Oferenci nie protestują, żeby nie stracić kontraktu

Monika Mizielińska-Chmielewska
opublikowano: 07-07-1999, 00:00

Oferenci nie protestują, żeby nie stracić kontraktu

Monika Mizielińska-Chmielewska jest prezesem KAPSCH Telecom Sp. z o.o., członkiem Konwentu Business Centre Club ds. współpracy z Urzędem Zamówień Publicznych. fot. Borys Skrzyński

System zamówień publicznych przyjął się w Polsce dosyć szybko i skutecznie. Decydenci z przedsiębiorstw i organizacji budżetowych uzyskali znaczną pomoc z Urzędu Zamówień Publicznych w zdobywaniu wiedzy na temat organizowania przetargów. Trochę gorzej było z pomocą dla firm i przedsiębiorstw, ale rynek ma to do siebie, że wygrywa ten, kto jest lepiej przygotowany merytorycznie. Natychmiast więc pojawiły się firmy organizujące dla oferentów szkolenia i konsultacje z zakresu zamówień publicznych. Dzięki więc dobremu przygotowaniu zamawiających i oferentów udało się wyeliminować pewne luki prawne i organizacyjne umożliwiające dzielenie zamówień tak, by uniknąć organizowania przetargu.

Dość mierna jest wiedza zamawiających na temat kryteriów wyboru ofert. Firmy są już zmęczone polemizowaniem, a nawet pouczaniem zamawiającego na temat tego, co powinna zawierać specyfikacja istotnych warunków zamówienia. Praktycznie można by oprotestować co drugą lub co trzecią specyfikację. Jeśli tak się nie dzieje, to tylko dlatego, że firmy obawiają się, iż złożenie protestu spowoduje zmniejszenie szans na wygranie przetargu. Często specyfikację istotnych warunków zamówienia przygotowywane są pod określone firmy. Odbywa się to oczywiście w duecie: zamawiają-cy-oferent. Najnowszym pomysłem na sterowanie przetargiem są różnego rodzaju certyfikaty. W specyfikacji podaje się, że np. wymagany jest polski certyfikat ISO, tymczasem większość firm, szczególnie zagranicznych działających w naszym kraju, posiada certyfikat europejski. Zdarza się więc, że np. na pięć firm biorących udział w przetargu tylko jedna spełnia kryteria zawarte w specyfikacji. Często ogranicza się liczbę oferentów przez stawianie barier w postaci specjalnych zezwoleń czy niepowtarzalnych certyfikatów, dotyczących np. bezpieczeństwa państwa dla telekomunikacyjnych systemów strategicznych. Ale są to pojedyncze przypadki.

Preferencje krajowe nie zdają egzaminu w elektronice. W Polsce nie produkuje się większości nowoczesnych urządzeń. W gestii zamawiającego leży więc takie ustalenie kryteriów, aby oferent otrzymywał punkty za bazę w Polsce, zatrudnienie itd. Żadne urządzenie złożone z zachodnich podzespołów nie jest w 51 proc. produkcją polską, choć za taką uchodzi.

Najlepiej przygotowane są przetargi w tych branżach, w których jest najmniej pieniędzy. Szczupłość środków budżetowych mobilizuje zamawiających do szczegółowego określenia parametrów zamówienia i wyboru faktycznie najlepszej i najtańszej oferty. Firma KAPSCH startuje w przetargach w Austrii i Szwajcarii i nie zauważamy jakichś zasadniczych różnic w porównaniu z przetargami ogłaszanymi w Polsce. I tam zdarzają się próby sterowania transakcjami, ale decydenci bardzo uważają, żeby zebrać wiele argumentów przemawiających za tym, że wybrana została oferta korzystna dla organizacji budżetowej. Również oferenci w większym stopniu kontrolują przetargi. Nie mają obaw przed oprotestowaniem czy nawet wchodzeniem na drogę sądową przeciw organizacjom budżetowym. Zdarza się, że spór o rozstrzygnięcie przetargu kończy się w sądzie UE.

Mając pewne doświadczenia z funkcjonowania systemu zamówień publicznych w innych krajach, wyrażam podziw, że w Polsce, w ciągu czterech lat, startując od zera, udało się ten system dopracować i wdrożyć. Jest to ogromny sukces.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Mizielińska-Chmielewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Oferenci nie protestują, żeby nie stracić kontraktu