Wszystko wskazywało na to, że zapowiada się kolejne standardowe posiedzenie połączonych senackich komisji ustawodawczej i finansów publicznych. Senatorowie zebrali się, żeby zająć się projektem ustawy o kancelariach odszkodowawczych reprezentujących poszkodowanych w sporach z towarzystwami ubezpieczeniowymi. Projekt jest senacki, a pilotuje go Grzegorz Bierecki, szef komisji finansów, mocno zaangażowany w temat. Rok temu na kongresie Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU) stwierdził, że rynek wymaga uregulowania. To samo powtórzył na tym forum w tym roku. W kwietniu odbyło się w Senacie seminarium poświęcone kancelariom odszkodowawczym, na którym senatorowie mogli zapoznać się z opiniami zainteresowanych oraz firm ubezpieczeniowych. W czerwcu w planach prac komisji finansów znalazł się punkt „rozważenie” zasadności podjęcia inicjatywy ustawodawczej w tej sprawie. Senatorowie, i PiS i PO — tu nie było rozbieżności — zdecydowali wówczas, że tematem trzeba się zająć. Wkrótce senaccy prawnicy przygotowali projekt ustawy.

Na wtorkowym posiedzeniu senator Grzegorz Bierecki przedstawił cztery poprawki wniesione do projektu. Zarówno projekt, jak też poprawki poparł przedstawiciel resortu sprawiedliwości i mogło się wydawać, że reszta posiedzenia upłynie na wysłuchaniu zastrzeżeń kancelarii odszkodowawczych, a reszta pójdzie gładko, bo PiS ma miażdżącą przewagę w obu komisjach. Stało się inaczej. Senatorowie PiS zaczęli zgłaszać wiele zastrzeżeń do projektu, głównie do przepisów zrównujących prawa kancelarii odszkodowawczych w procesach sądowych z adwokatami i radcami prawnymi, bez określenia wymogów formalnych (wykształcenia itd.), jakie muszą spełnić ich pracownicy.
Wątpliwości starał się rozwiać przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości i senator Bierecki. Wydawało się, że skutecznie. Kiedy po godzinie i 20 minutach debaty rozpoczęło się głosowanie nad poprawkami, wszystkie zyskały większość. Na koniec więc senator Bierecki poddał pod głosowanie cały projekt. Po zliczeniu głosów zapanowała konsternacja: 7 senatorów było za i 7 było przeciw.
— Wniosek nie uzyskał większości, spóźnił się senator Romańczuk — stwierdził po chwili wahania Grzegorz Bierecki.
Dalsza część wypowiedzi jest niejasna, wydaje się, że mówi „to za rok”. Potem dziękuje senatorom i zapewnia, że nadal będzie sprawozdawcą projektu.
Przedwczesna radość
Przedstawiciele kancelarii odszkodowawczych opuścili posiedzenie komisji w poczuciu tryumfu, przekonani, że projekt trafił do kosza. Radość była przedwczesna. Dzień po remisowym głosowaniu, w środę, senator Bierecki zwołał na czwartek rano posiedzenie połączonych komisji. Już bez udziału firm ubezpieczeniowych i kancelarii odszkodowawczych.
— Mamy problem do rozwiązania — stwierdził na początku posiedzenia Grzegorz Bierecki.
Oddał głos przedstawicielowi kancelarii Senatu, który wyjaśnił, że zgodnie z regulaminem komisje mogą przyjąć projekt z poprawkami, bez poprawek lub odrzucić.
— Istnieje konieczność, żeby zajęły jakiekolwiek stanowisko — stwierdził przedstawiciel kancelarii Senatu.
Senator Grzegorz Bierecki zarządził ponowne głosowanie nad projektem i tym razem obyło się bez niespodzianek. Na sali było o połowę więcej senatorów niż we wtorek.17 było za przyjęciem projektu, trzech przeciw, jeden wstrzymał się od głosu. Tym razem posiedzenie trwało sześć minut.
— Ustawa w wielu punktach w sposób istotny ureguluje ten dziki rynek. Po przeanalizowaniu materiału, po rozmowach, przyłączam się do wniosku o przyjęcie jednolitego tekstu — tłumaczył jeden z senatorów PiS, który jeszcze we wtorek zgłaszał wiele wątpliwości.
