O osiem lat za długo

Jacek Zalewski
20-01-2009, 00:00

Zanim Barack Hussein Obama Jr. dzisiaj w południe złoży na stopniach Kapitolu przysięgę i obejmie władzę jako 44. prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki — jego przybocznym zaś zostanie 48. wiceprezydent Joseph Robinette Biden Jr. — wypada poświęcić kilka pożegnalnych zdań jego poprzednikowi. George Walker Bush odchodzi w spokoju, jako że konstytucyjny 20 stycznia tradycyjnie jest dniem narodowej zgody. Nerwowo było bodaj raz — 20 stycznia 1981 r. odchodzący Jimmy Carter do ostatnich minut walczył o uwolnienie jeszcze za jego rządów zakładników z ambasady w Teheranie, ale Iran celowo uczynił to chwilę po złożeniu przysięgi przez Ronalda Reagana.

Dyplomatyczny spokój odchodzącego 43. prezydenta nie współgra z jego fatalnymi notowaniami. W finale rządów Busha akceptowało zaledwie 23 proc. Amerykanów, mniej miał tylko skompromitowany matactwami i moralnie przymuszony w 1974 r. do ustąpienia Richard Nixon. Czyli syn zapisuje się w zbiorowej pamięci Ameryki gorzej od ojca, chociaż nie wolno zapominać, że George Herbert Bush senior w 1992 r. doczekał się najwyższego wymiaru politycznej kary — niewybrania na drugą kadencję. Bush junior zaliczył pełne osiem lat, wybierany przez "czerwone karki" z republikańskiego Południa i prerii Środkowego Zachodu. "Błękitne stany" na wybrzeżach obu oceanów podpisują się pod tezą sformułowaną w tytule.

Opatrzność wystawiła George’a W. Busha na ciężką próbę dla prawdziwych mężów stanu — musiał zmierzyć się z następstwami ataków terrorystycznych na World Trade Center i Pentagon. Po 11 września 2001 r. jego popularność sięgnęła szczytów, ale bardzo szybko zaczął ją rozmieniać na drobne — notabene powtarzając błędy ojca z 1991 r., po pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej. Wysłanie wojsk do Afganistanu jako do kolebki terroryzmu było bezwzględnie słuszne, ale uderzenie na Irak dowiodło jakichś osobistych fobii Busha. Dysponując danymi wywiadowczymi i mając usta pełne tzw. prawdziwych wartości, oszukał cały świat, że Saddam Husajn dysponuje jakąś bronią zagrażającą ludzkości. Aż dziw bierze, że mimo tysięcy wracających z Iraku trumien z amerykańskimi żołnierzami to pierwotne kłamstwo uchodzi prezydentowi bezkarnie.

Spadkiem po Bushu jest także globalny kryzys ekonomiczny, chociaż mocno trzeba podkreślić, że wynika on najbardziej z polityki monetarnej Alana Greenspana, trwającej przez kilka prezydentur. Jednak gospodarka USA i całego świata byłaby w dużo lepszym stanie, gdyby republikański prezydent nie zwiększał nieodpowiedzialnie wydatków przy jednoczesnym zmniejszaniu podatków dla najbogatszych. Już w pierwszym roku zaprzepaścił budżetowy dorobek Billa Clintona i wpuścił USA w deficyt, a gdy doszły gigantyczne wydatki wojenne — finansowy balon musiał pęknąć.

Miałem okazję z bliska, chociaż zawsze bardzo krótko — dwa razy w Gabinecie Owalnym przy okazji polskich wizyt oraz na Wawelu — wejrzeć w oblicze George’a W. Busha. Wtedy zawsze przychodziło mi do głowy natrętne pytanie, któż to na niego głosował. I doczekałem się odpowiedzi — w którejś telewizji klasyczny republikański wyborca z Teksasu przedstawił swoje życiowe plany i największe marzenia. Otóż w prezencie dla Busha chciałby utrzymać się osiem sekund na byku, bo jest to wynik zaliczający występ na rodeo! Jego idol utrzymał się w fotelu nieformalnego prezydenta globu aż osiem lat…

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / O osiem lat za długo