O jakiekolwiek kontrakty będzie dużo trudniej

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-02-10 00:00

Zapowiedź mającej nastąpić pod koniec roku NATO-izacji operacji irackiej wypada przyjąć z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony, oznaczałoby to zmniejszenie obecności polskich żołnierzy, z drugiej, okrężną drogą, via NATO, poprawilibyśmy stosunki w Unii Europejskiej z Niemcami i Francją.

Niestety, dla wątku gospodarczego jest to wiadomość jak najgorsza. Porażka Bumaru uświadomiła wszystkim liczącym na wyciągnięcie milionów z irackiej pustyni, że polskie firmy nie mają żadnych szans na samodzielne sięgnięcie po pieniądze amerykańskiego podatnika. Pozostaje podwykonawstwo i wchodzenie w konsorcja pod przewodem amerykańskim — przy czym USA na razie z założenia nie dopuszczają kooperantów z państw, które antysaddamowskiej koalicji rzucały kłody pod nogi. Natomiast pod firmą NATO natychmiast ożywią się wszyscy europejscy dekownicy! Taka Francja w żadnym wypadku nie podejmie obciążeń militarnych — jako że prezydent Charles de Gaulle wyprowadził ją już w roku 1966 ze struktur wojskowych sojuszu — za to koncerny francuskie poczują się uprawnione do ruszenia wielką falą po kontrakty. Podobny dualizm angażowania się w Iraku zastosują oczywiście Niemcy.

I tak kolejny raz potwierdzimy mistrzowskie opanowanie sztuki polityczno-gospodarczego niewykorzystywania ofiarności i sukcesów militarnych — co mamy zapisane w narodowych genach chyba od bitwy pod Grunwaldem...