Od deklaracji do realnego wpływu

Elżbieta Szpak
opublikowano: 2026-04-27 19:00

Na początku ESG występowało głównie w sferze aspiracji. Firmy mówiły o zrównoważonym rozwoju, publikowały efektowne raporty, ogłaszały ambitne cele i budowały obraz odpowiedzialnego biznesu. Dziś to już za mało. ESG przechodzi z etapu deklaracji do etapu rozliczeń. Coraz ważniejsze staje się nie to, co firma mówi o sobie, lecz to, co potrafi udowodnić.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Przez lata wiele organizacji mogło powiedzieć, że „coś robi”. Ogranicza emisje, zmniejsza zużycie wody, porządkuje odpady, sprawdza dostawców, wspiera lokalne inicjatywy. Dziś zaczyna się trudniejszy sprawdzian: czy te działania odpowiadają na realne ryzyka i potrzeby otoczenia, czy są tylko dobrze opisaną aktywnością. Innymi słowy: kto buduje system, a kto jedynie narrację.

Rozdźwięk między działaniem a potrzebą

ESG obejmuje trzy dziedziny, na które biznes patrzy coraz uważniej: środowisko, relacje społeczne i sposób zarządzania. W teorii chodzi o to, by firmy nie działały na oślep. By rozumiały swój wpływ na przyrodę, pracowników, klientów, dostawców, społeczności lokalne i własny model zarządzania. Dobrze prowadzone ESG ma pomagać ograniczać ryzyko, spełniać wymogi prawa, budować zaufanie i ułatwiać dostęp do kapitału.

Tyle teoria. W praktyce bywa znacznie trudniej. Problem nie polega wyłącznie na tym, że firmy robią za mało. Czasem robią dużo, ale niekoniecznie tam, gdzie ich wpływ jest największy. Raportują to, co łatwo opisać, policzyć i pokazać w tabeli. Tymczasem ich otoczenie pyta często o coś innego: dostęp do wody, zdrowie, bezpieczeństwo, warunki pracy, relacje z dostawcami, lokalne skutki działalności. Wtedy powstaje luka między raportem a rzeczywistością.

Dobrze pokazują to badania prof. Doroty Dobij z Akademii Leona Koźmińskiego i jej zespołu. Naukowcy przeanalizowali raporty zrównoważonego rozwoju Nestlé i zestawili je z tym, co o firmie pisali ludzie w mediach społecznościowych. Wnioski opublikowano w czasopiśmie „Sustainability Accounting, Management and Policy Journal”. Badanie pokazało prostą, ale ważną rzecz: firma może akcentować jedne tematy, podczas gdy interesariusze za ważniejsze uznają zupełnie inne.

Przykład jest wymowny. Zarówno Nestlé, jak i osoby oceniające wpływ firmy na społeczeństwo i środowisko wskazywały jako istotny temat odpowiedzialną produkcję i konsumpcję. Różnica pojawiła się jednak gdzie indziej. Interesariusze znacznie mocniej niż sama firma podkreślali znaczenie dostępu do czystej wody i sanitacji. W efekcie przedsiębiorstwo może być przekonane, że dobrze odpowiada na wyzwania, podczas gdy jego otoczenie oczekuje większego zaangażowania w całkiem innym obszarze.

Biznes musi nauczyć się słuchać

To jedna z najważniejszych lekcji dla firm. ESG nie zaczyna się od raportu, lecz od rozpoznania wpływu. A tego nie da się zrobić wyłącznie zza biurka, w arkuszu kalkulacyjnym lub w rozmowie z doradcą. Potrzebna jest prawdziwa informacja zwrotna: od pracowników, klientów, dostawców, organizacji społecznych i lokalnych społeczności.

Skąd bierze się rozdźwięk między działaniami firm a oczekiwaniami otoczenia? Z braku słuchania. Organizacje często nie wiedzą, jak są naprawdę postrzegane i gdzie ich działalność najmocniej dotyka innych. Bez bliskiego kontaktu z partnerami społecznymi i lokalnymi wspólnotami łatwo uznać za sukces działania, które dobrze wyglądają na papierze, ale niewiele zmieniają w rzeczywistości.

Problem jest techniczny, ale i kulturowy. Prawdziwy feedback bywa niewygodny, bo odbiera firmie kontrolę nad opowieścią o sobie. Pokazuje nie to, co organizacja chciałaby komunikować, lecz to, jak jej decyzje są odczuwane przez innych.

Jak zauważa Aleksandra Mitek, specjalistka ds. projektów w Stowarzyszeniu Latarnia, problemem firm często nie jest brak pieniędzy ani zaplecza organizacyjnego. Brakuje im raczej kompetencji, których nie da się kupić tak łatwo, jak usługi doradczej czy kampanii wizerunkowej. Chodzi o doświadczenie w pracy z lokalnymi społecznościami i umiejętność projektowania działań społecznych tak, by zostawiały po sobie trwały efekt, a nie tylko dobre wrażenie.

Właśnie tu ujawnia się znaczenie organizacji pozarządowych. To one często najlepiej rozumieją lokalny kontekst. Wiedzą, czego naprawdę potrzeba, co w danym miejscu nie działa i jakie rozwiązania mają szansę przynieść realną zmianę. Jeśli więc ESG ma być czymś więcej niż korporacyjną deklaracją, biznes musi nauczyć się nie tylko mówić, ale też słuchać.

