Przy słabnącej gospodarce taki wzrost cen potwierdza scenariusz stagflacji i może wymusić podwyżki stóp procentowych. W ujęciu rocznym ceny produkcji wzrosły bowiem aż o 9,8 proc., a inflacja bazowa producentów wyniosła 3,5 proc. Jednocześnie podano także dane z rynku nieruchomości - liczba wydanych pozwoleń na budowę spadła aż o 17,7 proc. w stosunku rocznym (oczekiwano spadku o 13,4 proc.), liczba budów rozpoczętych zmniejszyła się o 11 proc. (w ujęciu 12-miesięcznym) wobec oczekiwanego spadku o 9,7 proc. To najmniejsza liczba rozpoczętych budów od 17 lat i sygnalizuje, że rynek ten nie jest nawet blisko zakończenia słabego okresu.
SYTUACJA NA GPW
Pierwsza część sesji dawała jeszcze nadzieję
inwestorom, że to nie koniec wzrostowej korekty na GPW - główne indeksy walczyły
o pozostanie powyżej ważnych poziomów, ale po zakończeniu notowań WIG20 znalazł
się grubo poniżej 2600 pkt., a WIG nie obronił 40 tys. pkt. Z punktu widzenia
analizy technicznej średnia z 50 notowań zadziałała skutecznie jako opór i
perspektywy na najbliższe dni nie rysują się w różowych barwach. Można pocieszać
się, że niewielkie obroty nie potwierdziły silnej przeceny na warszawskim
parkiecie, ale przeciwnicy tej tezy od razu zwrócą uwagę, że aktywność
inwestorów spadała z sesji na sesję już od początku sierpnia, co przemawiało za
brakiem wiary w utrzymanie wzrostów rozpoczętych w połowie lipca. We wtorek
najmocniej taniały papiery spółek z grupy Ryszarda Krauze - akcje Biotonu i
Polnordu przeceniono o 7,5 proc., co należy wiązać z informacjami o sprzedaży
udziałów firmie biotechnologicznej za ok. 450 mln PLN.
GIEŁDY W EUROPIE
We wtorek na europejskich parkietach zapowiadał się
interesujący dzień za sprawą wielu ważnych publikacji makroekonomicznych, ale
posiadacze akcji nie mieli powodów do zadowolenia, bo większość indeksów
giełdowych traciła pod koniec sesji ok. 2 proc. Negatywnie zaskoczyły ceny
producentów w Niemczech i USA, które były w lipcu wyższe niż przed rokiem
odpowiednio o 8,9 proc. i 9,8 proc., czyli rosły znacznie szybciej niż
oczekiwano. Natomiast rynek nieruchomości w Stanach zgodnie z przewidywaniami
analityków pokazał, że końca kryzysu nie widać, bo liczba nowych pozwoleń oraz
rozpoczętych budów domów spadły do najniższych poziomów od 17 lat. Tuż po
otwarciu sesji na Wall Street papiery pożyczkodawców Fannie Mae oraz Freddie Mac
były najtańsze od 20 lat, ponieważ akcjonariusze tracą wiarę w powodzenie
rządowego planu ratunkowego dla gigantów gwarantujących co drugi kredyt
hipoteczny w USA.
WALUTY
Euro zanotowało dziś nowy najniższy poziom wobec dolara w
obecnym trendzie spadkowym - rano było to 1,4616 USD (aż 14 centów poniżej
szczytu sprzed miesiąca). Później sytuacja poprawiła się nieznacznie, ale
inwestorzy mają problem z interpretacją danych z USA. Są prodolarowe, bo
przyspieszą podwyżkę stóp, czy może antydolarowe, bo potwierdzają
stagflację?
Złoty dostosował się do tych rozterek i naśladował zachowanie
euro. Dolar podrożał u nas do 2,264 PLN, euro podrożało do 3,325 PLN, a frank do
2,062 PLN.
SUROWCE
Cena ropy spadła dziś na moment poniżej 111 USD i wygląda na
to, że zadomowiła się między 110-115 USD. Od sześciu dni nie mamy de facto do
czynienia z kontynuacją spadku cen ropy, lecz jej stabilizacją na obecnych
poziomach. Moment w sam raz (wobec powtarzających się opinii o przekłuciu bańki
spekulacyjnej) do rozpoczęcia odreagowania, ale najpierw musiałby się do tego
znaleźć dobry powód.
Miedź w zasadzie nie zmieniła ceny w porównaniu do
poniedziałku, a złoto przeżywało dziś turbulencje poniżej 800 dolarów za uncję
(schodząc nawet o 15 dolarów od dziennego szczytu).
KOMENTARZ PRZYGOTOWALI
Emil Szweda - wydarzenie dnia, waluty; Łukasz
Wróbel - GPW, giełdy zagraniczne, surowce. Open Finance