Ojciec się stawia? Może dzieci do sierocińca

Kamil Kosiński
opublikowano: 25-10-2011, 00:00

Prokurator wywierał presję na rodziny biznesmenów z Polmozbytu Kraków

Ze łzami w oczach Witold Szybowski opowiadał w niedzielnym programie Polsatu „Państwo w państwie” o swoich kontaktach z córką, której jako główny akcjonariusz Polmozbytu Kraków podarował na 18. urodziny 10 proc. akcji firmy. W konsekwencji, gdy firma stała się obiektem zainteresowania ówczesnego naczelnika Urzędu Skarbowego Kraków-Śródmieście Jerzego Jakielarza i prokuratora Andrzeja Kwaśniewskiego, córka, jak inni akcjonariusze, trafiła do aresztu.

— Z córką odzyskałem kontakt po sześciu latach. Dopiero wchodziła w dorosłe życie i było to dla niej ciężkie przeżycie. Miała do mnie wielki żal — wspominał Witold Szybowski. Młodej dziewczynie wystarczyło półtora miesiąca aresztu, by przyznała się do winy. Ojciec ze wspólnikiem walczyli. Ich zdaniem prokurator z premedytacją atakował rodziny.

— Prokurator wysłał policję do szpitala, w którym miała rodzić moja żona. Policja przyszła i powiedziała, że tu będzie rodzić żona przestępcy. Prokurator wystąpił też do sądu rodzinnego z wnioskiem o umieszczenie moich dzieci w domu dziecka — dodawał Grzegorz Nicia, mniejszościowy akcjonariusz Polmozbytu Kraków. Jednak zdaniem Edwarda Zalewskiego z Krajowej Rady Prokuratury w tej ostatniej kwestii problemu nie ma. — Przede wszystkim działania prokuratora nie były bezprawne. Prokurator ma obowiązek wystąpienia do sądu o ustanowienie opieki nad dziećmi właśnie w takiej sytuacji i to sąd decyduje, jaki jest sposób opieki nad tymi dziećmi — tłumaczył Edward Zalewski.

W podwójnej roli

Cała sprawa zaczęła się w lutym 2003 r. Do sprywatyzowanego Polmozbytu Kraków wkroczył wtedy Jerzy Jakielarz, ówczesny naczelnik Urzędu Skarbowego Kraków- Śródmieście. Zawiadomił prokuraturę o rzekomych nadużyciach przy prywatyzacji firmy. Za kratki trafili członkowie zarządu, rady nadzorczej i główny akcjonariusz.

Tuż po aresztowaniach posiadające 15 proc. akcji Ministerstwo Skarbu Państwa żąda zwołania NWZA w celu dokonania zmian we władzach spółki. Walne zwołuje Alina Szmigiel. Na walnym stawiają się akcjonariusze reprezentujący tylko 23 proc. akcji (reszta siedzi w areszcie). Ochroniarze nie wpuszczają na walne Grzegorza Nici, pełnomocnika aresztowanych większościowych akcjonariuszy, który wtedy był jeszcze na wolności.

Na czele rady nadzorczej staje Jerzy Jakielarz, kontrolujący spółkę szef urzędu skarbowego. Prezesem zostaje główna księgowa Alina Szmigiel. Jerzy Jakielarz kieruje radą przez 2 miesiące, a przez następne 2 lata pełni funkcję jej wiceprzewodniczącego. — To ewenement w skali świata, że naczelnik urzędu skarbowego jest jednocześnie kontrolującym i kontrolowanym — zwracał uwagę Grzegorz Nicia.

— Jerzy Jakielarz dostawał wynagrodzenie jako członek rady nadzorczej. Z tego, co mi wiadomo, korzystał również z samochodu spółki z kierowcą. Ten samochód woził go z urzędu skarbowego do spółki i później do domu — dodawał Lech Jeziorny, były członek rady nadzorczej Polmozbytu Kraków. W tym czasie akcje Polmozbytu (także te zajęte przez prokuratora na poczet roszczeń rzekomo pokrzywdzonej spółki) skupował Paweł Czeredys, większościowy udziałowiec Polmozbytu Toruń. Bez przetargu za akcję płacił 80 groszy. Według Grzegorza Nici, pełnomocnika Witolda Szybowskiego, większościowego akcjonariusza spółki, rynkowa cena oscylowała w tamtym czasie między 8 a 20 złotych za sztukę.

Paweł Czeredys za 600 tys. zł nabył 36 proc. akcji Polmozbytu Kraków, posiadającego atrakcyjnie położone nieruchomości. Po pewnym czasie zdobył pełną kontrolę nad spółką. Okazało się jednak, że przejęcie władzy w spółce było niezgodne z prawem. W 2008 r. krakowski Sąd Okręgowy stwierdził bezprawność NWZA w 2003 r., na którym szefem rady nadzorczej ustanowiono urzędnika skarbowego Jerzego Jakielarza, a prezesem — Sylwię Szmigiel. Orzeczenie to utrzymał sąd apelacyjny.

