O srebrach i krowie w oborze

Agnieszka Berger
opublikowano: 2009-03-10 00:00

Kontynuujmy prywatyzację w kryzysie, to się opłaci, apelują do ministra skarbu eksperci Business Centre Club. Idea słuszna, tylko myślenie odrobinę życzeniowe. Aldona Kamela-Sowińska, ekspert BCC i była szefowa resortu skarbu, przekonuje, że najlepszy model na chude lata to prywatyzacja narodowa. Polacy mają na kontach 200 mld zł. Gdyby zainwestowali część na giełdzie, mogliby zarobić, a budżet zasiliłyby podatki od zysków. Tylko jak przekonać rodaków do zakupów na parkiecie, skoro nawet w bardziej stabilnych czasach tylko nieliczni byli skłonni inwestować w spółki giełdowe, a ostatnio z rynku kapitałowego uciekli nawet stali bywalcy?

Już oferta publiczna Enei, zdaniem speców od giełdy, defensywnej spółki w sam raz na kryzys, pokazała, że nieśpieszno Polakom do biur maklerskich. W Polsce nie ma tradycji wieloletniego inwestowania w akcje spółek giełdowych z myślą o długoterminowym wzroście ich wartości. Wśród inwestorów indywidualnych dominuje nastawienie spekulacyjne. A w kryzysie spekulować strach.

Inny ekspert BCC Cezary Nowosad uważa, że prywatyzacja w trudnych czasach opłaca się równie dobrze jak w tłustych latach. Dzięki inwestorom spółki mogą przetrwać i utrzymać cenne miejsca pracy. Pozostaje tylko bariera wyceny. Rację ma Grażyna Magdziak z BCC, że urzędnicy obawiają się konsekwencji podjętych decyzji. Lekarstwem mogą być publiczne aukcje, których skarb zaczyna nieśmiało używać jako instrumentu prywatyzacji. Jasne reguły, licytacja i uzyskana w ten sposób rynkowa wycena państwowych firm powinny pozbawić obaw sprzedających. Szkoda tylko, że w Polsce nie ma tradycji traktowania spółek po prostu jak towaru, który jest wart tyle, ile kupujący chce zapłacić. Dla nas to wciąż srebra rodowe, których bezdusznie się wyzbywamy. Krótko mówiąc, lepiej niech krowa z głodu zdechnie, byle w naszej oborze stała.