O 500 samochodów mniej do miliona

Motoryzacja W 2017 r. w Polsce przybyło niemal 200 proc. aut elektrycznych. Imponujące. Wystarczy utrzymać to tempo i w 2025 r. będzie ich milion — jak chciałby premier

W minionym roku Polacy (a raczej polskie firmy) zarejestrowali 500 nowych samochodów zasilanych energią elektryczną. To o 194 proc. więcej niż w 2016 r. Na elektrycznego lidera na naszym podwórku wyrósł Nissan, deklasując BMW. Ciekawostką jest trzecie miejsce Tesli, która nie ma u nas oficjalnego dealera. Najbliższy serwis ma w Berlinie, ale drobne zmiany w europejskiej strukturze sieci sprzedaży, ułatwiające nieco dostęp do aut tej marki, wystarczyły, by z 71 zarejestrowanymi autami zdobyć brąz.

Wyświetl galerię [1/5]

BMW I3: 117 rejestracji (w tym klienci indywidualni — 11) cena od 165 tys. zł Fot. ARC

Połowa to Nissan

Lider Nissan zakończył rok z ponad 50-procentowym udziałem w polskim rynku. Wystarczyło na to 239 aut Leaf i 31 e-NV200.

— Suche dane sprzedażowe nie prezentują jednak pełnego obrazu elektromobilności w Polsce. W 2017 r. nastąpił znaczący rozwój sieci stacji ładowania Greenway Infrastructure Poland, a na ulice Wrocławia wyjechało 190 zeroemisyjnych Nissanów Leaf, tworzących flotę Miejskiej Wypożyczalni Samochodów Elektrycznych Vozilla. Najbliższe miesiące zapowiadają się jeszcze ciekawiej — mówi Dorota Pajączkowska z polskiego oddziału Nissana.

Co to znaczy ciekawiej? Świat przesiada się na elektryki. Ciągle jeszcze stanowią margines motoryzacji, ale nikt nie ma wątpliwości, że kiedyś się do nich przesiądzie. Z raportu przygotowanego przez agencję Moody’s wynika, że udział aut elektrycznych w Europie sięgnie 25 proc. pod koniec przyszłej dekady.

— W tym samym kierunku będzie się rozwijała sytuacja również w Polsce, jednak tempo zmian zależy od wielu zmiennych, w tym m.in. od rozwoju infrastruktury i stworzenia mechanizmu wspierania sprzedaży pojazdów elektrycznych. Podpisana przez prezydenta ustawa o elektromobilności jest krokiem w dobrym kierunku, wymaga jednak poparcia kolejnymi działaniami — przed nami długa droga. Aby pojazdy elektryczne stały się dla Polaków realną alternatywą, z ich zakupem musi się wiązać katalog wielu zachęt, znacznie szerszy nie przewiduje ta ustawa — uważa Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

Bez szans na milion

Zdaniem Wojciecha Drzewieckiego, szefa Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar, zapowiadany przez premiera Mateusza Morawieckiego milion aut elektrycznych na polskich drogach w 2025 r. to jednak marzenie bez szans na realizację.

— Już 100 tys. jest wyzwaniem. Obserwowana dziś trzycyfrowa dynamika wzrostu polskiego rynku aut elektrycznych to wyłącznie efekt niskiej bazy. Zapisane w ustawie o elektromobilności ulgi to zdecydowanie za mało, by Polacy przesiedli się do aut z bateriami — twierdzi Wojciech Drzewiecki.

W marcu 2017 r. francuskie stowarzyszenie motoryzacji elektrycznej Avere France ogłosiło, że po tamtejszych drogach jeździ już 100 tys. samochodów na prąd. To najbardziej zelektromotoryzowany kraj w Europie. W 2010 r. sprzedano tam 980 aut z bateriami, a w 2017 r. niemal 31 tys. — o 13,4 proc. więcej niż rok wcześniej. A wszystko to przy solidnym rządowym wsparciu dla wybierających auta elektryczne (m.in. dopłata przy zakupie nowego elektryka może sięgnąć 10 tys. euro, jeśli zezłomuje się zanieczyszczający środowisko pojazd z silnikiem Diesla). Francuskie władze ogłosiły właśnie, że do 2025 r. ma tam być około 350 tys. aut na baterie. A potencjał tamtego rynku jest znacznie większy niż polskiego. Rocznie sprzedaje się tam około 2 mln nowych aut osobowych — u nas ponad czterokrotnie mniej. Żeby zachować takie proporcje, trzeba by w zeszłym roku sprzedać u nas prawie 8 tys. aut elektrycznych.

Nie tak szybko

Gdy Francja budowała swoją elektryczną przewagę, warunki były nieco inne. Mniej aut, baterie droższe, a ceny wyższe. Ale tak naprawdę niewiele się zmieniło. Ofensywa elektromodeli dopiero nadejdzie. A baterie trzymają cenę. Autorzy raportu Moody’s zauważają, że firmy motoryzacyjne początkowo będą czerpały mniejsze zyski z produkcji samochodów na baterie niż spalinowych. Rynek samochodów elektrycznych dopiero się tworzy. Aby się ustabilizował, musi minąć kilka lat, zwłaszcza że producenci inwestują miliardy w inne innowacje: usługi dotyczące mobilności, łączność i pojazdy autonomiczne.

— Wraz z rozwojem infrastruktury ładowania, postępem technologicznym i wzrostem popularności produkcja pojazdów elektrycznych będzie coraz bardziej opłacalna. Kluczowa jest redukcja cen baterii litowo-jonowych, dzięki czemu spadną koszty produkcji samochodów. Według Bloomberg New Energy Finance, najdalej do 2025 r. cena akumulatorów spadnie o ponad połowę — informuje Maciej Mazur.

W USA producenci tracą na egzemplarzu samochodu elektrycznego od 7 do ponad 10 tys. dolarów, a zdaniem Maryego Barra, dyrektora generalnego General Motors, produkcja pojazdów elektrycznych zacznie przynosić zyski około 2021 r. Wnioski? W Polsce będzie milion aut elektrycznych. Ale nie w 2025 r. — jak chciałby premier — i pewnie nie w roku 2030. Startujemy z niskiego poziomu około 1000 takich samochodów na ulicach i pięciu setek rocznej sprzedaży nowych.

— Francji dojście do 100 tys. zajęło siedem lat i to przy znacznie większym rządowym wsparciu, niż daje nasza ustawa o elektromobilności — komentuje Wojciech Drzewiecki.

 

Używane na prąd

Jak informuje serwis Otomoto.pl, liczba zapytań o elektryki wzrosła w 2017 r. o 30 proc. w porównaniu z 2016 r. Najwięcej, bo ponad milion, dotyczyło marki Tesla. Na kolejnych miejscach znalazły się Renault, Nissan, BMW i Fiat. Natomiast sprzedający najczęściej oferowali Nissana Leaf, Teslę Model S i BMW i3. Podaż takich aut urosła rok do roku o 53 procent.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Transport i logistyka / O 500 samochodów mniej do miliona