Przedstawiciele Vivendi i Elektrimu interpretują te same wydarzenia dokładnie odwrotnie. Dotyczy to także możliwości porozumienia.
Dziś zbierze się rada nadzorcza (RN) Elektrimu Telekomunikacji (ET, inaczej Telco). Rynek oczekuje, że wybierze ona do zarządu przedstawicieli Elektrimu, który posiada 49 proc. udziałów ET i żadnego wpływu na jego działanie.
— Wszystko jest możliwe. Wierzę, że rada postąpi zgodnie z prawem i interesem spółki — mówi Philippe Houdouin, prezes Elektrimu Telekomunikacji.
— Jestem pesymistą w tej kwestii. Poczekajmy jednak, a okaże się czy nasi kandydaci wejdą do zarządu ET — mówi Piotr Nurowski, prezes Elektrimu.
Wojna sądowa
Elektrim chce, aby do zarządu ET weszli: Jacek Walczykowski, były wiceprezes spółki, oraz Mirosław Błaszczyk z Polskiej Telefonii Cyfrowej (PTC). Mimo z pozoru optymistycznych wypowiedzi prezesa ET, także on nie wierzy, że dzisiaj w sporze Elektrimu i Vivendi (drugiego rozdającego karty udziałowca ET) cokolwiek się zmieni. Zmiany w RN ET nakazał londyński trybunał arbitrażowy.
— We wcześniejszym orzeczeniu trybunał nakazał jednak, aby Elektrim do władz PTC wybrał osoby rekomendowane przez ET. I co? I nic — mówi Philippe Houdouin.
To pierwszy argument ET, który uniemożliwia porozumienie. Jest też drugi.
— Elektrim, próbując przejąć kontrolę nad ET chce zalegalizować kradzież aktywów tej spółki oraz uniemożliwić walkę o ich odzyskanie — twierdzi Philippe Houdouin.
— Podpisaliśmy umowę, która regulowała nasze prawa w ET. Vivendi przez kilka ostatnich lat nie uznawało jej w punktach dla nas istotnych — mówi Piort Nurowski.
Powołując się na wydany w listopadzie 2004 r. wyrok wiedeńskiego trybunału arbitrażowego, Elektrim twierdzi, że transakcja przeniesienia do ET 48 proc. udziałów PTC była bezskuteczna. ET nie zgadza się z taką interpretacją i w sądzie walczy o odzyskanie papierów.
— Nasza pozycja jest coraz silniejsza. Widniejemy w Krajowym Rejestrze Sądowym PTC, sąd powszechny uchylił pierwszy punkt orzeczenia trybunału, a sąd apelacyjny nie zadecydował o uznaniu wyroku na terenie Rzeczypospolitej — mówi Philippe Houdouin.
Elektrim nie składa jednak broni.
— Udziały PTC należą do Elektrimu. Tak orzekł trybunał wiedeński, a na postępowanie zgodzili się wszyscy zainteresowani. Co więcej, w Wiedniu reprezentowało nas Vivendi. Uciekanie od tego orzeczenia, uznanego w kraju, jest — delikatnie mówiąc — nieporozumieniem — odpowiada Piotr Nurowski.
Przed trybunałem w Londynie (tym samym, który nakazał zmiany w zarządzie ET) spółka chce unieważnienia trzeciej umowy inwestycyjnej. To na jej mocy Vivendi przejęło kontrolę nad ET.
— To oczywiste, że Elektrim dąży do takiego rozwiązania. W umowie zapisano bowiem, że w przypadku przegranej przed trybunałem, papiery PTC mają natychmiast wrócić do ET — twierdzi Philippe Houdouin.
— To nie jest tak. To Vivendi złożyło pozwy w Londynie. Uważamy, że przez ich działania trzecia umowa inwestycyjna nie obowiązuje. Jak to wytłumaczyć, że ET chce zwrotu udziałów PTC, jeśli jednocześnie nie akceptuje wyroku wiedeńskiego — komentuje Jerzy Modrzejewski, radca prawny reprezentujący Elektrim.
To nie pierwsza i nie ostatnia sprzeczność.
Powrót do stołu?
Końca sporu prawnego nie widać, a wyjaśnianie jego ogromnej złożoności jest zajęciem skazanym na porażkę. Pojawiają się jednak sygnały sugerujące możliwość porozumienia.
— Oferta Vivendi odkupienia 49 proc. ET od Elektrimu jest cały czas ważna. Vivendi jest zresztą naturalnym partnerem dla takiej transakcji. Jednym z jej oczywistych warunków jest uznanie przez Elektrim, że to ET jest udziałowcem PTC — mówi Philippe Houdouin.
— Słowa o ofercie traktuję z dużym zdziwieniem i zaskoczeniem, nie otrzymaliśmy bowiem jakichkolwiek dokumentów oraz nie toczą się żadne, nawet nieoficjalne, rozmowy. W biznesie nigdy jednak nie mówi się nigdy, więc wyobrażam sobie takie mechanizmy prawne, które umożliwiłyby wypracowanie porozumienia. Oczywiście punktem wyjścia musi być stwierdzenie, że po wyroku trybunału papiery PTC należą do Elektrimu. Nie można tego wyroku schować do szuflady — odpowiada Piort Nurowski.
Wcześniej Vivendi proponowało Elektrimowi 650 mln EUR. Od tego czasu wartość PTC jednak wzrosła (w ubiegłym roku całkowicie oddłużony operator miał wypracować ponad 1 mld zł zysku netto). Elektrim gotówki niewątpliwie potrzebuje. Na pieniądze czekają bowiem właściciele wartych ponad 450 mln EUR obligacji, a sąd, z ich pozwu, zajmuje się wnioskiem o upadłość Elektrimu.