Rodzi się więc pytanie, skąd pojawi się popyt, który już teraz przechodzi test swoich możliwości – w trakcie wyprzedaży obligacji trwającej od sierpnia napływy do dedykowanych funduszy nie ustawały. Natomiast ankieta Bank of America przeprowadzana wśród profesjonalnych inwestorów jeszcze w połowie września wskazywała na bardzo optymistyczne pozycjonowanie na rynku obligacji.
Tymczasem historia podpowiada, że hossa na obligacjach może zaistnieć tylko pod jednym warunkiem: Fed musi być tak zdeterminowany do luzowania polityki, że cięcia stóp zmieniają się w cykl obniżek. Obecnie jesteśmy daleko od tego. Odczyt indeksu ISM PMI dla przetwórstwa za sierpień wskazuje, że w tym sektorze najgorsze za nami. Nominalna ekspansja gospodarki podtrzymywana jest programami takimi, jak IRA (Inflation Reduction Act) czy CHIPS. Oba są odpowiedzialne za inwestycyjny boom za oceanem. Ich wpływ zdaje się umykać tym, którzy oczekują osłabienia gospodarki. Jednocześnie bilanse gospodarstw domowych wykazują nieprawdopodobną siłę w obliczu cyklu podwyżek stóp. Według wyliczeń banku JP Morgan, od drugiego do trzeciego kwartału tego roku aktywa gospodarstw domowych ogółem urosły o 6 bln USD, podczas gdy ich zobowiązania tylko o 500 mld USD. Atrakcyjne rentowności oferowane na rynku pieniężnym musiały mieć w tym duży udział. Bez silnych argumentów za rozpoczęciem cyklu luzowania polityki pieniężnej przez Fed można oczekiwać kontynuacji tych trendów w najbliższych kwartałach. Oznacza to, że amerykańskie rentowności pozostaną pod presją wzrostową (a ceny obligacji - spadkową).
