Wnioski są niewesołe. Z pierwszego polskiego raportu a kapitale intelektualnym przygotowanym przez doradców premiera, według Gazety Wyborczej, wynika, że jeśli reformy będą przebiegać w dotychczasowym tempie Polska może stać się najbiedniejszym krajem Unii Europejskiej. Brak reformy finansów publicznych, systemu edukacji oraz przepisów utrudniających funkcjonowanie przedsiębiorstw sprawia, że najzdolniejsi emigrują z kraju. Doradcy naciskają na przyspieszenie zmian w zakresie zdrowia najmłodszych, edukacji wczesnoszkolnej i kształcenia ustawicznego.
SYTUACJA NA GPW
Środowe notowania przyniosły
długo oczekiwane odbicie na GPW, ale wśród analityków dominuje pogląd, że to
jedynie krótkotrwałe odreagowanie wcześniejszej przeceny i na większe wzrosty
raczej nie należy liczyć. Dobrze radziły sobie największe spółki, ale ważniejszy
jest chyba fakt, że małe i średnie spółki w końcu przerwały długie serie
spadkowe - mWIG40 wzrósł o 1,6 proc. po raz pierwszy od dwunastu sesji, a sWIG80
od dziewięciu (zyskał 0,6 proc.). Spośród WIG20 dobrze radziły sobie PKN Orlen i
Lotos zyskały ponad 3 proc., które korzystają z taniejącej ropy. Aktywność
inwestorów podczas udanej sesji istotnie wzrosła - wymieniono się akcjami
wartymi ponad 1,4 mld PLN, co w perspektywie najbliższych kilku dni może pomóc
odbić się od ostatnich dołków.
GIEŁDY ZAGRANICZNE
Po fatalnej sesji w USA,
indeksy w Azji uchroniły się przed głębokim spadkiem - NIKKEI zyskał 0,1 proc.,
a B-Shares Shanghai rósł o 0,1 proc. Oczy inwestorów skierowane są na Stany
Zjednoczone, gdzie rozpoczyna się okres publikacji wyników kwartalnych i sporo
spółek przestrzega przed pogorszeniem zysków. Huśtawka nastrojów trwa na
walorach spółek finansowych Fannie Mae and Freddie Mac, których kursy w
ostatnich dniach na przemian rosną i spadają po kilkanaście procent. W środę
cały sektor bankowy tracił na wartości, a analitycy Credit Suisse oczekują, że
ok. 40 proc. spośród największych amerykańskich banków w najbliższym czasie
obniży dywidendy i sięgnie po dodatkowy kapitał.
PROGNOZA GIEŁDOWA
W czwartek rozpoczniemy
notowania z bagażem kiepskiej sesji w USA, gdzie spadki najważniejszych indeksów
przekroczyły 2 proc., ale pesymizm może łagodzić neutralny wynik azjatyckich
giełd. WIG20 może rozpocząć dzień o ok. 20-30 pkt. poniżej zamknięcia ze środy,
a o dalszym kierunku indeksów zdecydują najprawdopodobniej nastroje europejskich
inwestorów, chociaż wzrost obrotów podczas ostatniej sesji daje nadzieję na
chwilowe uniezależnienie się GPW od zagranicy. Gorsze rekomendacje banków
inwestycyjnych dla Agory, Lotosu i PKN Orlen zapewne nie ułatwią walki byków o
powrót do gry.
WALUTY
Obraz rynków walutowych nie uległ
istotnej zmianie w ciągu ostatnich kilku dni - kurs dolara poszukuje równowagi
wobec euro na poziomie 1,57 USD, a para dolar-jen na wysokości 107 JPY. W
czwartek Bank Anglii zdecyduje o poziomie stóp procentowych, ale wśród
obserwatorów panuje zgoda, że koszt kredytu w funtach pozostanie na
wysokości 5,0 proc. Dla dolara najważniejszy będzie raport z rynku
pracy.
Złoty zyskał w tym tygodniu bardzo silnie wobec wszystkich głównych
walut - 1,7 proc. wobec euro (3,273 PLN), 1,8 proc. względem dolara (2,082 PLN),
a w stosunku do franka szwajcarskiego umocnił się aż o 2,4 proc. (2,018 PLN).
Tak mocne ruchy część analityków tłumaczy przenoszeniem się kapitału
spekulacyjnego na naszą walutę ze słowackiej korony, której kurs wymiany został
ostatecznie ustalony.
SUROWCE
Spadki cen ropy z pierwszych dwóch
sesji w tym tygodniu dorównywały dynamiką poprzednim zwyżką i śmiało można
powiedzieć, że oba ruchy były zbyt silne. W czwartek rano obserwowaliśmy
stabilizację na najważniejszych rynkach - ropa kosztowała ok. 136 USD (-0,6
proc.). Część inwestorów uznała, że korekta jest doskonałą okazją do
spekulacyjnego otwierania długich pozycji, za czym przemawiały wzrost importu
ropy przez Chiny w czerwcu o ponad 3 proc., oraz mniejsze zapasy surowca w USA
(spadek o ok. 5,8 mln baryłek). Złoto podrożało do 931 USD za uncję (+1,0
proc.), a za tonę miedzi płacono 8255 USD (+0,6 proc.). Powracają niepokojące
informacje z Ameryki Południowej, gdzie związki zawodowe pracowników kopalń
domagające się podwyżek wynagrodzenia grożą strajkami.