Już na długo przed wystąpieniem szefowej Fed rynki zaczęły świętować chłodzenie zapędów wyrażanych przez część członków Fed, że niewykluczona jest nawet podwyżka stóp 15 czerwca. Po tak drastycznie słabym odczycie wzrostu zatrudnienia w USA jaki zobaczyliśmy w piątek (przyrost w maju o niecałe 40 tys. gdy rynek liczył na 160 tys.) trudno, żeby było inaczej. W końcu to właśnie potwierdzenie siły rynku pracy miało być elementem przesądzającym o zacieśnieniu polityki pieniężnej w najbliższym czasie - oceniając po wypowiedziach przedstawicieli Rezerwy Federalnej z ostatnich tygodni.
W tych okolicznościach rynki widząc w kalendarzu zaplanowane wystąpienie Janet Yellen założyły, że to będzie moment pogrzebania na jakiś czas planów podwyżkowych. Zrobiły to pamiętając, że prezes Yellen reprezentuje gołębie skrzydło Fed, zawsze "dmuchając na zimne" gdy coś w danych jest nie tak i może być zalążkiem poważniejszej słabości gospodarki, czego przykład mieliśmy pod koniec marca, gdy jej słowa o potrzebie zachowania szczególnej ostrożności na długo pozbawiły dolara zdolności umacniania się na lepszych danych z amerykańskiej gospodarki. Nawet jeśli wczoraj wieczorem nie mówiła ona tak gołębio jak wtedy w marcu, to rynki usłyszały to co chciały: że słaby przyrost zatrudnienia nakazuje jeszcze raz przemyśleć czy dobrze rozumiemy tendencje na rynku pracy. Powiedziała też, że jedna jaskółka wiosny nie czyni i generalnie wypada się zachowywać tak jakby tego odczytu nie było póki nie zostanie potwierdzony przez inne dane, ale czasem rynkom zdarza się słyszeć tylko to co chcą usłyszeć.
W rezultacie mamy najwyższe od roku poziomy na S&P 500, udaną sesję azjatycką, DAX szykujący się dziś do wzrostów, powrót ropy pod 50 USD za baryłkę, no i złotego pokonującego wczoraj najważniejsze światowe waluty. Służy mu środowisko apetytu na ryzyko oraz pierwsze od dawna pozytywne komentarze na temat jego perspektyw (Goldman Sachs w notatce sugeruje nie zrażać się słabością wzrostu w Polsce w pierwszym kwartale, bo idzie duże odbicie). A może po prostu złoty chce w ten sposób pożegnać się z Markiem Belką, który w tym tygodniu ostatni raz poprowadzi posiedzenie RPP.
EURPLN teraz na 4,3580, czyli w okolicach, które były dotknięte poprzedni raz w połowie maja a poza tym złoty nie był mocniejszy wobec euro od połowy kwietnia. Za dolara amerykańskiego trzeba dziś rano płacić 3,8363 zł, za franka szwajcarskiego 3,9530 oraz 5,5606 zł za funta brytyjskiego, który odchorowywał wczoraj niekorzystne sondaże z weekendu i poniedziałku.