Oby się powtórzył efekt barceloński

Jacek Zalewski
opublikowano: 2010-06-25 00:00

Piłkarskie mistrzostwa świata w RPA na razie skupiają uwagę globalnej widowni na stronie sportowej, zwłaszcza że w piątek kończy się ich podstawowa faza eliminacyjna. Na analizę bogatej otoczki gospodarczej i społecznej przyjdzie czas. To odwrotnie, jak w przypadku naszego turnieju EURO 2012. Żyjemy przygotowaniami inwestycyjnymi i organizacyjnymi, bo o stronie sportowej na razie wiadomo tyle, że Polska zostanie rozstawiona tak, by jak najdłużej grać na Stadionie Narodowym w Warszawie, Ukraina zaś podobnie w Kijowie. Jeśli gospodarze szybko odpadną, to zainteresowanie turniejem siądzie i nasze wuwuzele natychmiast przycichną, tak jak obecnie w RPA po klęsce Afryki.

Wczoraj zaprezentowany został raport naukowców trzech uczelni (Szkoły Głównej Handlowej, Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Łódzkiego) o wpływie organizacji EURO 2012 na polską gospodarkę. W tej sprawie powiedziano i napisano już setki złotych myśli, również na łamach "PB", jednak spojrzenie z akademickiej oddali pewne kwestie wyostrza. Generalny wniosek nie brzmi specjalnie rewolucyjnie — otóż organizacja EURO 2012 powinna przyczynić się do wcześniejszej realizacji koniecznych Polsce inwestycji w infrastrukturę sportową i transportową, które bez terminowego bodźca zostałyby zrealizowane wiele lat później. I to prawda, chociaż jeśli się porówna plany roztaczane trzy lata temu z dzisiejszymi realiami, to lista zaniechań i niemożności jest ogromna — przoduje na niej druga linia stołecznego metra, ze stacją mającą obsługiwać Stadion Narodowy.

W obszarze turystyki i promocji kraju rzeczywistym sprawdzianem EURO 2012 będzie nie kilkudniowy najazd kibiców z konkretnych państw do konkretnych miast meczowych, w których spędzą oni trochę czasu na stadionach (mniejszość) czy w strefach kibica (większość), lecz odłożony w czasie tzw. efekt barceloński. Nazwa pochodzi od igrzysk olimpijskich w roku 1992, których bardzo pozytywny wpływ stolica Katalonii odczuwa już drugą dekadę. Oby w Polsce powtórzył się on choćby w połowie.