Ta różnica 0,4 pkt proc. to dużo, rzadko zdarzają się aż takie niespodzianki. Tym samym polska gospodarka na razie nie wykazała absolutnie żadnych oznak reakcji na spowolnienie w Europie Zachodniej, bo wzrost PKB był dokładnie taki sam jak kwartał wcześniej. A w danych odsezonowanych, które są najczęściej opisywane na świecie i ułatwiają porównania międzynarodowe, odnotowaliśmy nawet w trzecim kwartale wzrost o 5,7 proc. Tymczasem niemiecki urząd statystyczny Destatis podał, że PKB Niemiec wzrósł w trzecim kwartale zaledwie o 1,2 proc., wobec 1,9 proc. w drugim kwartale.

OKIEM ANALITYKA
Spowolnienie nadejdzie
IGNACY MORAWSKI, dyrektor serwisu SpotData
Fakt, że polski PKB w ogóle nie zareagował na spowolnienie w Niemczech można uznać za dużą i pozytywną niespodziankę. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że taką negatywną reakcję polskiej gospodarki zobaczymy — indeksy koniunktury spadały, dynamika eksportu obniżyła się, zwolnił przemysł, nieco wygasł boom w budownictwie, wiele było opinii firm o odczuwalnym spowolnieniu. Co się stało? Możliwe, że przyśpieszyły inwestycje publiczne lub zmiany przepisów podbiły popyt na samochody. Ale to tylko spekulacje, więcej dowiemy się pod koniec listopada. Natomiast spowolnienie i to wyraźne jest nieuniknione, ono po prostu nadejdzie później. Przy słabnącej koniunkturze w Niemczech nie ma siły, która pozwoliłaby utrzymać wzrost gospodarczy w Polsce powyżej 4 proc. Gra toczy się o to, czy będzie to tylko normalizacja wzrostu czy głębsza dekoniunktura. Ten pierwszy scenariusz wciąż jest znacznie bardziej prawdopodobny.