Medal odlany lub bity z kruszcu szlachetnego lub też nie, nie tylko przedstawia wartość materialną, ale śmiem twierdzić przede wszystkim emocjonalną. Wiedzą o tym doskonale łowcy medali olimpijskich, którzy kupują je na aukcjach. Karen Rosen z Atlanty, posiadająca niezły zbiór medali olimpijskich i to tych jeszcze sprzed II wojny światowej przyznaje, że „upolowane” krążki są dla niej bardzo cennymi okazami. Doskonale jednak sama wie, że fakt ich posiadania nie odda nigdy czegoś, czego nie można kupić za żadne pieniądze. – Jeśli żyjący sportowiec musiał sprzedać medal, to ja wprawdzie ten medal mam, lecz zawodnik ma wspaniałe wspomnienia – wyznała Rosen.
Elisabeth Eaves podaje, że najtańsze medale z igrzysk olimpijskich można kupić już za trzy tysiące dolarów, lecz zazwyczaj ceny są dużo wyższe. Ingrid 0’Neil, organizująca aukcje w stanie Waszyngton, sprzedała brązowy medal z 1896 roku, z pierwszych letnich igrzysk olimpijskich, za 37 375 dolarów. Organizatorka aukcji żałuje świetnych sportowców, którzy pochodzą ze słabych ekonomicznie krajów, gdyż to oni przeważnie zlecają sprzedaż zdobytych medali. Najczęściej podobno oddają na aukcje złote i srebrne krążki olimpijscy zawodnicy z Kuby.
Otylia Jędrzejczak, która zdobyła w 2004 roku w Atenach aż trzy medale, w tym złoty na 200 m w stylu motylkowym i dwa srebrne na innych dystansach, nie żałowała decyzji sprzedaży najważniejszego medalu. Za swój złoty medal uzyskała na aukcji 257 550 złotych, a kwotę przekazała Klinice Onkologii i Hematologii we Wrocławiu, pomagając chorym na białaczkę dzieciom. Zrobiła to z porywu serca, a jak sama przyznaje zainspirowała ją książka Érica Emmanuela „Oskar i pani Róża”.
Medale jak znaczki
Na naszym rynku oprócz przykładu Otyli
Jędrzejczak nie słychać o sprzedaży medali olimpijskich, chociaż Wojciech
Fortuna, znakomity skoczek narciarski i zdobywca złotego medalu zimowych igrzysk
olimpijskich w Sapporo z 1972 r., parę lat temu był posądzany w atmosferze
skandalu o sprzedaż swego trofeum. Nie była to prawda, a sportowiec chętnie
pozował z medalem do zdjęcia.
Wiele ludzi kolekcjonuje medale popularne, wydawane m.in. z okazji spektakularnych wydarzeń, obchodów rocznic czy jubileuszy wybitnych postaci, bite przez Mennicę Polską SA – Zainteresowanie naszymi wyrobami przez cały rok jest bardzo duże, ale w obecnej sytuacji ekonomicznej nie ma zwiększonego zakupu medali będących w ciągłej sprzedaży – mówi Piotr Kozik, kierownik internetowego sklepu firmowego Mennicy Polskiej SA. W tej chwili mennica oferuje pamiątkowy medal z wizerunkiem Fryderyka Chopina, zaprojektowany przez Beatę Wątróbską-Wdowiarską w cenie 90 zł i srebrny Oskara Schindlera, tej samej projektantki, za 109 zł. Są też „produkty papieskie”, trzy medale poświęcone osobie Jana Pawła II. Ale kupić można w tej chwili tylko dwa z nich. Za sto złotych nabyć można medal wyemitowany w kwietniu 2008 r. To numizmat srebrny „Z błogosławieństwem dla Ciebie”, dla którego zgodę na użycie oficjalnego herbu papieskiego uzyskano w Nuncjaturze Apostolskiej w Polsce. Dostępny jest też srebrny medal „Nie lękajcie się”, wybity w 2007 r dla upamiętnienia drugiej rocznicy śmierci papieża Jana Pawła II. Na awersie Jan Paweł II zawierza Polskę Matce Boskiej Częstochowskiej, a na rewersie, na tle konturu Polski, stylizowana Biblia nawiązuje do mszy żałobnej za Ojca Świętego. Ten medal kosztuje 450 złotych.
– Oprócz medali papieskich, które mają swych wiernych zbieraczy, mamy w ofercie nowe zestawy medali z siedmioma wizerunkami Orła Białego – od czasu Piastów aż do współczesnych– oraz serię „Słynni medalierzy” – opowiada Piotr Kozik.
Zakup medali w Mennicy Polskiej to najprostszy sposób zbierania takich obiektów bez specjalnego ryzyka, ale i szczególnego wysiłku. – Takie gromadzenie medali przypomina mi trochę filatelistykę – mówi Krzysztof Konrad, współwłaściciel Warszawskiego Centrum Numizmatycznego, gdzie dwa razy do roku odbywają się aukcje, na których licytowane są także medale.
Kto łeb urwał Hydrze?
Właśnie przygotowywana jest w Warszawie aukcja, przewidziana na 29 listopada. – Będzie aż 200 pozycji z tej dziedziny, z czego 30 obiektów to szczególnie cenne i znaczące medale z czasów królewskich – podkreśla Krzysztof Konrad, który przyznaje, że ten asortyment w ofercie firmy stanowi zaledwie parę procent. Podobnie jest w Domu Aukcyjnym „Desa”, gdzie handel medalami z tzw. wysokiej półki jest sporadyczny.
– Medal to produkt dla wybrednych kolekcjonerów, którzy już „wyrośli” z kolekcjonowania monet i poszukują czegoś bardziej wyrafinowanego, dlatego skupujemy je za granicami Polski – mówi Krzysztof Konrad. – Medali na rynku jest znacznie mniej niż monet, a poszukiwanie brakującego obiektu do starannie budowanej kolekcji jest ekscytujące, ale wymaga dużej cierpliwości. Na medal, by „wypłynął” na rynku, można czekać latami – wyjaśnia antykwariusz.
Na listopadowej aukcji pojawią się serie medali wybite przez europejskie mennice a upamiętniające zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem. Rewelacją ma być medal „Ligi antytureckiej”, wybity w srebrze o wadze dziesięciu dekagramów, na którym widać na awersie portrety cesarza Loeopolda I, Jana III Sobieskiego i doży weneckiego, a na rewersie alegorię zabijanej hydry tureckiej. Ten medal ma w tej chwili „skromną” szacunkową cenę 9 600 złotych, a osiągnąć może cenę wywoławczą 12 000 złotych.
– Windowanie cen wywoławczych na wybitne okazy nie opłaca się. Podczas ostatniej aukcji ceny szacunkowe wszystkich obiektów wynosiły łącznie 2 miliony złotych, a sprzedano je za 3 miliony złotych, przy 95 procentowej sprzedaży wystawionych na licytację przedmiotów – wyjaśnia Krzysztof Konrad.
Podkreśla on jednocześnie, że ceny na tak poszukiwane obiekty jakimi są polskie medale królewskie osiągają w tej chwili pułap od kilkudziesięciu do stu tysięcy złotych. – Aby je kupować, trzeba mieć zasobny portfel, ale osoby z dużą wiedzą a niezbyt majętne mogą zbierać medale XIX i XX-wieczne, interesujące pod względem artystycznym – podpowiada antykwariusz. Cenny jest np. XIX-wieczny polski medal z brązu autorstwa cenionego twórcy J. F. Holzhaeussera, dedykowany Alojzemu Fryderykowi Brűhlowi z okazji narodzin syna. Taki obiekt można było kupić za 950 złotych. Ale już medal wydany z okazji organizacji Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu z 1929 roku nabyć można za ok. 100 złotych. Wszystko zależy od pomysłowości i tematyki, którą zajmuje się kolekcjoner.
Lech Kokociński, wybitny kolekcjoner z Warszawy, numizmatyk i bibliofil,, darczyńca wielu muzeów w Polsce, doradza kolekcjonerom coś innego. – Na rynku pojawia się obecnie zbyt wiele fałszywych medali polskich, więc niekoniecznie właśnie te trzeba zbierać. Warto inwestować w dobrej jakości medale austriackie, śląskie i niemieckie oraz w obiekty pochodzące z miejsc, gdzie rodziła się secesja – twierdzi Kokociński.
Ślubne pamiątki
Medale są mniej popularne, bo nie są
masowymi wyrobami. Były bite w niewielkich ilościach, a ich nakłady są
ograniczone, więc wolno się je zbiera, dlatego kolekcjonerzy wolą gromadzić
monety – potwierdza tezę warszawskiego antykwariusza Mateusz Woźniak, kustosz
Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego, oddziału Muzeum Narodowego w Krakowie,
gdzie znajduje się jedna z najciekawszych kolekcji medali w Polsce i na świecie,
licząca trzydzieści tysięcy monet nowożytnych i medali, w tym wiele unikatów.
– Takim unikalnym medalem jest medal Zygmunta III Wazy z 1593 roku bity w Gdańsku. Tylko w kolekcji Hutten-Czapskich znajduje się jego pojedynczy egzemplarz w złocie, choć wybito ich znacznie więcej w innym kruszcu, ale nie wiemy dokładnie ile – opowiada Danuta Krawczuk-Biernat, kustosz Muzeum Hutten-Czapskich. – Medale pochodzące z epoki Wazów, od Zygmunta III do Jana Kazimierza, to okres największego rozwoju sztuki medalierskiej. Nasz Gabinet posiada najcenniejsze okazy z tego okresu, bardzo dobrze zachowane – dodaje pani kustosz.
W epoce Wazów centrum medalierskim był Gdańsk i tam projektował je Sebastian Dadler, który stworzył medalierską szkolę gdańską, o wyroby której się wówczas bito. To w gdańskiej pracowni kontynuował dzieła królewskie Samuel Ammon. Z jego pracowni pochodzi medal króla Władysława IV, upamiętniający zwycięstwo smoleńskie w 1643 roku.
Władysław IV zawierał dwukrotnie małżeństwo: w 1637 r. z Cecylią Renatą, córką cesarza Austrii Ferdynanda II, a po jej śmierci, w 1646 r. – z Ludwiką Marią Gonzagą, księżniczką francuską. Z tej okazji wybito także w pracowni gdańskiej trzy medale ślubne króla, autorstwa Jana Hoena. Na jednym z nich na rewersie Herkules ciągnie Cerbera na łańcuchu: w ten sposób artysta przedstawiał alegorycznie władcę podczas zmagań ze Szwecją, Turcją i Rosją. Te małe dzieła sztuki darowano gościom ślubnym – opowiada Danuta Krawczuk-Biernat. Okazuje się, że wszystkie wydane za czasów króla Władysława IV medale znajdują się w całości w zbiorach Hutten-Czapskiego. – To unikalny komplet medali liczący 150 sztuk! – twierdzi pani kustosz.
Kopie tych medali znajdują się Muzeum Sztuki Medalierskiej we Wrocławiu, bowiem już w XIX wieku fałszowano medale i sprzedawano ich falsyfikaty. Nic dziwnego, że Lech Kokociński przestrzega przed fałszerstwami.
Królewskie najlepsze
Wiadomo, że obiekty muzealnej klasy
prywatnemu kolekcjonerowi trudno zdobyć. Jednak jest rynek na takie medale –
twierdzi Jerzy Majewski, znawca tematu i dyrektor Domu Aukcyjnego „Desy”. –
Najbardziej poszukiwane są medale polskie królewskie: XVI i XVII-wieczne, a
także renesansowe, które zyskują stale na wartości. Medal królewski,
projektowany przez znanego medaliera z epoki, jest zawsze ozdobą aukcji w
Polsce. Projektantami tych medali byli artyści pracujący na usługach dworu nie
tylko polskiego, ale też saskiego, pruskiego czy austriackiego. Często wartość
medalu podnosi znacząco nazwisko medaliera, np. medalierzy rodu Wettinów byli
wzięci na dworach Europy i w pałacach rodzin magnackich. Te medale mają wielką
wartość i po kilku latach od zakupu zysk bywa wielokrotny.
Obiekty te muszą być jednak kupowane w renomowanych domach aukcyjnych, które nie przyjmują podejrzanych obiektów – tłumaczy Majewski. Medale królewskie lub magnackie w złocie czy srebrze, odnotowane w katalogach czy archiwaliach, są warte każdych pieniędzy. Cena medali królewskich zaczyna się od dziesięciu a kończy na wielu tysiącach złotych, w zależości od stanu zachowania przedmiotu.
- W krakowskiej „Desie” parę lat temu odnotowano pojawienie się medali Wolnego Miasta Krakowa w srebrze w bardzo dobrym stanie; niestety, już się nie pokazują – przypomina Majewski. W tej chwili poszukiwane są m.in. medale XIX i XX-wieczne z okresu Polski międzywojennej, szczególnie bite w rzadkich egzemplarzach srebrnych. Wiele kolekcjonerów kieruje się tematyką, którą gromadzi – poszukiwane są obecnie medale związane z odsieczą wiedeńską, Konstytucją 3 Maja, Insurekcją Kościuszkowską czy odsłonięciem pomnika Bitwy pod Grunwaldem. Nie zawsze były to obiekty wykonane w szlachetnym kruszcu, ale i tak są pożądane, a ich ceny rosną. I tak medal upamiętniający wprowadzenie trumny marszałka Józefa Piłsudskiego do sarkofagu na Wawelu, który można było kupić dziesięć lat temu za 150 zł, zyskał cenę ponad tysiąca złotych.
Trzy razy UJ
Od czasów Stefana Batorego wybijano medale
historyczne na pamiątkę ważnych wydarzeń. Tak jest do dnia dzisiejszego. W
minionym stuleciu Uniwersytet Jagielloński trzykrotnie obchodził swe jubileusze:
w 1900 obchodzono 500.-lecie odnowienia Akademii Krakowskiej, w 1964 roku
rocznicę 600-lecia jej ustanowienia, a w 2000 roku 600-lecia odnowienia
Uniwersytetu. Dla uświetnienia każdego z tych jubileuszy wydano medale
okolicznościowe. Ich autorami byli rzeźbiarze: w 1900 – roku Wincenty
Trojanowski, w 1964 r. prof. Jerzy Bandura, a w 2000 roku – Anna Praxmayer,
która wygrała konkurs na zaprojektowanie tego medalu. Na awersie medalu znajduje
się zespół najstarszych budynków uczelni widzianych z lotu ptaka, na rewersie
najstarsze godło uczelni oraz postać św. Stanisława, udzielającego
błogosławieństwa. U dołu postaci znajduje się tarcza herbowa z godłem Polski.
Medal w wersji złotej sygnowanej przez autorkę został ofiarowany Janowi Pawłowi
II w czasie jego wizyty w UJ w 1997 roku. Ten medal, jak i inne współczesne,
gromadzi Muzeum Sztuki Medalierskiej we Wrocławiu, największe tego typu w
świecie. – Zbiory liczą obecnie pięćdziesiąt tysięcy medali od XVI wieku aż po
obecne lata, przy czym możemy się poszczycić największym zbiorem medali
śląskich, medali i plakiet portretowych wykonanych w dziewiętnastowiecznej
Fabryce Karola Mintera w Warszawie, drugim co do wielkości i kompletności
zbiorem medali współczesnych po Gabinecie Numizmatycznym Mennicy Polskiej –
opowiada Barbara Kosarska-Orzeszek, kierownik Muzeum.
Medalierzy znad Wisły
Będą kiedyś na wagę złota.
Ci, którzy teraz lekceważą piękne autorskie medale, o niezwykłej ekspresji i
cyzelerskim kunszcie, będą tego żałować – twierdzi Jerzy Majewski, który uważa,
że to ostatni moment, kiedy w Polsce takie prace nie osiągają jeszcze
horrendalnych cen. Warto je kupować i zbierać. Nazwiska? Warto sięgnąć do
kolekcji Muzeum Sztuki Medalierskiej we Wrocławiu, gdzie powtarzają się dzieła
Ewy Olszewskiej-Borys, Janusza Trzebiatowskiego, Jerzego Nowakowskiego, Hanny
Jelonek, Magdaleny Dobruckiej, Anny Beaty Wątróbskiej-Wdowiarskiej czy Stefana
Dousy.
– Te małe dzieła na bardzo wysokim poziomie artystycznym nie mają
takiego „wzięcia” jak medale dawne, historyczne. To błąd – podkreśla Jerzy
Majewski, dopominając się o podniesienie rangi utworów na pograniczu rzeźby i
numizmatyki.
Więcej przeczytasz w listopadowym "Rynku Kapitałowym"
