Odkładanie się opłaca

Mnożenie obowiązków to droga donikąd. Najlepsze efekty osiągamy nie wtedy, gdy można coś dodać, ale gdy nie można nic ująć

Na początku XVII w. ludzie wierzyli, że krew jest produkowana przez serce i wątrobę i na bieżąco wykorzystywana w ciele. Anatomiczne obserwacje podważyły ten pogląd. W 1628 r. William Harvey, angielski fizjolog i chirurg, ogłosił rewelacyjną tezę, że krew wcale nie jest zużywana w całości. Pompowana przez serce, dociera do wszystkich zakamarków organizmu i po zatoczeniu kręgu powraca do serca. Dr Harvey, podobnie jak Galileusz, Kartezjusz i Kopernik, wywrócił do góry nogami zastany obraz świata. Pokazał, że badania i dowody znaczą więcej niż wynikająca z tradycji mądrość. Jak ciężko wykorzenić stare przekonania, widać na przykładzie koncepcji zarządzania czasem, która myli efektywność z wysiłkiem i wypełnieniem kalendarza do granic możliwości.

WBREW INTUICJI:
Zobacz więcej

WBREW INTUICJI:

Zmęczenie i pękający od zadań kalendarz to jedno, a wydajność to coś zupełnie innego. Osoby działające gorączkowo, bezrefleksyjnie o tym jednak nie wiedzą — mówi Diana Nowek, psycholog i ekspert z Instytutu Komunikacji Niewerbalnej. Fot. Marek Wiśniewski

— Kiedyś wierzyłem w precyzyjne plany, napięte harmonogramy i wydłużające się listy rzeczy do zrobienia. Dziś wiem, że wydajność więcej ma wspólnego z eliminacją niż z dodawaniem sobie zadań. Nad ilość przedkładam jakość — najbardziej obiecujące przedsięwzięcia i najważniejsi klienci mają u mnie pierwszeństwo — mówi Adam Bodziak, zarządzający Green Light PR.

Metafora słoika

Nauczyciel przyniósł na lekcję słoik z kamieniami i zapytał uczniów, czy jest pełny. Wszyscy potwierdzili. Wtedy wziął garść drobnych kamyków, wrzucił do środka i lekko potrząsnął. „Czy teraz jest pełny?” — spytał. Znów rozległo się głośne „tak”. Wówczas wsypał do słoika filiżankę piasku, który natychmiast wypełnił luki wokół małych i większych kamieni. „Czy słój jest pełny?” — zapytał jeszcze raz. Uczniowie ponownie potwierdzili, zaznaczając, że naczynia nie da się napełnić już bardziej. Mylili się. Nauczyciel wlał do słoika wodę z dzbanka, która zajęła resztę przestrzeni między kamieniami i piaskiem. Prezentację zakończył nauką: „W życiu często myślimy, że nie zdołamy zrobić nic więcej. Ale gdy staniemy się bardziej pomysłowi, zawsze odkryjemy miejsca, które można jeszcze wypełnić”. To jedna z najpopularniejszych metafor z dziedziny rozwoju osobistego: każdą minutę wykorzystaj do maksimum, nie zmarnuj żadnej sekundy, w przerwie między jedną a drugą czynnością da się zrobić to i owo!

— Nie chodzi o to, żeby czas przepływał nam przez palce. Dodawanie i mnożenie zajęć to jednak najprostsza droga do przeciążenia swojego organizmu, do wypalenia i utraty celu — twierdzi Adam Bodziak.

Mit prokrastynacji

Poradniki i szkolenia ostrzegają przed prokrastynacją, czyli odkładaniem pracy na później. Marcin Przybyłek, trener biznesu i pisarz science fiction, widzi to inaczej. Według niego, zamiast się spieszyć lepiej, znaleźć na wszystko odpowiedni moment. Wymaga to słuchania swojego ciała i baczenia na biologiczny zegar.