Film będzie szybciej?

Oskarżeni w sprawie Polmozbytu biznesmeni nie zostali skazani, co nie oznacza jednak, że zostali uniewinnieni. Cały biznes, jaki ma obecnie Witold Szybowski, to tylko taksówka, którą zarabia na życie. Po wyjściu z aresztu Grzegorz Nicia przez dwa lata był bezrobotnym. Prokurator Andrzej Kwaśniewski awansował natomiast z prokuratury rejonowej do okręgowej. Niedługo w rolę prokuratora wcieli się Janusz Gajos. Szykuje się film oparty na historii krakowskiego Polmozbytu.

— Zastanawiam się czy Andrzej Kwaśniewski i Jerzy Jakielarz wybiorą się do kina — pytał retorycznie prowadzący program Przemysław Talkowski. Od udziału w programie obaj panowie się uchylili. Paweł Czeredys też nie chciał wystąpić przed kamerą.

 

„Państwo w państwie”

Program tworzony przez redakcje Polsat News oraz „Pulsu Biznesu” jako jedyny w Polsce piętnuje przypadki nadużywania prawa oraz korupcji i nepotyzmu w relacjach państwo-przedsiębiorca. Scenariusz każdego z programów osnuty jest wokół szczególnie jaskrawego przypadku samowoli urzędniczej, której skutkiem jest bankructwo przedsiębiorstwa, przedsiębiorcy oraz utrata pracy przez pracowników. Dziennikarze ścigają takie przypadki, piętnują nieuczciwych urzędników i upominają się o sprawiedliwość. Ideą przewodnią programu jest walka z powszechnym w klasie urzędniczej przekonaniem, że wszyscy prowadzący działalność gospodarczą to potencjalni przestępcy

Harmonogram

W każdy piątek w „Pulsie Biznesu”

– opis przypadku przedsiębiorcy pokrzywdzonego przez urzędników

W każdą niedzielę o 19.30 — start programu w głównym Polsacie, o godz. 20 – kontynuacja w Polsat News

W każdy poniedziałek — relacja z programu na stronie głównej pb.pl, stronie dedykowanej programowi pwp.pb.pl oraz w kanale wideo na stronie wideo.pb.pl. W każdy wtorek — relacja z programu na łamach „Pulsu Biznesu” wraz z zapowiedzią tematu kolejnego programu.

Zgłoś swój problem

Masz kłopoty z państwowym lub samorządowym urzędem czy instytucją? Czujesz, że jesteś krzywdzony, prokuratura bezpodstawnie Cię oskarża, Twój biznes jest niszczony, a urzędnicy nie dają Ci żyć? Zgłoś się do nas. Zajmiemy się najbardziej kontrowersyjnymi przypadkami. Będziemy je opisywać w „PB” i przedstawiać w Polsacie w programie „Państwo w państwie”. Nie ograniczymy się do jednorazowego nagłośnienia sprawy. Będziemy ją monitorować, naciskać urzędników, polityków i rząd. Nie zostawimy Cię samego. Pisz na adresy:

pwp@pb.pl oraz

panstwowpanstwie@polsat.com.pl.

Kolejna sprawa — historia Anny Kubis

30 października 2011 r. w programie „Państwo w państwie” telewizja Polsat przedstawi sprawę Anny Kubis, właścicielki składu opałowego w Krzycku Wielkim, sprzedającej m.in. olej opałowy. Po kontroli w 2005 i 2006 r. leszczyński urząd celny uznał, że skoro nalewany jest on z węża i pistoletu, to jest to olej... napędowy. Oba mają ten sam skład, ale za pierwszy nie trzeba płacić akcyzy, za drugi już tak. W jeden dzień właścicielka maleńkiej firmy w oczach celników stała się aferzystką, której naliczono ponad 350 tys. zł podatku za sprzedaż oleju opałowego niezgodnie z przeznaczeniem.

— Nie interesuje ich, że na każdy sprzedany litr mam oświadczenia kupujących, że olej przeznaczany jest na cele grzewcze — mówi Anna Kubis. W sprawie zapadły już trzy wyroki: Wojewódzki Sad Administracyjny w Poznaniu uwzględnił skargę właścicielki składu opałowego na decyzję Izby Celnej. Naczelny Sąd Administracyjny przekazał jednak sprawę do ponownego rozpatrzenia, po czym poznański sąd przychylił się do interpretacji Izby Celnej. Kobieta ma do zapłacenia z odsetkami ponad 400 tys. zł. Ma już poblokowane konta i hipotekę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu