Ograniczony krok do przodu

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2015-02-25 00:00

Nowa Komisja Europejska w krótkim czasie dopracowała się drugiego poważnego projektu.

Ojcem pierwszego, czyli Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych, jest przewodniczący Jean-Claude Juncker. Przez analogię autorstwo unii energetycznej wypada przypisać Donaldowi Tuskowi, ale z okresu, gdy był polskim premierem. Z fotela przewodniczącego Rady Europejskiej formalnie nie wpływał na treść ogłaszanego dzisiaj projektu KE, ale jego zadaniem staje się pozyskiwanie przychylności państw członkowskich. Będzie to bardzo trudne, albowiem wspomniany plan Junckera już zderzył się z odmową płatników, którzy nie chcą uczestniczyć w finansowej zrzutce.

Bloomberg

Na podobne problemy od startu trafia unia energetyczna.

Wiele państw może mieć zastrzeżenia do poszczególnych rozwiązań. Ogólnie słusznym celem jest całościowa poprawa bezpieczeństwa energetycznego UE, w tym zmniejszenie zależności od dostaw z Rosji. Z polskiego punktu widzenia ważne jest odzwierciedlenie w propozycji KE punktów, na których nam zależy. Jest wśród nich rozbudowa infrastruktury, stworzenie planów na wypadek kryzysów, strategia wykorzystania gazu skroplonego, zwiększanie znaczenia własnych źródeł energii.

Ważnym elementem powinna być większa przejrzystość umów zawieranych zarówno pomiędzy państwami, jak i firmami. Ale ten punkt od razu trafia na sprzeciw koncernów niemieckich, które nie chcą mieć związanych rąk w relacjach z Gazpromem.

Największą porażką ubiegłorocznej propozycji premiera Tuska jest kwestia wspólnych zakupów gazu. W dokumencie KE idea została wprawdzie zachowana, ale w szczątkowej formie. Stworzona ma być jedynie możliwość dobrowolnych zakupów przez grupy przedsiębiorstw, tylko w sytuacjach kryzysowych, a także jeśli kraje UE, których to dotyczy, uzależnione są od jednego dostawcy. Mimo ograniczeń może to być przyczółek wspólnych zakupów w przyszłości, wymuszonych przez tzw. samo życie.