— Należę do nocnych marków, więc nie zmuszam się do pracy przed świtem. Wolę zaczekać do wieczora, kiedy formułowanie myśli i pisanie przychodzi mi najłatwiej — ujawnia Marcin Przybyłek. Podobną filozofię wyznaje Rory Vaden, właściciel firmy konsultingowej. Także dla niego ideałem jest timing, wyczucie czasu, „właściwa pora”. W książce „Zwlekanie się opłaca” za wzór stawia doświadczonego wędkarza, który nad jezioro nigdy nie chodzi przed południem, bo wtedy ryby nie biorą. Cierpliwie czeka do zmierzchu lub świtu. Rozsądny jest również rolnik, który nie wyjeżdża na rodzinny urlop w okresie żniw. Celowe zwlekanie w bestsellerze „Antykruchość” chwali ekonomista Nassim Nicholas Taleb — jego zdaniem, trudny do wytłumaczenia opór i brak przekonania do jakiejś pracy nie biorą się znikąd. Przeciwnie: wskazują, że nie jesteśmy jeszcze gotowi albo że dana rzecz (projekt, kierunek studiów, zmiana firmy) to w naszym przypadku błąd. Takich sygnałów nie powinniśmy lekceważyć. Adam Bodziak uwielbia powiedzenia: „co nagle, to po diable”, „w gorącej wodzie kąpany” i „spiesz się powoli”. W ich świetle zwlekanie to wybór najlepszego momentu, strategiczne opóźnianie. Czasem nuci sobie

stary przebój Maanamu: „Nie poganiaj mnie, bo tracę oddech/Nie poganiaj mnie, bo gubię rytm”. — Jesteśmy bombardowani atrakcyjnymi reklamami, ofertami, bodźcami. Nierzadko reagujemy na nie odruchowo, a później żałujemy. Chwila namysłu może uchronić nas przed poważnym błędem — odejściem z pracy, nieracjonalnym kupnem auta, wzięciem kredytu, którego nie będziemy w stanie spłacić — uświadamia Adam Bodziak.

W spokoju jest moc

Ludzie, którzy ciągle „gonią czas” i „gaszą pożary”, są zestresowani, napięci, a ich nerwowość udziela się innym. Choćby nie wiadomo jak się starali, omija się ich przy awansach. Dlaczego?

— Sukces w pracy i biznesie zależy od komfortu psychicznego, entuzjazmu i pasji. Trudno oczekiwać, by firmą dobrze zarządzał ktoś, kto nie umie zarządzać nawet sobą, a swoim wyglądem czy mową ciała ujawnia obawy, niepewność — uważa Diana Nowek, psycholog i ekspert z Instytutu Komunikacji Niewerbalnej.

Przypomina badanie opisane przez psycholog Amy Cuddy w książce „Wstań!”. Uczeni przyglądali się, jak przedsiębiorcy i start-upowcy przedstawiali inwestorom swoje pomysły. Po przeanalizowaniu 185 prezentacji związanych z inwestowaniem w kapitał wysokiego ryzyka doszli do zaskakującego wniosków: to nie kwalifikacje kandydata i treść jego wystąpienia decydowały o tym, czy zdobędzie pieniądze. Decydujące okazały się pewność siebie, zimna krew, siła spokoju — cechy widocznie głównie w przekazie pozasłownym. Co do „słoikowej” metafory wydajności — jej szkodliwość polega także na tym, że obniża naszą kreatywność. Wiecznie zajęci i przeciążeni ludzie nie są oryginalni, pomysłowi — kurczowo trzymają się przestarzałych metod i strategii. Różne małe przerwy, luki i okienka między jednym zadaniem a drugim warto czasem wykorzystać. Gdy jednak będziemy zapełniać je zbyt skwapliwie, stracimy szansę na regenerację, fizyczny i emocjonalny reset. A bez tego zamienimy się w robocze woły — w równym stopniu zmęczone i niezadowolone z pracy, co nieefektywne.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Odkładanie się opłaca