Kolejnym krokiem miał być powrót do standardu w postaci podwyżek po 25 punktów bazowych. W końcówce tygodnia na radarze inwestorów pojawiła się wycena podwyżki o 75 punktów bazowych na lipcowym posiedzeniu FOMC, a nawet ryzyko, iż jeszcze w czerwcu – a więc za ledwie kilka dni – FOMC zdecyduje się na podwyżkę o 75 punktów bazowych. Za takimi wycenami prawdopodobieństw szły szkodliwe dla akcji zachowania rynku długu, który stawał się atrakcyjniejszy od akcji dzięki wzrostowi rentowności i czynił wyceny części walorów dyskusyjnymi w kontekście stopy wolnej od ryzyka. Inaczej rzecz ujmując końcówka zeszłego tygodnia narzuciła giełdom nowy układ fundamentalny, którego nie było przed spotkaniem rynków z majowym odczytem CPI na poziomi 8,6 procent. Stąd wspomniany wcześniej spadek S&P500 w dwa dni, dla którego porównań trzeba szukać w czasie, gdy rynek wyceniał wejścia świata w pandemię.

Z obowiązku należy odnotować, iż piątkowy odczyt CPI w USA przykrył równie niepokojące dane o nastrojach konsumentów. Wskaźnik Uniwersytetu Michigan znalazł się na poziomie najniższym w historii, głównie z powodu rosnących cen. W praktyce mieszanka szybującej CPI i pikującego optymizmu konsumentów stawia przed Fed zadanie, które jawi się jako niewykonalne. Ograniczyć wzrost cen można głównie przez osłabienie rynku pracy, co pogorszy dodatkowo położenie konsumentów. Efektem jest budowanie napięcia w gospodarce, które czyni recesję scenariuszem najbardziej prawdopodobnym, jeśli nie jedynym możliwym. Niestety, wyceny na rynkach akcji stale nie uwzględniają w całości takiego scenariusza, co oznacza, iż przed giełdami okres raczej przeceny oraz dostosowania do efektów agresywnej polityki Fed i dalszego pogorszenia sytuacji gospodarczej. W zarysowanym układzie za bazowy scenariusz należy uważać taki, w którym giełdy czeka pogłębienie spadków i zejście indeksów pod dotychczasowe dołki. W praktyce myślenie o powrocie na rynek pod nowy cykl gospodarczy trzeba odłożyć przynajmniej na przełom III i IV kwartału, gdy będzie można na nowo spojrzeć na układ sił po letnim festiwalu podwyżek ceny kredytu. Niezależnie od tego pesymizmu trzeba pamiętać, iż giełdy wyprzedzą dołek w gospodarce o kilka miesięcy, jak wyprzedzają od jesieni dzisiejsze zamieszanie z inflacją i pogoń Fed za wzrostem cen.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane