Puls Biznesu: W jakim stopniu dekoniunktura gospodarcza w Polsce wpłynęła na rynek systemów klasy ERP?
Andrzej Dyżewski: Nie mam jeszcze dokładnych danych, ale wydaje mi się, że jest gorzej, niż to przedstawiają niektórzy dostawcy systemów. Obawiam się, że w roku 2002 mogliśmy mieć nawet do czynienia ze spadkiem ogólnej wartości tego rynku. Świadczy o tym bardzo niewielka liczba nowych kontraktów na duże wdrożenia rozwiązań tej klasy oraz niewiele większa ilość wdrożeń pojedynczych modułów. Poza tym, w ubiegłym roku bardzo nasilił się proces konsolidacji firm konsultingowych i wdrożeniowych. Wzrosła skala bankructw i zmian w profilu działalności firm z tej branży.
Jedynie w segmencie mniejszych przedsiębiorstw, które kupują głównie mniej potężne zintegrowane systemy wspomagające zarządzanie — można powiedzieć o utrzymaniu się przyzwoitej dynamiki wzrostu.
Czy w tym roku widać szansę na poprawę sytuacji, i z której branży należy się spodziewać impulsu wzrostowego?
A. D.: Chcąc przewidzieć, która branża będzie w danym roku najwięcej inwestować w informatykę, najlepiej przeglądać dane GUS-u z poprzedniego roku. Prawidłowość, którą obserwuję już od ponad dekady, jest bowiem następująca — niemal zawsze największą dynamikę inwestycji w informatykę odnotowują najdynamiczniej rozwijające się sektory gospodarki.
Największy mit na temat rynku systemów klasy ERP?
A. D.: Samo określenie ERP, używane w stosunku do zintegrowanych systemów wspomagających zarządzanie. Hasło ERP stało się tak modne i powszechne, że nawet dostawcy aplikacji zintegrowanych dla małych firm, aby jakoś działać na tym rynku, określają swoje rozwiązania mianem systemu klasy ERP, bo inaczej nikt by ich nie kupował. Oczywiście, nie jest do końca tak, że ich produkty nie realizują założeń ERP określonych w definicji Gartnera, ale sama definicja zaczyna się coraz bardziej rozszerzać i zmieniać znaczenie, stąd coraz większe problemy z klasyfikacją poszczególnych rozwiązań. Gdybyśmy się kierowali wyłącznie tym, co sugerują dostawcy aplikacji, sytuacja stałaby się co najmniej kuriozalna. To tak, jakbyśmy jednego roku mierzyli sprzedaż ziemniaków, a kolejnego orzeszków ziemnych.
Jak więc klasyfikować i mierzyć ten rynek?
A. D.: Definicja ERP Gartnera mówi, że systemy tej klasy powinny tworzyć zintegrowane środowisko obsługujące pięć głównych wątków zarządzania w przedsiębiorstwie: księgowość z controllingiem, gospodarkę materiałową, zarządzanie produkcją, zasobami ludzkimi oraz logistykę i dystrybucję. O ile jednak na poziomie produkcji i gospodarki materiałowej wszystkie te zagadnienia są doskonale opisane — co jest spadkiem po wcześniejszych systemach klasy MRP (Material/Manufacturing Requirements/Resource Planning — przyp. red.) — o tyle pozostałe elementy tej definicji nie są zbyt ściśle określone i pozostają w dużym stopniu elementem marketingu. Co więcej, od paru lat pojawiają się opinie poszczególnych guru informatycznych, że ERP to już przeszłość i obecnie wdrażane rozwiązania powinny być pojmowane znacznie szerzej, np. EAS, czyli Enterprise Applications Systems.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że do rzadkości należą kontrakty, w ramach których przedsiębiorstwa kupują kompletny, zintegrowany system informatyczny, obejmujący wszystkie obszary działalności. Co więcej, w niektórych branżach firmy decydują się na implementację jednego, dwóch modułów dużego systemu ERP.
Na potrzeby opracowań, które wydajemy już od siedmiu lat, przyjęliśmy, że spośród zintegrowanych systemów wspomagających zarządzanie wyławiamy te, które realizują standardy ERP i są skierowane do dużych i średnich przedsiębiorstw, a więc są skalowalne funkcjonalnie i wydajnościowo. Niemniej, staramy się w tej grupie uwzględniać coraz więcej ciekawych polskich systemów, których jeszcze kilka lat temu w żaden sposób nie można było do niej zaliczyć.
Mówiąc szczerze, z powodów, o których wspomniałem, czyli przede wszystkim coraz mniej ostrych definicji, najchętniej zrezygnowalibyśmy z zawężania naszych raportów do ERP, na rzecz systemów zintegrowanych. Nie jest to jednak łatwe. Sami padliśmy ofiarą mody na hasło ERP, kiedy to stworzyliśmy szerokie opracowanie na temat rynku zintegrowanych systemów wspomagających zarządzanie — z naciskiem na systemy finansowo-księgowe, które są przecież podstawą systemów klasy ERP — ale nie opatrzyliśmy tego raportu nazwą ERP. I co się stało? Otóż zainteresowanie klientów naszym raportem spadło o 70 proc. w stosunku do raportu o rynku systemów ERP, mimo że opracowanie to mówiło o niemal tych samych zagadnieniach... Powiem więcej, traktowało polski rynek systemów wspomagających zarządzanie znacznie dokładniej.
Wydaje się, że czołowa trójka dostawców systemów dla przedsiębiorstw: SAP, IFS, Oracle, ma już ugruntowaną pozycję na naszym rynku. Czy można się spodziewać większych przetasowań w grupie kilkunastu kolejnych firm z tego rynku?
A. D.: O ile działania firm Oracle i IFS wskazują na to, że nie zamierzają zdecydowanie wchodzić w segment małych i średnich przedsiębiorstw, zajmowany do tej pory przez liczne grono głównie krajowych producentów, o tyle SAP nie ukrywa swoich ambicji podbicia tego rynku nowym produktem — Business One.
Poważnym potencjalnym zagrożeniem dla największych obecnie graczy na polskim rynku jest zachowanie światowego giganta informatycznego, firmy Microsoft. Jeśli należące do Microsoftu firmy Great Plains Software i Navision Software połączą się i opracują dobry produkt, mogą za kilka lat stać się poważnym konkurentem.
W starciu z globalnymi producentami systemów dla małych i średnich firm, lokalne domy software’owe mają jednak przewagę w postaci możliwości szybszego reagowania na zmiany — chociażby otoczenia prawnego.