Odzieżówka oddala się od Chin

  • Anna Pronińska
opublikowano: 27-02-2012, 00:00

LPP i Redan coraz chętniej zlecają szycie kontrahentom z Bangladeszu. Jest tam taniej, ale nie zawsze lepiej.

Chiny tanie już nie są. Co innego Indie, Bangladesz czy Wietnam. Branża odzieżowa przyznaje, że coraz częściej zleca produkcję w tych krajach. Tak jest w przypadku grupy LPP (marki Reserved, Cropp, House i Mohito).

— W Chinach zamawiamy ponad 60 proc. wyrobów, ale coraz większy udział ma Bangladesz. Obecnie to już 20 proc. Trend powolnego przenoszenia produkcji z Chin może się utrzymać — mówi Dariusz Pachla, wiceprezes LPP.

Obecnie spółka lokuje 98 proc. produkcji poza Polską. W kraju wytwarza głównie tkaniny dla marki Mohito.

— Produkcję zlecamy także w Indiach, Pakistanie czy Turcji — dodaje Dariusz Pachla. Najwyraźniej takie działania, w połączeniu ze sprawną sprzedażą, przynoszą efekty. LPP pochwaliło się najlepszymi w historii wynikami. Zysk netto grupy podwoił się w 2011 r. do 268 mln zł, a przychody zwiększyły o 20 proc., do 2,5 mld zł. W tym roku władze spółki zakładają możliwość uzyskania jeszcze większych przychodów i zysków niż w 2011 r. Na Bangladesz zaczyna stawiać także giełdowy Redan (marki Top Secret, Troll i Drywash oraz sieć dyskontowa Textilmarket). Od roku spółka ma tam biuro handlowe. Na razie zlecenia Redanu w Bangladeszu stanowią 3 proc. zamówień.

— W Bangladeszu natykamy się na przeszkody kulturowe. O ile Chińczycy mają, podobne jak Europejczycy, wyczucie czasu i potrafią dostosować się do potrzeb klienta, o tyle w Bangladeszu jest z tym duży problem. Czas nie odgrywa dla mieszkańców tego kraju istotnej roli, więc ciężko umawiać się na konkretne terminy — mówi Michał Kałużyński. Podkreśla, że jest to o wiele biedniejszy kraj od Chin.

— Bangladesz korzysta z tego, że dysponuje niemal darmową siłą roboczą i tym wygrywa. Niemniej specjalizują się głównie w najprostszej produkcji — przyznaje wiceprezes Redanu. Podobnego zdania jest Stanisław Bogacki, prezes odzieżowego Solaru, który w krajach Azji (głównie w Chinach) ma 80 proc. produkcji.

— Produkcja odzieży faktycznie przenosi się do Bangladeszu, ale dotyczy to tanich marek. Biznes w tym kraju jest trudny. W przeciwieństwie do Chińczyków, którzy są bardzo systematyczni, zorganizowani i nastawieni na pracę, mieszkańcy Bangladeszu są dużo swobodniejsi — mówi Stanisław Bogacki. Podkreśla, że na razie są w stanie produkować najprostszą odzież. Pracownikom wciąż brakuje umiejętności i odpowiednich maszyn.

— Dlatego w Chinach płaci się więcej za dobrą jakość. Jednak to, że nastąpił spory odpływ tanich zamówień, nie pozwala droższym firmom na podnoszenie cen — mówi prezes Solaru. Dlaczego mimo to firmy rezygnują z Chin?

Odpowiedź zna Radosław Pyffel, prezes Centrum Studiów Polska Azja.

— Przemawia za tym wiele czynników: rosnąca świadomość socjalna pracowników czy wzmocnienie chińskiego juana. Poza tym Chiny chciały, jak inne tygrysy azjatyckie, przejść z taniej produkcji na wyższą półkę. I to się dzieje — mówi Radosław Pyffel.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Odzieżówka oddala się od Chin