Główny Urząd Statystyczny przyznał wczoraj, że solidnie pomylił się w obliczeniach dotyczących rachunków narodowych w Polsce. Jak stwierdził, w czwartym kwartale 2012 r. wzrost gospodarczy spadł do skromnych 0,7 proc., a nie do 1,1 proc., jak urząd podał w marcu. Jeśli najnowsze dane GUS są wiarygodne, w ujęciu kwartalnym nasz PKB rósł już tylko 0,1 proc., co oznacza, że w końcówce minionego roku otarliśmy się o recesję.
![POPSUTE LICZYDŁO: W oczach wielu analityków Główny Urząd Statystyczny stracił wczoraj na wiarygodności. Instytucja, którą kieruje Janusz Witkowski, publikując rewizję danych, nawet nie tłumaczy, dlaczego tak mocno pomyliła się wcześniej w obliczeniach. [FOT. WM] POPSUTE LICZYDŁO: W oczach wielu analityków Główny Urząd Statystyczny stracił wczoraj na wiarygodności. Instytucja, którą kieruje Janusz Witkowski, publikując rewizję danych, nawet nie tłumaczy, dlaczego tak mocno pomyliła się wcześniej w obliczeniach. [FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/0bc0eb1c-2c7e-4114-8341-1dde193e3e4a/82f3bf79-af56-5a8d-b748-9e5f9c2dafe6_w_830.jpg)
— Po tej publikacji spadła wiarygodność danych GUS. Po pierwsze, skala rewizji jest jedną z największych w ostatnich latach. Po drugie, rewizji uległa cała struktura wzrostu, co zmienia ogólny obraz sytuacji gospodarczej w kraju pod koniec ubiegłego roku — uważa Łukasz Tarnawa, główny ekonomista BOŚ.
Inwestorzy mają przerwę
Mocne wyhamowanie wzrostu gospodarczego w czwartym kwartale to przede wszystkim skutek tąpnięcia w inwestycjach. Według nowych szacunków GUS, nakłady inwestycyjne w polskiej gospodarce skurczyły się o 4,1 proc., a nie o 0,3 proc., jak wcześniej podano. To najgorszy wynik od prawie trzech lat. Kurczą się inwestycje publiczne, bo kończy się rozdanie unijnych funduszy na lata 2007-13, a przedsiębiorcy boją się inwestować, bo czują słaby popyt i nie wierzą w jego silne umocnienie. Na szczęście, lepiej, niż sądzono, zachowuje się polska konsumpcja. Spadła zaledwie o 0,2 proc., a nie o 1 proc., jak GUS podał w marcu. To i tak najgorszy wynik konsumpcji od dwóch dekad, ale przynajmniej regres ten przebiega mniej gwałtownie, niż pokazywały to dotychczasowe dane.
— Teraz wreszcie to zaczyna układać się w spójną całość. Sygnalizowany wcześniej przez GUS spadek konsumpcji o 1 proc. wydawał nam się zdecydowanie zbyt mocny wobec tego, na co wskazywały dane miesięczne, np. o sprzedaży detalicznej. Na szczęście, to był tylko błąd techniczny GUS i jest on już wyjaśniony — mówi Piotr Bartkiewicz, ekonomista BRE Banku.
Przymusowy kredyt
W gorszym stanie, niż się wydawało, są też polskie finanse publiczne. Jak podałGUS, deficyt w finansach publicznych wyniósł 3,9 proc. PKB, a nie 3,5 proc., jak prognozował rząd. Oznacza to, że w minionym roku polskie państwo wydało o 62,7 mld zł więcej, niż „zarobiło”. Resztę musiało pożyczyć na rynku, co powiększyło nam dług publiczny do rekordowych 886,8 mld zł. Czyli na statystycznego Polaka (w tym niemowlę i starca) przypada już średnio po 23,2 tys. zł długu i kwota ta nadal rośnie. Jacek Rostowski, wicepremier i minister finansów, przyznał wczoraj, że Komisja Europejska w bieżącym roku nie zdejmie z Polski procedury nadmiernego deficytu. Przy 3,5 proc. byłaby na to szansa, przy 3,9 proc. — to już właściwie wykluczone.
— Będziemy podejmowali działania, które zapewnią, że w 2013 r. deficyt powinien osiągnąć poziom 3,5 proc. PKB, co pozwoli na zdjęcie procedury w roku 2014 — zapowiada Jacek Rostowski.
Szorowanie po dnie
Ekonomiści przekonują jednak, że słabe dane za poprzednie kwartały nie muszą być złą wróżbą na przyszłość. Większość analityków utrzymuje swoje dotychczasowe prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski.
— Choć końcówka minionego roku była gorsza, niż się wydawało, perspektywy na bieżący rok pozostają niezmienne. Podtrzymujemy nasz scenariusz, zgodnie z którym w 2013 r. wzrost PKB wynosi 1,5 proc. — mówi Łukasz Tarnawa.
Według większości ekonomistów, w ostatnich miesiącach polska gospodarka zanotowała dno kryzysu. W najbliższych kwartałach powinniśmy zobaczyć mozolne, ale jednak zwyżki dynamiki PKB.
— Pierwsze półrocze 2013 r. jest właściwie czasem straconym dla polskiej gospodarki. Wzrost gospodarczy powinien w tym okresie utrzymać się w przedziale 0-1 proc., co właściwie oznacza stagnację. W drugim półroczu oczekujemy lekkiego przyspieszenia dynamiki PKB, gdzieś w okolice 1-2 proc. — mówi Piotr Barkiewicz. Jak twierdzi Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK, każdy kolejny kwartał 2013 r. powinien być nieco lepszy od poprzedniego.
— Oczekujemy stopniowego przyspieszenia wzrostu gospodarczego — z 0,8 proc. w pierwszym kwartale do 2 proc. w czwartym. W całym roku przewidujemy wzrost PKB na poziomie 1,2 proc. — mówi Maciej Reluga.