Oba atrakcyjne kierunki są oblegane przez prymusów
Każdy anons prasowy o atrakcyjnym stanowisku pracy ściąga co najmniej kilkadziesiąt curriculum vitae. Z tego punktu widzenia liczba chętnych, którzy chcieliby na cztery lata przysiąść na fotelu parlamentarzysty (patrz obok) nie jest zbyt imponująca. Odpowiada raczej statystyce najbardziej obleganych studiów. Aż żal, że na Wiejskiej na obu kierunkach jest tylko 560 miejsc. Tylu mądrych, pracowitych i chcących nieba uchylić bliźniemu kandydatów zda – ale się nie dostanie...
Medialna kampania wyborcza ma dwie zasadnicze formy. Jedną są materiały dziennikarskie – relacje, wywiady, analizy. Walczący o każdy głos politycy za nimi nie przepadają, ponieważ w ich ocenie media spłycają, skracają i nie pozwalają im rozwinąć skrzydeł. Dlatego tak bardzo liczą na WŁASNE materiały wyborcze. Dopiero tam znajduje ujście ich wolność twórcza, umożliwiająca trafianie do rozumów, serc i dusz elektoratu. Tym bardziej, iż nadawcy nie mogą ingerować w treść audycji i ogłoszeń wyborczych. Dzięki
temu przepisowi można bez jakiejkolwiek odpowiedzialności rozpowszechniać
największe brednie – co najłatwiej
przychodzi na polu gospodarczym.
Rywalizacja na ogłoszenia prasowe, billboardy i plakaty trwa już od dawna, ale nie ona stanowi jądro kampanii. Komitety wyborcze kończą właśnie przygotowywanie bezpłatnych audycji telewizyjnych i radiowych, które w publicznych stacjach ruszają w najbliższą sobotę. Natomiast płatne ogłoszenia wyborcze już się pojawiły na różnych antenach – dzięki temu uzyskaliśmy wskazówkę, kto wykorzysta limit kwoty na kampanię (maksimum wynosi 29,1 mln zł – jeden złoty
na jednego zarejestrowanego wyborcę).
Na łamach „PB” tematyka wyborów parlamentarnych zagościła na długo przed ogłoszeniem ich daty. Okazuje się bowiem, że perspektywa zmiany w Polsce rządu ciąży w roku 2001 dosłownie nad każdą decyzją ekonomiczną, zarówno w skali makro, jak i mikro. Od dzisiaj
aż do 23 września jedną stronę (w tym numerze jest nią czwarta) specjalnie przeznaczamy na materiały wyborcze.
Postaramy się przede wszystkim
wychwytywać z wyborczego szumu
informacyjnego jakieś konkrety.
Jest to zadanie trudne, ponieważ w kampanii przeważa ogólnikowy bełkot. Klasa polityczna sama wobec siebie
zgłasza różne postulaty – a jednocześnie zręcznie unika zajęcia stanowiska. Wszystkie partie zgodnym chórem
obiecują na przykład zmniejszanie
bezrobocia oraz zwiększanie liczby
miejsc pracy w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. Jednak nikt nie ujawnia, JAK zamierza to robić. Podobnie z rozwijaniem eksportu – oczywistość tego hasła współgra z bezradnością, spowodowaną
brakiem właściwych instrumentów
ekonomicznych. I tak dalej.
Uczestnicy sondy wyborczej, publikowanej na stronie 4, zgłosili politykom
kilkadziesiąt tematów do przemyśleń. Rozwiązanie właśnie tych problemów w pierwszej kolejności interesuje świat biznesu. Tematy są sformułowane również bardzo lakonicznie – na przykład „zmiana kodeksu pracy”. Ale elektorat
ma prawo tak ogólnie rzucać swoje
oczekiwania, natomiast ubiegający się o jego względy powinni w lot je chwytać
i proponować różne koncepcje rozwiązań. Na podstawie ich oceny podejmuje się
decyzje w lokalu wyborczym.
Redakcyjną uwagę koncentrujemy
jedynie na sześciu ugrupowaniach,
które wejdą lub mogą wejść do Sejmu.
W poniższej ramce tworzą one pierwszą grupę. Nie jesteśmy PKW, która wszystkich musi do końca traktować równo. Dlatego zbędne – w naszej subiektywnej ocenie – listy od razu skreśliliśmy. Programy kilku z nich całkowicie rozmijają się z preferencjami czytelników „PB“, zaś
kilka nie ma najmniejszych szans
ze względów czysto matematycznych. Trudno liczyć na wejście do Sejmu,
jeśli obsadza się tylko 11 z 41 okręgów wyborczych – dlatego zajmowanie się
na przykład programem PUG jest stratą
czasu, ponieważ realnie nigdy on nie
zaistnieje. Warto natomiast wspomnieć o Mniejszości Niemieckiej – 2-3 mandaty obsadzi na pewno, a w Sejmie wiernie
będzie wspierać rząd (każdy!).
Z naszego punktu widzenia szkoda również czasu na zajmowanie się wyborami do Senatu. Przede wszystkim dlatego, że systematycznie postępuje marginalizacja roli tej izby. Nie ma ona żadnego wpływu na rząd – to wynika z Konstytucji.
Ale również jej dorobek legislacyjny
wynosi zero – a to już naganna praktyka. Uwaga ta dotyczy losów projektów
ustaw wnoszonych przez Senat do Sejmu, nie zaś wprowadzania w zwykłym trybie poprawek do ustaw. Poza tym z trzech największych komitetów senackich, dwa (SLD-UP oraz PSL) powielają po prostu swój program sejmowy, natomiast
Blok Senat 2001 jest rozchwianym pro-
gramowo porozumieniem taktycznym.