Obie strony preferują ściemnianie

Jacek Zalewski
22-10-2008, 00:00

Jacek Zalewski

Wynik głosowania Senatu nad wnioskiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego o referendum dotyczące służby zdrowia stał się oczywisty, zanim w ogóle głowa państwa skonstruowała pytanie. Zwłaszcza że okazało się ono prawnie i logicznie pogmatwane: "Czy wyraża Pani/Pan zgodę na komercjalizację placówek służby zdrowia, która umożliwi prywatyzację szpitali?". Marszałek Bogdan Borusewicz zasadnie poprosił prezydenta o wyjaśnienie pojęć użytych we wniosku. To jedynie kurtuazja, ale na pewno będzie bardzo pomocna senatorom PO przy uzasadnianiu odrzucenia idei referendum.

Abstrahując od sporów merytorycznych, absolutnie koniecznym warunkiem frekwencyjnego powodzenia każdego referendum jest jasność zadawanego pytania, które musi być prawnie jednoznaczne oraz zrozumiałe nawet dla niewykształconego wyborcy. Wzorcem pozytywnym było referendum unijne z 2003 r., za to aż wstyd przypominać pytania bezmyślnego referendum uwłaszczeniowego z 1996 r.

W ostatnich dniach skażonym politycznie wnioskiem popisał się nie tylko prezydent, ale też premier Donald Tusk — występując do Trybunału Konstytucyjnego (TK) o rozstrzygnięcie sporu obu skonfliktowanych ośrodków władzy w sprawie udziału w posiedzeniach Rady Europejskiej. W pytaniu głowa państwa została sprowadzony do roli podmiotu, który musiałby uzyskać zgodę premiera na udział w delegacji. Taka konstrukcja jest wystarczającym powodem, aby TK zrobił z kompetencyjnym pytaniem premiera to samo, co Senat zrobi z referendalnym wnioskiem prezydenta — czyli posłał je do kosza.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Obie strony preferują ściemnianie