Oba atrakcyjne kierunki są oblegane przez prymusów

Jacek Zalewski
opublikowano: 2001-09-03 00:00

Oba atrakcyjne kierunki są oblegane przez prymusów

Każdy anons prasowy o atrakcyjnym stanowisku pracy ściąga co najmniej kilkadziesiąt curriculum vitae. Z tego punktu widzenia liczba chętnych, którzy chcieliby na cztery lata przysiąść na fotelu parlamentarzysty (patrz obok) nie jest zbyt imponująca. Odpowiada raczej statystyce najbardziej obleganych studiów. Aż żal, że na Wiejskiej na obu kierunkach jest tylko 560 miejsc. Tylu mądrych, pracowitych i chcących nieba uchylić bliźniemu kandydatów zda – ale się nie dostanie...

Medialna kampania wyborcza ma dwie zasadnicze formy. Jedną są materiały dziennikarskie – relacje, wywiady, analizy. Walczący o każdy głos politycy za nimi nie przepadają, ponieważ w ich ocenie media spłycają, skracają i nie pozwalają im rozwinąć skrzydeł. Dlatego tak bardzo liczą na WŁASNE materiały wyborcze. Dopiero tam znajduje ujście ich wolność twórcza, umożliwiająca trafianie do rozumów, serc i dusz elektoratu. Tym bardziej, iż nadawcy nie mogą ingerować w treść audycji i ogłoszeń wyborczych. Dzięki

temu przepisowi można bez jakiejkolwiek odpowiedzialności rozpowszechniać

największe brednie – co najłatwiej

przychodzi na polu gospodarczym.

Rywalizacja na ogłoszenia prasowe, billboardy i plakaty trwa już od dawna, ale nie ona stanowi jądro kampanii. Komitety wyborcze kończą właśnie przygotowywanie bezpłatnych audycji telewizyjnych i radiowych, które w publicznych stacjach ruszają w najbliższą sobotę. Natomiast płatne ogłoszenia wyborcze już się pojawiły na różnych antenach – dzięki temu uzyskaliśmy wskazówkę, kto wykorzysta limit kwoty na kampanię (maksimum wynosi 29,1 mln zł – jeden złoty

na jednego zarejestrowanego wyborcę).

Na łamach „PB” tematyka wyborów parlamentarnych zagościła na długo przed ogłoszeniem ich daty. Okazuje się bowiem, że perspektywa zmiany w Polsce rządu ciąży w roku 2001 dosłownie nad każdą decyzją ekonomiczną, zarówno w skali makro, jak i mikro. Od dzisiaj

aż do 23 września jedną stronę (w tym numerze jest nią czwarta) specjalnie przeznaczamy na materiały wyborcze.

Postaramy się przede wszystkim

wychwytywać z wyborczego szumu

informacyjnego jakieś konkrety.

Jest to zadanie trudne, ponieważ w kampanii przeważa ogólnikowy bełkot. Klasa polityczna sama wobec siebie

zgłasza różne postulaty – a jednocześnie zręcznie unika zajęcia stanowiska. Wszystkie partie zgodnym chórem

obiecują na przykład zmniejszanie

bezrobocia oraz zwiększanie liczby

miejsc pracy w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. Jednak nikt nie ujawnia, JAK zamierza to robić. Podobnie z rozwijaniem eksportu – oczywistość tego hasła współgra z bezradnością, spowodowaną

brakiem właściwych instrumentów

ekonomicznych. I tak dalej.

Uczestnicy sondy wyborczej, publikowanej na stronie 4, zgłosili politykom

kilkadziesiąt tematów do przemyśleń. Rozwiązanie właśnie tych problemów w pierwszej kolejności interesuje świat biznesu. Tematy są sformułowane również bardzo lakonicznie – na przykład „zmiana kodeksu pracy”. Ale elektorat

ma prawo tak ogólnie rzucać swoje

oczekiwania, natomiast ubiegający się o jego względy powinni w lot je chwytać

i proponować różne koncepcje rozwiązań. Na podstawie ich oceny podejmuje się

decyzje w lokalu wyborczym.

Redakcyjną uwagę koncentrujemy

jedynie na sześciu ugrupowaniach,

które wejdą lub mogą wejść do Sejmu.

W poniższej ramce tworzą one pierwszą grupę. Nie jesteśmy PKW, która wszystkich musi do końca traktować równo. Dlatego zbędne – w naszej subiektywnej ocenie – listy od razu skreśliliśmy. Programy kilku z nich całkowicie rozmijają się z preferencjami czytelników „PB“, zaś

kilka nie ma najmniejszych szans

ze względów czysto matematycznych. Trudno liczyć na wejście do Sejmu,

jeśli obsadza się tylko 11 z 41 okręgów wyborczych – dlatego zajmowanie się

na przykład programem PUG jest stratą

czasu, ponieważ realnie nigdy on nie

zaistnieje. Warto natomiast wspomnieć o Mniejszości Niemieckiej – 2-3 mandaty obsadzi na pewno, a w Sejmie wiernie

będzie wspierać rząd (każdy!).

Z naszego punktu widzenia szkoda również czasu na zajmowanie się wyborami do Senatu. Przede wszystkim dlatego, że systematycznie postępuje marginalizacja roli tej izby. Nie ma ona żadnego wpływu na rząd – to wynika z Konstytucji.

Ale również jej dorobek legislacyjny

wynosi zero – a to już naganna praktyka. Uwaga ta dotyczy losów projektów

ustaw wnoszonych przez Senat do Sejmu, nie zaś wprowadzania w zwykłym trybie poprawek do ustaw. Poza tym z trzech największych komitetów senackich, dwa (SLD-UP oraz PSL) powielają po prostu swój program sejmowy, natomiast

Blok Senat 2001 jest rozchwianym pro-

gramowo porozumieniem taktycznym.