Od naliczenia kary się nie wywiniemy

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2014-12-12 00:00

POLSKA — UNIA EUROPEJSKA Opinia rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej formalnie nie jest oczywiście wiążąca dla składu orzekającego.

Od jej wyrażenia do wydania rozstrzygnięcia upływa od kilku tygodni do nawet kilku miesięcy — ale naprawdę marne są szanse, by Polska wywinęła się od płacenia 61 tys. EUR za każdy dzień spóźnienia we wdrożeniu dyrektywy o odnawialnych źródłach energii (OZE). Trybunał ma zwyczaj w takich sytuacjach jednak uderzać po kieszeni państwo oporne w podporządkowywaniu się prawu unijnemu. Zwłaszcza że akurat w sektorze energetycznym węglowa Polska ma utrwaloną opinię państwa wyjątkowo krnąbrnego wobec idealistycznych planów unijnych.

Opinie z Brukseli i Strasburga oczywiście słychać także w organie sądowym w Luksemburgu. Reakcja naszego Ministerstwa Gospodarki okazuje się typowa — dominuje samouspokajanie się, że bywają precedensy i czasami trybunał orzeka inaczej. Nie tym razem. Możemy się jednak pocieszyć, że według pierwotnego pozwu Komisji Europejskiej przeciw Polsce mieliśmy płacić dziennie 133 tys. EUR, ale potem stawka została zmniejszona w związku z przyjęciem w naszym systemie prawnym części wymaganych przez dyrektywę przepisów. Chodzi o osiągnięcie w UE 20-procentowego udziału energii odnawialnej do 2020 r., wszystkie kraje miały wprowadzić u siebie takie przepisy do 5 grudnia 2010 r. Dla polskiej gospodarki dyrektywa jest niewątpliwie strasznie kosztowna i może się okazać, że nawet po naliczeniu kary spóźnienie per saldo się… opłaci.