Oni to My

Adam Czyżewski
opublikowano: 2014-09-04 16:36

W maju minęło 10 lat, od kiedy staliśmy się członkiem wspólnoty, jaką jest Unia Europejska. Członkostwo w UE już przyniosło nam wymierne korzyści gospodarcze, społeczne oraz polityczne. O tych ostatnich dobitnie świadczy wybór premiera Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. To duży sukces osobisty premiera oraz polityki gospodarczej naszego rządu a także polskiej dyplomacji.

To także duża szansa rozwojowa dla Polski. Postęp w rozwoju gospodarczym i społecznym kraju ma dwa wymiary: horyzontalny i pionowy. Postęp horyzontalny to przejście z miejsca A na miejsce B. Ten rodzaj postępu poprawia naszą pozycję, bo wywalczyliśmy większy kawałek tortu. Sam tort z tego powodu nie staje się większy, więc gdy my zyskujemy, ktoś musi stracić. Można to nazwać walką o podział dochodu. Tak nie musi być, jeśli w wyniku postępu wzrośnie tort do podziału. Wówczas my zyskujemy ale inni nie tracą. Przejście od 1 do 2, czyli od „mniej” do „więcej”, to postęp pionowy, dzięki któremu gospodarka światowa rośnie. W rezultacie poprawę odczuwają wszyscy. Można to nazwać batalią o wzrost dochodu.

Możliwość i drogi osiągnięcia korzyści gospodarczych wyglądają inaczej, gdy patrzymy wyłącznie przez pryzmat interesu własnego kraju, a inaczej, gdy spoglądamy przez pryzmat interesu wspólnoty, do której należymy. Z perspektywy kraju nie jest tak bardzo istotne, czy sytuacja ulega poprawie w rezultacie postępu horyzontalnego, czy pionowego. Natomiast z perspektywy wspólnoty ma to kolosalne znaczenie, bo tylko postęp pionowy prowadzi do rozwoju wspólnoty. Cechą każdej wspólnoty jest różnorodność. Aby czerpać korzyści z różnorodności, trzeba współpracować, jednocząc się wokół wspólnych celów i wspólnych wartości, które wspólnota zmierza osiągnąć. Obecnie celem, który jednoczy wszystkie kraje Unii Europejska jest szeroko rozumiane bezpieczeństwo. Dzisiaj na pierwszym planie jest bezpieczeństwo militarne oraz energetyczne, ale dłuższym horyzoncie chodzi o miejsca pracy i dochody, czyli o trwały rozwój gospodarczy. 

W tym kontekście przewodniczący Rady Europejskiej z Polski może wnieść wiele do rozwoju UE. Po pierwsze, mamy swoje własne, niepowtarzalne  doświadczenie. Ta odmienność jest nasza wartością. Polska jest jedynym krajem UE, który może się pochwalić rozwojem gospodarczym, trwającym już 22 lata. Wysokie tempo wzrostu gospodarczego zawdzięczamy liberalnemu podejściu do gospodarki i w konsekwencji skutecznej transformacji, co w kontynentalnej UE stanowi wyjątek. Próbowaliśmy zreformować górnictwo, ale zmiany na globalnym rynku energii ponownie przywróciły węgiel do łask, co obecnie utrudnia nam pogodzenie własnego bezpieczeństwa energetycznego z celami polityki energetycznej i klimatycznej UE w horyzoncie 15-20 lat. Graniczymy z Ukrainą, która desperacko walczy o własną niepodległość. Lepiej niż inne kraje UE znamy Rosję i lepiej rozumiemy, na czym polega niebezpieczeństwo tego konfliktu. Sami dopiero 25 lat temu wyrwaliśmy się ze strefy jej wpływów Rosji. Ponadto nie należymy do strefy euro i przez to mamy lepsze wyczucie tego, co, poza wspólną walutą, jest ważne dla integralności całej Unii Europejskiej. 

To nasze doświadczenie już zostało dostrzeżone w UE i niewątpliwie dzięki temu przypadła nam w udziale teka przewodniczącego Rady Europejskiej. Dzięki tej pozycji łatwiej nam będzie nam przekonywać do naszych racji inne kraje. Ale jeśli chcemy przeforsować własne stanowisko, musimy przekonać innych, że też odniosą korzyści. W tym celu potrzebne jest dobre wsparcie merytoryczne przygotowywanych stanowisk, które pomoże nam lepiej poznać i zrozumieć racje innych. Ale to nie wystarczy. Do przekonania innych potrzebna jest umiejętność akcentowanie podobieństw zamiast różnic, niezbędna w procesie godzenia stanowisk. Myślę, że pracując nad tym w kraju i za granicą lepiej zrozumiemy, że Unia Europejska to nie jacyś ONI leczy MY. To pomoże nam w zwiększeniu korzyści z członkostwa w tej wspólnocie.