Odzieżowy No Name idzie na Wschód

  • Anna Pronińska
opublikowano: 09-07-2013, 00:00

Firma widzi w Polsce miejsce na 400 sklepów swojej marki Cotton Club. I szykuje ekspansję na Wschód.

Krakowska firma odzieżowa, właściciel marki Cotton Club i nasza dwukrotna Gazela Biznesu w latach 2006 i 2007, wierzy, że po dwóch dekadach od powstania ma jeszcze sporo do powiedzenia na polskim rynku. Ma na nim sieć około 200 sklepów.

— Nie mamy własnych sklepów, lecz multibrandowe współpracujące i franczyzowe — mówi Andrzej Kromka, prezes i jeden ze współwłaścicieli No Name. Firma, której roczne obroty sięgają 10 mln zł, oferuje odzież damską ze średniej półki cenowej.

— Mamy sklepy głównie w miastach średniej wielkości, ale są też placówki w mniejszych centrach handlowych dużych aglomeracji. Naszym celem nie były topowe galerie w dużych miastach, bo nie interesowały nas lokalizacje na mało atrakcyjnych powierzchniach, ponieważ najlepsze zarezerwowali najwięksi. Choć na rynku nie jest łatwo, wciąż widzimy dla siebie spore pole manewru, także w dużych miastach — mówi prezes.

Jego zdaniem, na rynku jest miejsce na jeszcze 200 sklepów Cotton Club.

— W ciągu trzech lat chcemy powiększyć sieć o 100 placówek. Mamy też ambicje zagraniczne — mówi Andrzej Kromka. Firma szuka przyczółków na Wschodzie.

— Rynki wschodnie są mniej nasycone odzieżą i jest na nią większy popyt. Chcemy zdobyć przedstawicieli na Ukrainie, w Rosji i Kazachstanie. Na Ukrainie mamy kilkanaście sklepów, w Rosji dopiero dwa, ale chcemy rozwinąć się nawet do kilkudziesięciu — mówi prezes.

Jako jeden z beneficjentów programu promocji branży odzieżowej firma wzięła udział w moskiewskich targach odzieży. W planach ma kolejne. W ekspansję polskich firm odzieżowych na Wschodzie wierzy Bogusław Słaby ze Związku Przedsiębiorców Przemysłu Mody Lewiatan.

— Polskie marki i odzież są dobrze przyjmowane. Zdaniem wielu firm, duże możliwości są właśnie na kazachskim rynku — mówi Bogusław Słaby. Wschód kusi No Name jedynie w zakresie sprzedaży. W przeciwieństwie do wielu firm odzieżowych, krakowska spółka produkcję zleca w Polsce.

— Dzięki temu możemy uzyskać lepszą jakość ubrań, szybciej produkować i mieć nad tym kontrolę. Poza tym chcemy dawać zatrudnienie i płacić podatki w Polsce — przyznaje Andrzej Kromka.

— Plusami produkcji w Polsce są krótki termin dostaw, krótkie serie i wysoka jakość, a tego Azja nie zapewni. Znane marki zachodnie wracają z produkcją do Europy, a najprostszą lokuje się w Etiopii czy Zimbabwe. W Polsce produkują m.in. Simple, Deni Cler i P&V — mówi Bogusław Słaby.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu