Śmieszną sprawę miałam — zaczęłam podczas wieczornego rytuału picia kawy po dniu ciężkiej pracy, między zejściem się domowników do domu a przystąpieniem do obrządków kuchennych.
— No? — zainteresował się chłop.
— Jest sobie firma — kontynuowałam tajemniczo — produkuje soki i napoje, w tym energetyczne. Jak dotąd, wszystko dobrze. I właśnie taki napój energetyczny nazwała sobie Olimpic.
— No i co? — chłop nie mógł pojąć, co w tym śmiesznego.
— No i to, że zaprotestował MKOl.
Podwrocławska firma Paola produkuje soki, syropy i napoje, w tym napój izotoniczny marki Olimpic. Reklamuje go jako przeznaczony dla sportowców i osób obciążonych dużym wysiłkiem fizycznym i umysłowym. Markę zarejestrowała dwa lata temu. Międzynarodowy Komitet Olimpijski zgłosił sprzeciw. Według MKOl, Paola narusza jego znaki towarowe „Olympics” i „The Olympics” oraz ich renomę.
Nie słyszeliśmy o renomie napojów produkowanych w Polsce przez MKOl — odpowiada spokojnie Paola. Urząd Patentowy się z tym zgodził, sprzeciw MKOl oddalił. Stwierdził, że nie przedstawiono żadnych dowodów, jakoby opinia publiczna kojarzyła działalność MKOl z działalnością komercyjną, renomę mogą mieć igrzyska olimpijskie, ale nie znak „The Olympic”, a w ogóle bywają różne olimpiady, choćby z przedmiotów szkolnych dla uczniów szkół ponadpodstawowych.
MKOl nie odpuścił, poszedł do sądu. Tam wywodził, że co prawda zastrzegł swoje marki w zupełnie innych klasach towarów i usług niż Paola, ale przecież napoje izotoniczne kojarzą się z organizacją rozgrywek sportowych. — I jeszcze to hasło reklamowe Paoli, „olimpijska forma” — żalił się przedstawiciel MKOl.
Sąd uznał, że skojarzenia MKOl są „nazbyt sztuczne i nazbyt wydumane”.
— Próba łączenia napojów energetycznych z wysiłkiem sportowym, a zatem z olimpiadą i MKOl? To idzie za daleko — skonkludował sędzia Zbigniew Rudnicki.
MKOl i Paola spotkają się pewnie jeszcze w sądzie kasacyjnym.
— A właściwie to co my za kawę pijemy? — zapytał podejrzliwie chłop, zaglądając do kubka.
— Nie ma nic wspólnego z olimpiadą — uspokoiłam go.
— Wiesz co, ja jednak pójdę zadzwonić do K. Niech się trochę poboi — skonstatował chłop, dźwigając się z fotela.
K. ma na imię Olimpia.
