Odwołanie prezydenta Krakowa ostrzeżeniem dla KO

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-05-25 15:35

Aktywnych niezadowolonych mieszkańców wystarczyło na podziękowanie włodarzowi z KO, natomiast zdominowana decyzyjnie przez tę samą partię rada pozostała.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Stołeczny królewski gród pod Wawelem ludnościowo zajmuje w Polsce miejsce drugie, natomiast wizerunkowo z powodzeniem rywalizuje z Warszawą. W związku z tym odwołanie 24 maja 2026 r. prezydenta Aleksandra Miszalskiego w trybie referendalnym ma znaczenie nie tylko samorządowe lokalne, lecz również polityczne ogólnopolskie. Porażka blisko 46-letniego byłego posła KO to ostrzeżenie przede wszystkim dla Donalda Tuska, którego cień w niedzielę kładł się na urnach – wielu głosujących mówiło o tym otwarcie. W piątce największych miast – Warszawa, Kraków, Wrocław, Łodź, Poznań – krakowski wynik nie jest precedensem, w 2010 r. przed końcem kadencji Łodzianie podziękowali prezydentowi Jerzemu Kropiwnickiemu. W największych metropoliach takie próby sił zwykle upadają w fazie zbierania podpisów mieszkańców, chociaż w 2013 r. w stolicy Hannę Gronkiewicz-Waltz uratowała tylko zbyt niska frekwencja.

Pewien wątek krakowskich wyników jest niepojęty dla nieznających niuansów prawnych. W podwójnym referendum – wyborca wrzucał dwie kartki z niemal identycznie postawionymi krzyżykami – prezydent wyleciał, zaś rada miasta się utrzymała. Ustawa o referendum lokalnym pochodzi z 2000 r., po wielu nowelizacjach jest w niektórych zapisach wewnętrznie niespójna. Frekwencyjny próg ważności w sprawach merytorycznych od zawsze wynosi 30 proc. Natomiast odwoływanie samorządowych władz gminy/miasta, czyli wójta/burmistrza/prezydenta lub rady, zostało pogmatwane. Zamiast prostych 30 proc. obecnie jest to 60 proc., ale liczone od konkretnej liczby uczestniczących w danej gminie/mieście w wyborach danego organu. W uproszczeniu taki próg wychodzi średnio również około 30 proc., ale w konkretach różnie. Stałą prawidłowością w samorządzie jest niższa frekwencja w dogrywkowych turach wyborów wójtów/burmistrzów/prezydentów w stosunku do tury głównej, gdy wybierane są również rady i sejmiki. W związku z tym w gminach/miastach, w których w 2024 r. włodarz wyłoniony został dopiero w drugiej turze, odwołanie go jest arytmetycznie trochę łatwiejsze niż rady będącej podmiotem odrębnym.

Krakowskie referendum stało się akademickim wręcz przykładem ilustrującym tę ustawową dwoistość. 21 kwietnia 2024 r. w zwycięskiej dla Aleksandra Miszalskiego drugiej turze prezydenckiej głosowało 264 257 Krakowian, wymagany obecnie próg wynosił 158 555, głosowało 176 228 wyborców, co dało sporą nadróbkę 17 673. Rada miasta została natomiast wybrana 7 kwietnia 2024 r. przez 299 652 Krakowian, wymagany obecnie próg wynosił 179 792, głosowało 176 107 (czyli 121 osób drugiej kartki nie wrzuciło), co dało manko 3685 głosów. I tak oto dwie niemal identyczne frekwencje 29,99 oraz 29,97 proc. przyniosły całkowicie rozbieżne konsekwencje prawne. Aktywnych niezadowolonych (to nawet nie jedna trzecia uprawnionych Krakowian) wystarczyło na podziękowanie prezydentowi z KO, natomiast zdominowana decyzyjnie przez tę samą partię rada pozostała. Notabene rok temu identycznie zakończyło się referendum w ponad 150-tysięcznym Zabrzu, gdzie prezydent Agnieszka Rupniewska została 11 maja 2025 r. skutecznie odwołana, natomiast bliska jej rada arytmetycznie jednak przetrwała.

Bilans głosów w urnach za odwołaniem samorządowego włodarza oraz jego obrońców jest zwykle miażdżący. W Krakowie relacja procentowa przy odwołaniu prezydenta wyniosła 97,93 do 2,07, natomiast w nieskutecznej próbie odwołania rady – 96,16 do 3,84. Każdy organ zagrożony prowadzi kampanię bojkotu referendum, albowiem największy błąd robią obrońcy, którzy naiwnie udają się do lokali i tylko zatwierdzają frekwencję. Tym razem wspierający Aleksandra Miszalskiego i generalnie KO faktycznie pozostali w domach. Od pierwszych godzin po ogłoszeniu wyników zawisło nad Krakowem pytanie – co dalej. Największe szanse na prezydenturę ma Łukasz Gibała, były poseł KO, a później różnych partii, w tym Ruchu Palikota. Jako indywidualista w 2024 r. dogrywkę prezydencką z Aleksandrem Miszalskim nieznacznie przegrał, ale postanowił, że nie odpuści. Referendum stało się jego dziełem ambicjonalnym i 24 maja 2026 r. triumfował, chociaż połowicznie – większość nadal trzymająca radę tego lokalnego zamachu mu nie daruje.

W opinii wielu mieszkańców królewskiego grodu w niedzielę najważniejszym wydarzeniem i tak nie było referendum. Po czterech latach zsyłki do pierwszej ligi Wisła Kraków wreszcie w świetnym stylu wróciła do piłkarskiej ekstraklasy! Oprawa radosnej niedzielnej fety, bez ekscesów, zaskoczyła pozytywnie samych Krakowian. Czynne przez cały dzień lokale referendalne stanowiły tylko drugorzędne tło.