Open source zaistniało w business intelligence

Kamil Kosiński
opublikowano: 2010-02-10 00:00

Wartość sprzedaży business intelligence kurczy się już drugi rok. Część firm postawiała na bezpłatne programy.

Wartość sprzedaży business intelligence kurczy się już drugi rok. Część firm postawiała na bezpłatne programy.

Wstępne dane biura analitycznego DiS wskazują, że sprzedaż oprogramowania business intelligence (BI) w 2009 r. spadła o około 8 proc. W 2008 r. było to prawie 5 proc. Mimo to DiS uważa, że zważywszy na kryzys gospodarczy, ta dynamika dobrze świadczy o popycie na software analityczny.

— Rynek business intelligence maleje, ale jego wartość nie spada tak szybko jak rynku IT ogółem. Spadek o osiem procent to nie kilkanaście procent, jakie dotyczy innych gałęzi informatyki — komentuje Andrzej Dyżewski, właściciel firmy analitycznej DiS.

Przybywa użytkowników

Zdaniem Andrzeja Dyżewskiego kryzys gospodarczy nie wpłynął wprost na zmniejszenie liczby wdrożeń oprogramowania BI w Polsce. Software tego typu jest bowiem postrzegany jako narzędzie wspomagające kontrolę kosztów i optymalizację biznesu, a co za tym idzie — chętnie sięgają po nie coraz to nowe firmy.

— Nowych użytkowników oprogramowania business intelligence jest coraz więcej. Nie przekłada się to jednak na wzrost rynku mierzonego wartością sprzedawanych licencji, bo w podczas kryzysu przeciętna licencja staniała. Wynika to zarówno z większej skłonności producentów do negocjowania cen, jak i z coraz częstszego wykorzystywania bezpłatnych aplikacji analitycznych typu open source. W przypadku tych ostatnich płaci się tylko za usługi wdrożeniowe, a jeśli potrafi się je skonfigurować samemu, to nawet tych kosztów nie ma — tłumaczy Andrzej Dyżewski.

Z analiz DiS wynika, że w Polsce jest wykorzystywanych 110 programów typu BI, z czego aplikacje bezpłatne stanowią około 10 proc. To ewenement. Bo wśród oprogramowania typowo biznesowego — np. systemów ERP — dotychczas w zasadzie nie było produktów bezpłatnych. Ale do produktów analitycznych typu open source trzeba mieć pewien dystans.

— Większość tych programów to w zasadzie rozbudowane arkusze kalkulacyjne — uważa Andrzej Dyżewski.

Chociaż przyznaje, że są w tej grupie również aplikacje bardziej zaawansowane, zawierające funkcje filtrowania danych.

Z uczelni do biznesu

Niezależnie od funkcjonalności programy analityczno-statystyczne typu open source będą jednak zyskiwały popularność.

— Pojawiają się na uniwersytetach. Tam są lokalizowane i wykorzystywane. Studenci kończą naukę i przechodzą do biznesu, można więc oczekiwać, że przynajmniej niektórzy będą mieli wpływ na to, że programy, z którymi zetknęli się na studiach, zaczną pracować w firmach — zauważa Andrzej Dyżewski.

Kamil Kosiński