Od kołyski aż po butik

  • Alina Treptow
29-08-2014, 00:00

NOWY POWIEW:Dzieci są siłą napędową biznesu, przynajmniej modowego – uważają Justyna Juszczyk-Grupińska i Paula Gryzel-Olechowska, założycielki marki Just Paul.

Choć panuje przekonanie, że narodziny dziecka to początek końca kariery, Justyna Juszczyk-Grupińska i Paula Gryzel-Olechowska udowodniły, że może być odwrotnie, że zawodowe życie dopiero wtedy zacznie się rozpędzać. Gdy kilka lat temu wychodziły ze szpitala — w odstępie zaledwie trzech miesięcy — z nowymi członkami swoich rodzin, wiedziały, że skończył się czas etatów, korporacji i pracy po godzinach i że nieprędko opuszczą domowe pielesze. Wcześniej Justyna Juszczyk-Grupińska pracowała jako tłumaczka języka niemieckiego, a Paula Gryzel-Olechowska ponadstandardowe osiem godzin spędzała w domu mediowym.

Znaki szczególne. Niewymuszona elegancja, luz i nonszalancja w połączeniu z dzianinami wysokiej jakości — kobiety odziane w takie stroje czują się swobodnie, a jednocześnie seksownie. To tajemnica sukcesu Just Paul.
Wyświetl galerię [1/4]

Znaki szczególne. Niewymuszona elegancja, luz i nonszalancja w połączeniu z dzianinami wysokiej jakości — kobiety odziane w takie stroje czują się swobodnie, a jednocześnie seksownie. To tajemnica sukcesu Just Paul.

— Każda z nas ma dwójkę małych dzieci pod opieką, więc zdawałyśmy sobie sprawę, że szybko nie wrócimy do pracy. Postanowiłyśmy jednak nie rezygnować ze świata bez pieluch i tak — można powiedzieć: w piaskownicy — narodziło się nasze, czyli moje i Pauli dziecko: marka odzieżowa Just Paul — wspomina Justyna Juszczyk-Grupińska.

Trzy mamy…

Firmę założyły w 2012 r., można jednak przyjąć, że marka „poczęła się” dużo wcześniej, bo modowy biznes ma też trzecią matkę. Podobnie jak w przypadku wynalazków, okazała się nią potrzeba. Ma się rozumieć, modowa potrzeba, bo zapełnione półki w centrach handlowych nie uchroniły młodych mam przed stwierdzeniem (znanym każdej kobiecie), że nie ma tu nic, czego szukają. To, czego nie było, trzeba było zrobić samemu.

— Tak trafiłam do pracowni krawieckiej. Zlecałam szycie swoich projektów, a jednocześnie sama szyłam prostsze ubrania — mówi Justyna Juszczyk-Grupińska.

Zazdrosne spojrzenia koleżanek potwierdzały, że także im brakuje „tego czegoś” — i tak zaczęły spływać pierwsze zamówienia od koleżanek, koleżanek koleżanek, a nawet koleżanek koleżanek koleżanek.

— Wszystko się działo w moich czterech kątach. Główną rolę odgrywał wieszak z kilkoma modelami. Trwało to kilka miesięcy, do czasu gdy do moich drzwi zaczęły pukać panie, które widziałam pierwszy raz. Trzeba było coś z tym zrobić — opowiada Paula Gryzel-Olechowska.

Tak powstał showroom przy ulicy Wilczej w Warszawie, który po roku przeobraził się w butik przy Mokotowskiej. Dopisało również szczęście — pewien weekendowy wypad z rodziną przez przypadek zaowocował współpracą z Zofią Ślotałą, stylistką gwiazd, która zresztą do dziś jest menedżerką marki. Opłaciło się. Stroje Just Paul noszą celebrytki — Anna Czartoryska, Maja Bohosiewicz, Agnieszka Szulim, Aleksandra Kisio. Wyrok wydały też klientki: wyprzedane! Mimo tej popularności „Just” i „Paul” omijają polski showbusiness szerokim łukiem i zastrzegają, że są założycielkami marki, a nie projektantkami.

— Nie czujemy się nimi — twierdzi Paula Gryzel-Olechowska.

Właścicielki Just Paul nie ukrywają, że znalazły czterolistną koniczynę w biznesie i… poszły na żywioł. Choć Paula Gryzel-Olechowska ma dyplom z pieczątką Szkoły Głównej Handlowej, obyło się bez biznesplanu i — mimo nacisków mężów (trzymających kciuki za swe piękniejsze połowy) — tabelek w Excelu.

— Marka szybko zaczęła na siebie zarabiać. Nie chciałyśmy ryzykować i po dziś dzień mamy awersję do kredytów — zdradza Justyna Juszczyk-Grupińska.

…ruszają na Zachód

Ubrania z metką Just Paul pasują zarówno nastoletnim dziewczynom, jak i dojrzałym paniom po 60. Co je przyciąga? Kobiece, wygodne fasony, modne nie tylko w dniu zakupu, ale i trzy lata później. Na przykład długie bawełniane sukienki idealne zarówno na plażę, jak i na wieczór. Wśród materiałów przeważają bawełny i wełny — boucle i parzone. Klientki mogą też liczyć na niepowtarzalność. Każdy model jest robiony w zaledwie kilku egzemplarzach. Krótkie serie pozwalają na ciągłe zmiany kolekcji.

— Panie się cieszą, że wpadają do nas co tydzień i co tydzień na wieszakach mogą zobaczyć coś innego. Choć oczywiście nie raz i nie dwa doszywałyśmy konkretny model, ponieważ klientce na tym zależało — dodaje Justyna Juszczyk-Grupińska.

Pierwszy raz od założenia Just Paul wspólniczki snują plany rozwoju. Sfinansują je — zgodnie ze swoją dewizą — z wypracowanych wcześniej zysków. Cieszyć się mogą klientki z południa Polski, bo już jesienią w Katowicach, Wrocławiu lub Krakowie (decyzja jeszcze nie zapadła) powstanie drugi — po warszawskim — butik z szyldem Just Paul. Docelowo ma powstać kilka sklepów Polsce. Ale chętne do współpracy są również butiki multibrandowe z Niemiec, Szwajcarii i USA. To nie wszystko — trwają też prace nad kolekcją dla dzieci tworzoną wspólnie z marką odzieży dziecięcej. Ale o tym, jaka ma być ta kolekcja, na razie cicho sza.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ALINA TREPTOW

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Od kołyski aż po butik