Na razie w wielu firmach widać z tym kłopot. Wskazuje na to choćby badanie Deloitte’a obejmujące dotychczasowe raporty ESG z dziewięciu krajów Europy Środkowej, w tym Polski. Wynika z niego, że społeczne aspekty pozostają jedną z najsłabiej rozwiniętych części raportowania. Informacje o społecznościach, na które wpływa działalność firmy, pojawiły się tylko w 41 proc. raportów.

Od dobrych chęci do twardych danych

Drugi problem to dane. Przez lata ESG żyło blisko komunikacji. Liczyło się to, jak firma opisuje swoje działania i jak chce być postrzegana. Dziś punkt ciężkości przesuwa się gdzie indziej. Coraz większe znaczenie ma to, co można sprawdzić: ile energii zużywa organizacja, jakie emisje redukuje, jak zmienia łańcuch dostaw, jakie ryzyka pojawiają się w bilansie i jak wpływają na decyzje biznesowe.

Nie jest to kosmetyczna zmiana, lecz przesunięcie fundamentu. Raportowanie przestaje być dodatkiem do komunikacji. Staje się częścią rachunkowości, kontroli wewnętrznej i zarządzania ryzykiem. Dane ESG wpływają na spółkę, jej wycenę, koszt kapitału, relacje z bankami i decyzje inwestorów.

Dla coraz większej grupy firm ESG przestaje być więc wyborem. Unijne regulacje porządkują dziedzinę, która przez lata pozostawała niejednoznaczna: wprowadzają wspólne standardy, wymuszają porównywalność danych i przenoszą odpowiedzialność za raportowanie bliżej zarządów. Kończy się era dowolności interpretacji. Zaczyna się era standardów, audytów i odpowiedzialności.

Nie tyle opłacalność, ile realny wpływ

Przez lata zwolennicy ESG przekonywali, że odpowiedzialność po prostu się opłaca. W 2020 r. Al Gore, były wiceprezydent USA i aktywista klimatyczny, pisał w „Wall Street Journal”, że firmy odpowiedzialnie uwzględniające czynniki ESG w swoich planach zwykle osiągają lepsze wyniki, a inwestorzy ignorujący te kwestie mogą narazić się na zarzut niewłaściwego wykonywania obowiązków powierniczych wobec klientów.

Dziś ten argument nie wystarcza. ESG musi bronić się nie ogólną obietnicą opłacalności, lecz jakością danych, trafnością diagnozy i realnym wpływem. Wskaźników to jedno, a nie oznacza jeszcze, że firma dobrze rozumie swoją odpowiedzialność to coś zupełnie innego. Można mieć rozbudowany raport i jednocześnie nie dostrzegać najważniejszych oczekiwań otoczenia.

Dlaczego zabieganie o informację zwrotną i dobre dane nie jest standardem? Jedna z przyczyn jest technologiczna. Jak zauważają analitycy Banku Gospodarstwa Krajowego, firmy często mają już tak dużo danych wewnętrznych, że brakuje im zasobów, by sięgać po informacje z zewnątrz. Tym bardziej że nawet własne dane nierzadko pozostają rozproszone. Poszczególne zespoły gromadzą je w odrębnych systemach, a czasem nawet w osobnych arkuszach kalkulacyjnych.

W praktyce oznacza to kłopoty wtedy, gdy trzeba szybko zebrać informacje w jednym miejscu – choćby na potrzeby raportowania, audytu, rozmowy z bankiem albo odpowiedzi dla kontrahenta. Dlatego autorzy opracowania BGK podkreślają, że firmy powinny inwestować w takie bazy i systemy, które pozwalają sprawnie zarządzać danymi. Nie tylko po to, by ułatwić raportowanie, lecz przede wszystkim po to, by podejmować trafniejsze decyzje biznesowe.

Ale nawet najlepszy system danych nie wystarczy, jeśli firma zadaje złe pytania. Dane są potrzebne, lecz nie zastąpią rozumienia. Słuchanie bez danych może zostać na poziomie anegdoty. Dane bez słuchania mogą stać się elegancką formą samozadowolenia. Dopiero jedno i drugie pozwala traktować ESG jako narzędzie zarządzania, a nie jako ćwiczenie z autoprezentacji.

Najważniejsze pytanie nie brzmi: czy prowadzić działania ESG? Brzmi: po co to robić? Odpowiedzi kadry menedżerskiej nie zawsze trafiają w sedno. Dla części firm ESG pozostaje głównie obowiązkiem narzuconym przez regulacje. Nie jest postrzegane jako warunek rozwoju, źródło przewagi konkurencyjnej ani wyraz odpowiedzialności. W takich warunkach autentyczne zaangażowanie łatwo zastępują deklaracje. Nie powinno to dziwić. Deklaracje są tanie. Odpowiedzialność jest droższa. Wysokie koszty finansowania, presja na wyniki, zmęczenie regulacyjne i niepewność gospodarcza sprawiają, że organizacje zaczynają ciąć to, co nie daje szybkiego, mierzalnego efektu. ESG trafia wtedy na tę samą listę co każdy inny projekt.

Dobrze rozumiane ESG może być czymś znacznie ważniejszym niż obowiązkowy raport. Pomaga wychwycić ryzyka, uporządkować działanie firmy i zmniejszyć niepewność przy podejmowaniu decyzji. Może pokazać, gdzie organizacja naprawdę wywiera wpływ, jakie koszty odkłada na przyszłość i gdzie buduje lub traci zaufanie.