W poniedziałek znowu pojawił się lęk wysokości na rynkach w USA. Indeksy są już na tak wyśrubowanym poziomie, że w każdej chwili grozi poważna realizacja zysków. Wydawało się, że po tym jak indeks aktywności sektora usług (ISM) okazał się lepszy od prognoz, rynek może wygenerować wzrost przynajmniej w pierwszej części sesji. Nie udało się. Ten indeks też wcale nie był znakomity, ale w zeszłym tygodniu nawet przy fatalnych danych indeksy rosły. Tylko obawa, o to, że wzrost trwa już zbyt długo wywołała realizację zysków.
Być może inwestorów zaczyna niepokoić słabość dolara, który ciągle traci do euro. Na rynku walutowym wszyscy szukają pretekstu, by dolara się pozbywać. Wydawało się, że po lepszych od prognoz danych makro może się lekko umocnić. Jednak firma Challenger, Gray & Christmas poinformowała, że w kwietniu planowane zwolnienia pracowników w amerykańskich firmach skoczyły o 71 proc. w porównaniu z marcem (najwięcej od 5 miesięcy). To natychmiast wykorzystano jako pretekst do sprzedaży amerykańskiej waluty. Świat nie bardzo wierzy w siłę amerykańskiej gospodarki.
Nadal silniejszy był rynek TMT. NASDAQ rósł w oczekiwaniu na wynik Cisco (to pomagało sektorowi producentów komputerów). Nieco dziwne były wzrosty w sektorze producentów półprzewodników i sprzętu do ich wytwarzania. Kursy akcji są już bardzo wysoko i tylko ślepa wiara w nadchodzące ożywienie mogła je nadal podnosić. Sesja zakończyła się praktycznie bez rozstrzygnięć. Jak na realizacje zysków, kara była bardzo niewielka, ale niewątpliwie słabe zachowanie rynku będzie tłumaczone czekaniem na posiedzenie FOMC. Jednak, jeśli chodzi o NASDAQ to na miejscu byków lekko bym się niepokoił. Indeks prawie bez zmian, a obrót bardzo duży. Czyżby zanosiło się na jakieś przesilenie?
Po takiej sesji w USA indeksy rano w Europie lekko spadały. Można było raczej mówić o wyczekiwaniu na posiedzenie FOMC i wyniki Cisco po sesji. Dane makro mówiące o stanie części usługowej gospodarki europejskiej nadal pokazały, że trwa recesja, ale zostały praktycznie zlekceważone, bo subindeks oczekiwań wzrósł bardzo istotnie. Poza tym słabość głównych indeksów PMI mogła rodzić nadzieje na czwartkową obniżkę stóp przez ECB. Po publikacji danych indeksy zaczęły wzrastać i zanosiło się na dobre zamknięcie.
Dziś publikowane będą dane makro z Niemiec i USA. Przy czym te drugie (16.00) będą zapewne zlekceważone. Chodzi o poziom zapasów w hurtowniach w marcu (prognoza: +0,1 proc.). O 10.00 dowiemy się, jak wyglądały w marcu zamówienia w przemyśle niemieckim (prognoza: minus 1,0 proc. m/m) i stopa bezrobocia w kwietniu (10,7 proc.) oraz przyrost bezrobotnych (41,7 tys.).
W Polsce wyniki podał KGHM. Były dużo lepsze od prognoz, ale trzeba brać pod uwagę, że po pierwsze zysk zwiększyła dywidenda z Polkomtelu, po drugie nie ujęto w nich straty Telefonii Dialog, po trzecie — że spółka nie zmienia prognozy na ten rok, a po czwarte — wyniki w drugim kwartale będą raczej słabe. Reasumując: wszystko co dobre przynajmniej na pół roku jest już w cenach. Kurs jednak rósł pomagając indeksowi, co jest dosyć dziwne. Chyba że chodzi jedynie o płynność akcji, a to sugerowałoby udział spekulantów zagranicznych. Cały rynek był wyraźnie podzielony i słabszy od Eurolandu (czekanie na wyniki), podobnie jak sektor bankowy (szczególnie Pekao). Powrót inwestorów z Wielkiej Brytanii zwiększył obrót, ale nie była to duża zmiana. Jednak właśnie zachowanie KGHM i Agory sugeruje, że kupowane są duże i płynne spółki, bez względu na perspektywy. To plus dla rynku.
W środę sytuacja na rynkach Europy i Polski zależeć będzie od wczorajszej reakcji rynku amerykańskiego na decyzję Fed o tamtejszych stopach procentowych i nastrojów po raporcie kwartalnym Cisco. Jedna spółka bardzo rzadko wywołuje istotne zwroty na rynku tak dużym jak amerykański, ale może wywołać korektę.