Oby po klapie nie było gorzej

02-12-2013, 00:00

Partnerstwo wschodnie UE

Szczyt partnerstwa wschodniego Unii Europejskiej przyniósł jego udziałowcom wielkiego kaca. Triumfuje zdalnie jedynie kremlowski car Władimir Putin, który szantażem gospodarczym wobec ukraińskiego władcy Wiktora Janukowycza zablokował podpisanie przez niego umowy stowarzyszeniowej. Przygotowywany od dwóch lat zjazd w Wilnie miał być historycznym zwrotem sytuacji na styku unijno-poradzieckim.

Notabene, szefowie państw i rządów UE oraz sześciu republik objętych programem (Białoruś reprezentowana oczywiście nie przez Aleksandra Łukaszenkę) spotkali się symbolicznie w tzw. dolnym zamku wielkich książąt Litwy — i zarazem królów Polski — odtworzonym od zera z czasów, gdy znaczna część obszaru objętego projektem UE znajdowała się w granicach Rzeczypospolitej.

Niepowodzenie szczytu potwierdza prawdziwość tezy, że nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale by gonić go. Treścią życia klasy politycznej są plany, obietnice, złudzenia — które często ulatują w gwizdek, gdy nadchodzi nieprzekraczalny termin wyłożenia kart. Dlatego nawet trudno się dziwić, że już pojawiły się kolejne zapowiedzi — nie wyszło w Wilnie, no to może przy okazji jakiejś następnej zbiórki...

Pytanie czysto retoryczne — a czy zmienią się okoliczności i przyczyny niepodpisania umowy w miniony piątek? No, chyba że nastąpi eskalacja napięć społecznych, nabrzmiewających w Kijowie i miastach ukraińskiego Zachodu. Całkowicie rozumiejąc oburzenie protestującej na Euromajdanie wielotysięcznej światłej, proeuropejskiej części społeczeństwa, wypada jednak przypomnieć, że o wynikach wyborów decyduje suma głosów z całego państwa.

Także ze zniszczonego przemysłem Wschodu oraz z biedujących chutorów, gdzie UE kojarzy się wyłącznie z ogromną podwyżką cen i brakiem ogrzewania w zimie. Bo jeśli chodzi o stricte arytmetyczne wyniki wyborów, to Europa nie neguje ich już ani na Ukrainie, ani w Rosji, ani nawet na Białorusi — ganimy brak standardów i ogólną atmosferę kampanii wyborczych.

Po wileńskiej klapie powinna uderzyć się w piersi także Unia Europejska. Przypomnijmy, że po wielkim rozszerzeniu 1 maja 2004 r., z udziałem Polski, przyjęto strategiczny kierunek rozwoju wspólnoty na Bałkany, a nie na Wschód. I taki kurs jest konsekwentnie realizowany — Bułgaria i Rumunia, potem Chorwacja, w kolejce stoi Serbia. Przyjęty z inicjatywy Polski, wspartej przez Szwecję, program partnerstwa wschodniego w istocie jest zastępczym wyrobem unijnopodobnym.

Przede wszystkim z założenia to nie poczekalnia dla przyszłych członków! Umowa stowarzyszeniowa z Ukrainą nie zawiera podstawowego zdania, standardowo wpisywanego do traktatów: że wszystkie europejskie narody mają prawo ubiegać się o członkostwo w UE. To brak ostro kontrastujący z naszą ścieżką akcesyjną — układ stowarzyszeniowy z 1991 r. między Polską a jeszcze wspólnotami (UE formalnie zawiązana została rok później) zawierał stanowczy zapis, że umowa, tak naprawdę głównie handlowa, jest dopiero środkiem na drodze do pełnego członkostwa, co — jak pamiętamy — potrwało dekadę. Ukraina takiej jasnej perspektywy na razie z Brukseli w ogóle nie otrzymała.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Oby po klapie nie było gorzej