Ociągamy się z wdrażaniem unijnych dyrektyw

AJ
opublikowano: 2010-05-19 07:00

W latach 2005-2009 Polska nie przystosowała na czas przepisów do blisko 25 unijnych dyrektyw. W naszej części Europy bardziej spóźnialscy są tylko Czesi.

Polska za wolno wdraża unijne dyrektywy – wynika z raportu „Wykonanie prawa Unii Europejskiej: Wpływ organizacji administracji rządowej na transpozycję dyrektyw UE” przygotowanego przez Ernst&Young.

None
None

- Państwa członkowskie Unii Europejskiej są zobowiązane do terminowego i poprawnego wdrażania przepisów unijnych. Jednak administracje krajowe w różnym stopniu wywiązują się z tego obowiązku. Polska na tle innych państw Europy Środkowej nie wypada najlepiej – twierdzi Radosław Zubek, współautor raportu.

W latach 2005 – 2009 proces przystosowywania polskiego prawa do unijnego był jednym z najwolniejszych w tej części Europy. Opóźnienia wystąpiły u nas przy wdrażaniu aż 25 dyrektyw. Gorzej od nas wypadły tylko Czechy (30 dyrektyw). Liderem była Litwa, która na czas nie wdrożyła jedynie dziewięciu dyrektyw.

Zdaniem ekspertów przyczyn opóźnień jest wiele.

- Terminowa implementacja dyrektyw zależy m.in. od zbieżności systemów prawnych, uwarunkowań konstytucyjnych, preferencji politycznych i efektywności administracji krajowej – ocenia Radosław Zubek.

Jego zdaniem sytuację poprawiłby monitoring i koordynacja działań w tym zakresie w rządzie i na poziomie resortach.

- W Polsce brakuje regularnego raportowania wyników implementacji. Legislacja krajowa i wdrażanie dyrektyw unijnych nie są ze sobą skoordynowane. A taka harmonizacja w istotny sposób redukuje opieszałość – wyjaśnia Radosław Zubek.

Zdaniem autorów raportu sytuacja wygląda inaczej m.in. na Węgrzech, gdzie dużą rolę w procesie kontroli przepisów wdrażających prawo UE pod względem prawnym odgrywa Ministerstwo Sprawiedliwości.

- Resort często przygotowuje projekty horyzontalnych aktów prawnych, pomaga innym ministerstwom w rozwiązywaniu skomplikowanych problemów. Na Węgrzech istnieją też szczegółowe mechanizmy centralnego monitoringu i ostrzegania o opóźnieniach. W badanym okresie centralni koordynatorzy w Polsce nie mieli takich kompetencji lub korzystali z nich w małym stopniu – przyznaje Radosław Zubek.