Numery z KRS, NIP, ZUS i REGON

Mariusz Zielke
opublikowano: 2002-07-26 00:00

W trosce o biednego przedsiębiorcę, który dziś — zamiast skupić się na biznesie — musi uganiać się od jednego urzędu do drugiego, rząd wpadł na pomysł zastąpienia czterech numerów rejestracyjnych — KRS, NIP, ZUS i REGON — jednym. Pomysł genialnie prosty, a cel szlachetny. W końcu chodzi o ograniczenie biurokracji, która zamiast przedsiębiorstwom pomagać, częściej szkodzi.

Tak więc w urzędzie czy sądzie postawimy biurko z komputerem, w ścianie wytniemy okienko, a w nim posadzimy panią, która w przerwie między jedną kawą a drugą, w godzinach od 7.00 do 15.00, będzie nas obsługiwać jeden raz, ale tak jakby poczwórnie. Zamiast wystawać w kolejkach w kilku instytucjach nasz szczęśliwy biznesmen niemal wszystko będzie mógł załatwić w owym jednym cudownym okienku.

Problem w tym, że nawet przy szczerych chęciach szanownej pani z okienka, baza po prostu może odmówić posłuszeństwa. Z danymi jest już bowiem tak, że w momencie prób integracji wykazują niebywałą wręcz skłonność do autonomii, psotne są i niechętne wszelkim próbom standaryzacji i synchronizacji. Firmy integracyjne i konsultingowe, które pewnie tak namawiają teraz rząd do uproszczenia (zintegrowania) wszystkich procedur, załamią ręce i powiedzą: to nie nasza wina, że tu taki bajzel, że formaty zapisów różne, że wszystko bez standardów i wbrew procedurom, i tak dalej. Rząd zapyta: to czemu namawialiście, nie wiedzieliście o tym?

Wiedzieli, oczywiście. Ale kiedy planuje się tego typu projekty za miliony złotych, lepiej swoją wiedzę ukrywać, lepiej siedzieć cicho, bo może zawsze coś skapnąć. Konsultant rządowi doradzi, informatyk powie, że zrobi, a za parę lat zawsze przecież ktoś może wpaść na inny pomysł, np. decentralizacji rejestrów. Też dobrze, bo w wielkich projektach rzadko kto się zastanawia, co mogą one polepszyć, ale ile można na nich zarobić.