O ratyfikacji zdecyduje jednozdaniowa ustawa

Jacek Zalewski
opublikowano: 12-03-2008, 00:00

Sejm wchodzi dzisiaj — w przeddzień szczytu Rady Europejskiej — na ścieżkę ratyfikacyjną lizbońskiego traktatu z 13 grudnia 2007 r., zmieniającego traktat o Unii Europejskiej oraz traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską. Jednozdaniowa ustawa „wyraża się zgodę na dokonanie przez prezydenta RP ratyfikacji…” powinna zostać uchwalona bardzo szybko i Polska dołączy do państw, które traktat już parlamentarnie ratyfikowały. A potem razem będziemy się przyglądać ortodoksyjnej Irlandii, która jako jedyna w UE referendum nie odpuści.

Przypomnijmy, że umowa (traktat) przekazująca organowi międzynarodowemu niektóre kompetencje państwa polskiego, wymaga i w Sejmie, i w Senacie większości dwóch trzecich głosów, liczonej od obecnych na sali. W obu izbach parlamentu teoretycznie nie ma sił przeciwnych ratyfikacji, a Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość wręcz przypisują sobie ojcostwo sukcesu. Donald Tusk z Radosławem Sikorskim dumnie podpisali w Lizbonie to, co wcześniej w Brukseli wynegocjowali Lech Kaczyński z Anną Fotygą, a przez telefon zatwierdził Jarosław Kaczyński, nadzorujący brata z Warszawy.

Niespodziewanie jednak w klubie PiS nastąpiło traktatowe pęknięcie. Uchwała Sejmu o ratyfikowaniu Lizbony drogą ustawową, a nie przez możliwe prawnie referendum, została przyjęta niejednogłośnie — stosunkiem 357: 55, przy 7 posłach wstrzymujących się i 41 nieobecnych. Przeciwnicy to grupa PiS-owskich rozłamowców związanych z Radiem Maryja. Dla sprawy ratyfikacji ich głosy nie mają matematycznego znaczenia — większość dwóch trzecich Sejm osiąga bezproblemowo. Jednak politycznie dla partii Jarosława Kaczyńskiego jest to sprawa gardłowa — okazuje się, że Marek Jurek w poprzedniej kadencji nie zabrał ze sobą wszystkich ideologicznych ortodoksów.

Dlatego klajstrujący pęknięcie klub PiS podejmie próbę wstawienia w komisji do prostej ustawy jakichś klauzul zabezpieczających polskie interesy. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego takie treści w krajowej ustawie byłyby łapaniem się prawą ręką za lewe ucho, ale jeśli ktoś giętki — próbować wolno.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu