Obciążenia nikt nie obliczy

Zbigniew Kazimierczak
opublikowano: 2004-01-15 00:00

Fiskus wtargnął na giełdę, ale szczegółów naliczania podatku nie podał. Biura maklerskie czekają i zbierają dane „na wszelki wypadek”.

Szczegóły dotyczące podatku giełdowego, który zaczął obowiązywać od tego roku, nadal nie we wszystkich punktach są jasne. Wątpliwości budzą m.in. takie segmenty jak: koszty przychodu, możliwości odliczeń czy rozliczania strat.

Z tego powodu w biurach, z którymi się kontaktowaliśmy, nadal nie ma systemów informatycznych, które mogłyby taki podatek na bieżąco rozliczać.

Zamówili i czekają

Tym bardziej że na rynku tak na prawdę jest tylko trzech dostawców systemów informatycznych, mających w ofercie sensowny produkt do tych celów. Jest to Zeto Rodan oraz spółki z grupy Prokomu i Computerlandu.

— Złożyliśmy zamówienie na system informatyczny do rozliczania podatku i teraz czekamy — mówi Rafał Abratański, wiceprezes Internetowego Domu Maklerskiego.

— Na razie skupiliśmy się na tym, aby dostarczać klientom wszystkie dane, które będą konieczne do wypełnienia zeznania podatkowego. Żeby zacząć to ubierać w system informatyczny, nie możemy mieć jakichkolwiek wątpliwości związanych z podatkiem. A przecież nie ma jasności choćby co do tego, co jest kosztem uzyskania przychodu. Dlatego cały czas czekamy na rozporządzenia wykonawcze — dodaje Maciej Trybuchowski, dyrektor Biura Maklerskiego Banku Gospodarki Żywnościowej.

Zdaniem przedstawicieli instytucji maklerskich, obecnie trudno określić, kiedy system zacznie działać. Wszystko z powodu wymienionych już wątpliwości. Wystarczy przypomnieć, jakie zamieszanie pod koniec zeszłego roku spowodowała interpretacja resortu finansów co do praw do akcji. Normalnie akcje kupione przed końcem grudnia nie są jeszcze podatkiem objęte. Fiskus uznał jednak, że nabyte w 2003 roku prawa do akcji, zamienione na akcje w tym roku już takim obciążeniom podlegają. Nowe spółki na warszawskiej giełdzie — np. Śnieżka czy Redan — na gwałt rejestrowały więc nowe emisje akcji, aby przekazać je akcjonariuszom jeszcze w starym roku. A i tak specjaliści nie są pewni, czy interpretacja resortu finansów w tym względzie była prawidłowa.

Gracze obserwują

Tymczasem, aby system działał poprawnie, takie drobiazgi muszą być wyjaśnione. Na razie więc biura maklerskiego zapisują wszystkie transakcje inwestorów i na tej podstawie, gdy wątpliwości zostaną już wyjaśnione, za jakiś czas zaczną rozliczać podatek. Podobno tak się da zrobić, choć pewności nie ma.

Inwestorzy natomiast przyglądają się nowej rzeczywistości po wprowadzeniu podatku.

— Niewykluczone, że w styczniu obroty w porównaniu z grudniem będą niższe, choć w poprzednim miesiącu mieliśmy sporo świąt, a więc mniej sesji giełdowych — tłumaczy Rafał Abratański.

Według Macieja Trybuchowskiego, w nowej sytuacji podatkowej, z powodu pogorszenia warunków inwestycyjnych w naszym kraju, trudno będzie namówić do gry na giełdzie osoby, które nie były tym zainteresowane poprzednio, ale odpływu starych graczy raczej nie należy się obawiać.

— Zresztą inwestorzy indywidualni, a to ich dotyczy nowy podatek, generują mniej więcej jedną trzecią obrotów giełdowych, więc drastyczny spadek w skali całego rynku trudno sobie wyobrazić — uważa dyrektor BM BGŻ.

Unia niestraszna

Przedstawiciele biur maklerskich nie obawiają się za to specjalnie wzrostu konkurencji na rynku po wejściu Polski do UE.

— Z tego co widać, to zachodnie instytucje raczej wycofują się z naszego rynku kapitałowego niż zamierzają tu inwestować. Wystarczy podać przykład ABN Amro, Societe Generale czy Credit Suisse. Żeby konkurować to trzeba mieć o kogo, tymczasem na polskim rynku liczba aktywnych graczy ma tendencję do kurczenia się — wyjaśnia Rafał Abratański.

Rozszerzenie Unii Europejskiej nie będzie miało też większego wpływu na ofertę produktową instytucji maklerskich. To skutek liberalizacji rynku z drugiej połowy ubiegłego roku, znoszącej ograniczenia dla Polaków odnośnie do inwestowania za granicą. Teraz swobodnie mogą oni lokować swoje środki bezpośrednio w innych krajach, co w praktyce wyczerpuje popyt w tym względzie.

— Myślimy raczej o ofercie produktów przypominających fundusze, które obejmowałyby także rynki zachodnie. W Polsce mamy wielu zawodowych inwestorów, ale ograniczają się do lokalnej giełdy. Bezpośrednie inwestowanie na zagranicznych parkietach jest bowiem kosztowne i wymaga odpowiedniej wiedzy analitycznej i informacyjnej. Sądzę, że niewiele osób się na to zdecyduje — twierdzi Maciej Trybuchowski.