O co chodzi w sporze o wyszukiwarki

DI, PAP
03-03-2013, 10:33

Wycofanie przez ministra cyfryzacji propozycji dotyczącej wyszukiwarek internetowych nie zakończyło sporu o nowelę ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

To ciąg dalszy batalii między prawodawcami, twórcami kultury i dostarczycielami usług internetowych o kształt regulacji w sieci.

Minister cyfryzacji Michał Boni zrezygnował z kontrowersyjnej propozycji zwalniającej właścicieli wyszukiwarek internetowych z odpowiedzialności za umożliwianie dostępu do nielegalnych danych. Na mocy nowego prawa dostawcy usługi wyszukiwania nie odpowiadaliby za to, że wyniki wyszukiwania odsyłają użytkowników do danych zamieszczonych w internecie nielegalnie.

To jednak nie koniec batalii o projekt nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, ponieważ wśród propozycji znajduje się jeszcze jeden kontrowersyjny przepis zwalniający z odpowiedzialności dostawców usługi umożliwiającej tworzenie katalogów z linkami. Chodzi o strony internetowe, które same nie udostępniają treści, lecz za pomocą linków pośredniczą w dostępie do danych umieszczonych na innych stronach internetowych. Odesłania mogą kierować m.in. do artykułów prasowych, filmów, muzyki, transmisji sportowych.

Resort cyfryzacji proponuje, aby dostawcy takiej usługi zostali zwolnieni z odpowiedzialności dopiero wtedy, gdy udowodnią, że nie wiedzieli o bezprawnym charakterze informacji, do których odsyłały linki.

Rada Ministrów zajmie się projektem noweli we wtorek. Minister Boni zaprezentował propozycje zmian na posiedzeniu rządu w ubiegłym tygodniu, jednak decyzja w tej sprawie nie zapadła.

Minister kultury Bogdan Zdrojewski powiedział PAP, że debata na temat nowelizacji ustawy nie jest zakończona. "Stoimy na stanowisku, że warto pochylić się nad tymi przepisami i bardzo dokładnie rozpoznać wszystkie skutki prawne, które towarzyszą tym dwóm zapisom. Chcemy być ostrożni, aby w tej materii nie popełnić błędu, który może wywoływać poważne konsekwencje" - podkreślił. Zdaniem ministra propozycje resortu cyfryzacji stanowią "rozszerzenie implementacji prawa europejskiego o przepisy, które nie są wymagane".

Sprzeciw wobec zmian proponowanych przez MAC wyraziło w liście do premiera Donalda Tuska blisko 500 polskich reżyserów, aktorów, pisarzy, muzyków, plastyków. Pod apelem podpisali się m.in.: Jacek Bromski, Leszek Dawid, Feliks Falk, Józef Hen, Agnieszka Holland, Jan A.P. Kaczmarek, Krzysztof Knittel, Krzysztof Krauze, Borys Lankosz, Zbigniew Libera, Marcel Łoziński, Juliusz Machulski, Jerzy Skolimowski, Michał Urbaniak, Andrzej Wajda.

W liście twórcy napisali, że uchwalenie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną w obecnym kształcie uczyniłoby z Polski "raj dla portali pirackich z całego świata". Boni spotkał się z przedstawicielami środowisk twórczych, potem wycofał się z pomysłu dotyczącego odpowiedzialności wyszukiwarek.

"Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji powinno dołożyć wszelkich starań, aby walczyć z piractwem, bo jest to w końcu resort cyfryzacji reprezentujący interesy państwa polskiego, a nie firmy Google" - powiedział PAP jeden z inicjatorów apelu do premiera, prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich Jacek Bromski.

Jego zdaniem wysłanie listu do premiera było ostatnią deską ratunku, bo apelowanie w tej sprawie w resorcie cyfryzacji nie przynosiło rezultatów, a "minister Boni do rozmów zaprasza tylko te osoby, które chce". Bromski zarzucił ministerstwu, że dodało do projektu propozycję dotyczącą zwolnienia z odpowiedzialności właścicieli wyszukiwarek już po zakończeniu konsultacji społecznych.

Boni tłumaczył, że projekt nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną był szeroko i wielokrotnie konsultowany. Resort cyfryzacji pracował nad ustawą od 2010 r., rząd przyjął założenia do projektu w zeszłym roku.

Jak podkreślił minister cyfryzacji, w wyniku konsultacji ulepszono propozycje dopracowując m.in. mechanizm szybkiego usuwania bezprawnych treści z internetu, czyli tzw. procedurę notice and takedown. Polega ona na tym, że każdy, kto znajdzie informacje naruszające prawa autorskie lub dobra osobiste, będzie mógł wysłać do usługodawcy wiadomość za pomocą formularza udostępnionego na jego stronie internetowej. Na usunięcie bezprawnych danych usługodawca będzie mieć trzy dni.

Celem nowelizacji miało być usunięcie stanu niepewności prawnej uciążliwej dla przedsiębiorców działających w internecie. Resort cyfryzacji zaproponował także uchylenia zakazu wymagania opłaty przez np. właściciela sklepu internetowego przed wysłaniem towaru. Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami wymaganie od konsumenta zapłaty za towar lub usługę przed otrzymaniem świadczenia jest zakazane. Zakaz ten zdaniem projektodawców jest jednak niezgodny z powszechnie akceptowaną praktyką handlu elektronicznego, bo w większości klienci najpierw płacą za usługę lub towar, a dopiero potem zostaje on im dostarczony.

W przypadku wyszukiwarek, obecnie nie wiadomo, czy i w jakim zakresie ich właściciele mieliby ponosić odpowiedzialność za odsyłanie do nielegalnych treści. Resort cyfryzacji wyszedł z założenia, że skoro wyszukiwarki przekazują informacje automatycznie, bez wpływu na ich treść, należy znieść ich odpowiedzialność i za udostępnianie nielegalnych treści pociągać do odpowiedzialności bezpośrednich dostawców.

Ponadto argumentował, że w chwili obecnej brak w polskim porządku prawnym rozstrzygnięć pociągających do odpowiedzialności dostawców usług wyszukiwania za wyniki wyszukiwania, dlatego też zniesienie ich odpowiedzialności nie zmieni obecnej praktyki, jedynie potwierdzi ją, dając dostawcom usług wyszukiwania oczekiwany stan pewności prawnej. Zdanie to odnosi się także do odpowiedzialności właścicieli katalogów linków.

Kwestią odpowiedzialności właściciela wyszukiwarki Google za wyniki wyszukiwania zajmuje się obecnie Trybunał Sprawiedliwości UE. Sprawa znalazła się tam na skutek sporu pomiędzy Google a hiszpańską agencją ochrony danych osobowych. Trybunał ma orzec, czy urząd zajmujący się ochroną danych osobowych może zażądać bezpośrednio od Google usunięcia informacji opublikowanych na stronach internetowych indeksowanych przez tę wyszukiwarkę, czy też odpowiedzialność właściciela wyszukiwarki w tym zakresie jest wyłączona.

Obecnie nie ma pewności, czy organ ochrony danych istniejący w państwie unijnym może zażądać bezpośrednio od Google usunięcia informacji opublikowanych na różnych stronach internetowych, nie żądając tego najpierw od właścicieli tych stron.

Po protestach przeciwko ACTA rząd zapowiedział dostosowanie polskiego prawa do wymagań sieci. Spór o wyszukiwarki pokazał, że na wprowadzanie większych zmian nie ma na razie szans, a interesy prawodawców, usługodawców i użytkowników internetu są wciąż zbyt rozbieżne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / O co chodzi w sporze o wyszukiwarki