— Troszeczkę zmieniłem swoje stanowisko. Uważam, że w toku dalszych prac nad projektem ustawy dodatkowe poprawki będą niezbędne, ale trzeba zacząć ten proces legislacyjny, aby ten wrzód operować — dodał inny.
Podwójne głosowanie oburzyło środowisko kancelarii odszkodowawczych, którego przedstawiciele zaczęli podważać jego legalność. Wskazują, że projekt nie zyskał większości i powinien wrócić do Senatu w innej, mocno poprawionej wersji. Kancelaria Senatu w piśmie do redakcji „PB” wyjaśnia, że „Na posiedzeniu 25 września 2018 r. komisje nie zajęły stanowiska wobec projektu, gdyż wniosek o przyjęcie projektu z poprawkami w formie tekstu jednolitego projektu nie zyskał poparcia większości, a nie zgłoszono wniosku o przyjęcie wniosku bez poprawek, ani o odrzucenie projektu. Ponieważ wynikiem prac komisji musi być uchwała, która uzyska większość głosów, komisje zebrały się ponownie 27 września 2018 r.”.
Wojna o wpływy
Zamieszanie z głosowaniem pogłębia chaos wokół niezwykle ważnej regulacji wartego setki milionów złotych rynku. Choć wszyscy mówią, że jej celem jest ochrona poszkodowanego, to chodzi o interesy firm ubezpieczeniowych i kancelarii odszkodowawczych. Te pierwsze zarzucają specjalistom od dochodzenia roszczeń z tytułu polisy działania nieetyczne (szczególnie przy pozyskiwaniu klientów będących w stanie stresu, traumy, np. w szpitalach), wygórowane wynagrodzenie i nieprzejrzysty system rozliczeń wypłaconych odszkodowań. Kancelarie bronią się, że gdyby towarzystwa ubezpieczeniowe działały fair, ich istnienie nie miałoby sensu. Podają przykłady wypłaconych odszkodowań rzędu 10 tys. zł, które sąd, dzięki specom od odszkodowań, podwyższa do ponad 1 mln zł.
Nie wiadomo, jaka jest wartość odszkodowań „odzyskiwanych” przez kancelarie. Bardzo przybliżone szacunki mówią o kilkuset milionach złotych. Z danych Rzecznika Ubezpieczonych wynika, że około 70 proc. spraw z roszczeniami przechodzi przez ręce pośredników. Na rynku może działać nawet tysiąc takich firm, wśród nich jednoosobowe działalności, ale też korporacje jak notowane na giełdzie EuCo i Votum, zatrudniające po kilkaset osób, z działalnością wykraczającą poza Polskę. Zyski każdej ze spółek na koniec I półrocza przekroczyły 5 mln zł, przy ponad 50 mln zł przychodów. Samo Votum prowadziło na koniec czerwca sprawy, w których suma roszczeń przekraczała 700 mln zł.
Działalność kancelarii jest solą w oku branży ubezpieczeniowej, która od lat domaga się regulacji rynku. Pomysł ma poparcie m.in. Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów czy Rzecznika Finansowego. Do niedawna uregulowanie rynku były tylko planem. Do czasu, aż sprawą zajął się senator Grzegorz Bierecki.
— Prace nad projektem rozpoczęły się od seminarium zorganizowanego wspólnie przez Komisję Budżetu i Finansów Publicznych pod przewodnictwem senatora Grzegorza Biereckiego i PIU. To jest kuriozum, aby reprezentant środowiska ubezpieczeniowego ponoszącego przez kancelarie wyższe koszty odszkodowań, był inicjatorem regulacji branżowej, która miałaby bronić interesów konsumentów. To zadanie zarezerwowane jest dla prezesa UOKiK, czy Rzecznika Finansowego. PIU chce zadbać o interes własny, a nie osób ubezpieczonych, do czego wystarczyłby podział płatności. Zmierza do maksymalizacji zysków przy jednoczesnym minimalizowaniu kosztów odszkodowań — mówi Bartłomiej Krupa, prezes Polskiej Izby Doradców i Pośredników Odszkodowawczych.
Przedstawiciele branży odszkodowawczej twierdzą, że we wtorek, po zakończeniu posiedzenia w sali zostało trzech senatorów, w tym Grzegorz Bierecki, oraz Grzegorz Prądzyński, prezes PIU. Niestety, informacji tej nie można potwierdzić oglądając retransmisję posiedzenia komisji, gdyż kończy się ona tuż po głosowaniu. Nagranie zostało zmieszczone na stronach senatu dopiero dwa dni po posiedzeniu, w czwartek.
