Obawy biznesu

Mira Wszelaka
opublikowano: 16-08-2006, 00:00

Przedsiębiorcy niepokoją się o to, że nowy supernadzór wymknie się spod kurateli ministra rolnictwa.

Nadal nie wiadomo, jak potoczą się losy powstania jednej instytucji odpowiedzialnej za nadzór żywności. Wedle pierwotnej wersji decydujący wpływ na jej kształt miał mieć minister rolnictwa. To pod jego przewodnictwem w ciągu sześciu miesięcy Rada ds. Bezpieczeństwa Żywności, powołana na początku roku przez Kazimierza Marcinkiewicza, miała opracować koncepcje powołania i działania nowej instytucji. Plany te storpedował minister zdrowia, który sprzeciwił się wejściu do nowego tworu Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

Teraz decyzję w tej sprawie ma podjąć premier. I to właśnie niepokoi branżę.

— To nie jest najlepszy pomysł. Nadzór nad żywnością powinien być koordynowany przez resort rolnictwa, który nadzoruje także kwestie eksportu. Także połączenie tylko części instytucji, bez udziału sanepidu, nie ma większego sensu. Najbardziej jednak niepokoi nas, że to minister zdrowia próbuje przejąć kontrolę nad specurzędem — przyznaje Witold Choiński, prezes Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa.

Tymczasem Marek Ludwik Grabowski, zastępca głównego inspektora sanitarnego, który reprezentował podczas posiedzeń rady resort zdrowia, nie ukrywa, że od samego początku razem z ministrem Religą robili wszystko, by zablokować powstanie instytucji według koncepcji ministra rolnictwa. Jego zdaniem, kuriozalne wydawało się, że o bezpieczeństwie żywności, które wpływa na jakość życia i zdrowia, miałby decydować minister rolnictwa, a nie zdrowia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu