„Puls Biznesu”: Jak ocenia Pan ubiegłoroczną ofertę funduszy antypodatkowych?
Tomasz Miziałek: Wyniki są dalekie od oczekiwań. Papiery dłużne nie dają takiej stopy zwrotu jak wówczas, kiedy je uruchamiano, a niestety większość z tych funduszy opierała swój portfel głównie na tych instrumentach. Jedynie fundusz CA IB Pro Lokata zakładał większe inwestycje w akcje, ale on nie wykorzystał szansy.
Czy tegoroczna bardziej agresywna oferta ma większe szanse powodzenia?
Wzrost gospodarczy i perspektywa przystąpienia do UE powinno pozytywnie na to wpłynąć.
Czy pozwoli to na przyciągnięcie większej liczby klientów?
Polacy wciąż w małym stopniu akceptują ryzyko, dlatego sądzę, że liczba klientów funduszy nie wzrośnie lawinowo. Sporo osób przeniesie pieniądze z dotychczasowej oferty antypodatkowej. Wiele wybierze jednak fundusze otwarte, chociażby z powodu dużo łatwiejszego wyjścia z inwestycji. Nowi klienci to osoby, które będą chciały uciec od podatku giełdowego.
Jak Pana zdaniem rynek przyjmie nowość — fundusz nieruchomości?
Z pewnością większym zainteresowaniem będą cieszyć się tradycyjne fundusze — inwestujące w akcje, papiery dłużne i instrumenty pochodne. Nie wiem, czy fundusz nieruchomości ma rację bytu. Jest to u nas mało popularna forma funduszu.
Jak będzie wyglądał rynek funduszy w przyszłości?
Sadzę, że rynek ten nadal będzie się u nas rozwijał, ale okres boomu mamy raczej za sobą. Bogatsza oferta pojawi się wraz z wejściem Polski do UE. Akcesja powinna także wpłynąć na zmniejszenie kosztów. Ale wiąże się z tym także pewne niebezpieczeństwo — czy zarządzanie funduszami będzie się odbywać u nas czy za granicą, a w Polsce TFI będą tylko i wyłącznie dystrybutorami.
Tomasz Miziałek, Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny Uniwersytetu Łódzkiego