— Mamy obowiązek uczestniczyć we wszystkich pracach legislacyjnych dotyczących branży ubezpieczeniowej — mówi Grzegorz Prądzyński, prezes PIU.
Branżę ubezpieczeniową reprezentuje też poniekąd Grzegorz Bierecki, twórca sektora SKOK, którego część stanowi działalność ubezpieczeniowa. Senator i jego brat Jarosław zasiadają w radach nadzorczych Saltus Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych i Saltus Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie z Sopotu. Właśnie pod marką Saltus od niedawna skupiona jest cała działalność podmiotów wcześniej tworzących SKOK Ubezpiecznia.
Redakcji nie udało się skontaktować z senatorem Biereckim.
Współpraca Jarosław Królak
OKIEM PRAWNIKA
Problem można rozwiązać
PROF. MAREK CHMAJ, specjalista w zakresie prawa konstytucyjnego oraz administrcyjnego
Komisje senackie miały obowiązek ponownie głosować w sprawie projektu ustawy na podstawie art. 80 ust. 2 Regulaminu Senatu, bowiem regulamin nie dopuszcza remisu. Zgodnie z prawem komisje senackie rozpatrujące projekt ustawy są zobligowane przedstawić jeden z trzech rodzajów wniosku: przyjęcie projektu z poprawkami, przyjęcie projektu bez poprawek, odrzucenie projektu w całości. W korporacjach biznesowych, spółkach czy Sejmie w przypadku równej liczby głosów „za” i „przeciw” decydujący jest głos przewodniczącego. Uważam, że taki przepis powinien pojawić się również w Regulaminie Senatu, wówczas problem powtórnego głosowania zostanie rozwiązany.
OKIEM PRAWNIKA
Komisja musi być „za” lub „przeciw”
PROF. RYSZARD PIOTROWSKI, konstytucjonalista
W omawianej sprawie skoro był remis w pierwszym głosowaniu połączonych komisji, to projekt ustawy nie został ani przyjęty, ani odrzucony. Zadaniem komisji natomiast jest przedstawienie sprawozdania projektu, czyli jednolitego tekstu z rekomendacją jego przyjęcia lub odrzucenia. Remis głosowania powoduje, że komisja nie może przedstawić sprawozdania ani rekomendacji. Teoretycznie oczywiście taki sam projekt można wnieść za jakiś czas i przeprowadzić całą procedurę od początku. W tym przypadku widocznie przewodniczący uznał, że nie ma potrzeby czekać na ponowne wniesienie projektu i zarządził ponowne jego głosowanie po krótkim czasie. Skłaniam się do twierdzenia, że jeśli nie ma sprawozdania projektu, to należy je sporządzić, a to jest możliwe, jak w omawianym przypadku, dopiero po powtórzeniu głosowania w celu uzyskania jednoznacznego wyniku. Komisja musi się opowiedzieć za projektem lub przeciw niemu. Nie może być remisu, bo on nie kończy prac komisji nad projektem. Nadmierny formalizm w tym zakresie blokowałby sprawność procedury legislacyjnej. Chodzi o to, aby uzyskać konkretny efekt postępowania, czyli ustalenie, czy komisja opowiada się „za” czy „przeciw” proponowanemu projektowi.
Do poprawki
Projekt ustawy o świadczeniu usług w zakresie dochodzenia roszczeń odszkodowawczych został spisany na dwóch kartkach. W pierwotnej wersji przewidywał wprowadzenie limitu wynagrodzenia dla kancelarii odszkodowawczych w drodze ministerialnego rozporządzenia. Autorzy sugerowali mieszany system, procentowo- -kwotowy w zależności od typu sprawy. We wtorek senator Bierecki zgłosił poprawkę, która określa wynagrodzenie na poziomie 20 proc. wartości odszkodowania. Kolejna poprawka zakazuje pozyskiwania klientów w szpitalach (nie było go w pierwszej wersji). Kancelaria musi też wyznaczyć termin, w którym klient ma prawo odstąpić od umowy. Ponadto, projekt wprowadza obowiązek posiadania ubezpieczenia OC dla kancelarii. Pieniądze z odszkodowania, w razie wygranej, mają trafiać bezpośrednio na konto poszkodowanego.