O wyższości klimatyzacji nad kontem osobistym

Paweł Zielewski
opublikowano: 1999-07-08 00:00

O wyższości klimatyzacji nad kontem osobistym

Inwestycje w wystrój oddziałów

Mam nadzieję, że kiedy tekst ten ukaże się w druku, za oknem będzie szalała burza z piorunami, a temperatura spadnie przynajmniej o dziesięć stopni i na świecie zrobi się przyjemnie. W takie dni, kiedy asfalt zaczyna się topić już o siódmej rano, człowiek na gwałt szuka cienia. Gdzie go znajduje? Oczywiście w banku.

KILKA LAT temu przeczytałem w szacownej bardzo gazecie, że inwestowanie przez nasze instytucje finansowe w tzw. marmury, złote klamki czy grające dolnopłuki to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Autor sugerował, że to wszystko odbywa się kosztem klienta, a przy okazji jest wynikiem postkomunistycznej gigantomanii prezesów banków reprezentujących niesławną nomenklaturę. A niechby i tak było. Dzisiaj, kiedy 36 stopni w cieniu uważane jest za przyjemny chłodek, ówczesne inwestycje życie ratują. Mimo ryzyka, że wejście do klimatyzowanego budynku banku grozi przeziębieniem.

CHOĆBY nie wiem jak zabawnie to brzmiało, sprawa ma znacznie głębszy aspekt. Na banki narzekają wszyscy — nie podoba się jakość obsługi klienta, nie podobają się smutne panie w okienkach traktujące nas jak natrętów. Za to niewielu klientów banków narzeka na wystrój naszych szacownych instytucji. Tu zmieniło się wiele i niemal wszystko na lepsze.

SĄ JESZCZE banki — szczególnie te małe, spółdzielcze — które uchowały się na głębokiej prowincji, gdzie wystrój jest bardziej niż przaśny. Nie ma się co oszukiwać — nie wzbudzający zaufania do banku. Są jeszcze ludzie, którym taki peerelowski wystrój wnętrza w stylu walczący Gierek odpowiada, ale na całym świecie, teraz również w Polsce — coraz większą uwagę zwraca się nie tylko na to JAK, ale i W JAKICH WARUNKACH. Odpowiedni, czytaj: europejski, wystrój banku automatycznie zwiększa do niego zaufanie klienta. O tym wszyscy dekoratorzy wnętrz (o specjalistach od public relations nie wspominając) doskonale wiedzą. Tę wiedzę kupili prezesi polskich banków. Czasy, kiedy na gwałt wszyscy modernizowali wszystko minęły.

NA SZCZĘŚCIE udało się nam uniknąć banków-koszmarów architektonicznych, jakich mnóstwo np. w Rosji. Polskie banki — mogę stwierdzić z całą odpowiedzialnością — wypracowały własny styl. Podobne są do siebie, a jednak bardzo łatwo odróżnić jeden od drugiego.

NAJWAŻNIEJSZE jednak — przynajmniej dzisiaj, zanim przyjdzie prawdziwa burza z piorunami i przyniesie ochłodzenie — jest to, że w bankach zainstalowano klimatyzację. Zbawienie, które spokojnie przysłania niedoróbki w obsłudze natrętnych klientów. Jeszcze do nich wrócę. Niech tylko upał trochę zelżeje.