PB Po Godzinach
Partnerem cyklu EKO jest logo Provident

Opera wyzwala dobre emocje

opublikowano: 23-07-2021, 14:30

Kultura i natura – tego potrzebuje Andrzej Wodzyński, właściciel Grupy Tubądzin, by odpocząć po pracy. Bliski mu jest zarówno prestiż Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, jak i nostalgia regionalnego muzeum w Tubądzinie. Kiedy zaś chce się wyciszyć, wyrusza w „kulturalną dzicz”, czyli wciąż dziewicze, lecz bardzo dobrze utrzymane lasy wokół Bornego Sulinowa.

Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie

Przeżycie artystyczne:
Przeżycie artystyczne:
„Cardillac” Paula Hindemitha, ostatnia premiera tego sezonu w TWON, to wspaniałe, emocjonujące dzieło. Poruszające, jak z innego obszaru. Różniące się od tych, do których przywykliśmy na światowych scenach operowych. Powiedziałbym, że to próba przekroczenia granic teatru – uważa Andrzej Wodzyński, właściciel Grupy Tubądzin.
Marek Wiśniewski

To, co jest czynione w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, zasługuje na najwyższe uznanie. Reżyser Mariusz Treliński ma odkrywcze spojrzenie na każde dzieło – choćby z tego powodu warto uczestniczyć w kolejnych wydarzeniach kulturalnych w TWON. Każdy spektakl jest przeżyciem, człowiek wychodzi stamtąd uwznioślony, przeżywa katharsis. Przedstawienia długo pozostają w mojej pamięci – odtwarzam sobie w głowie epizody i na nowo je przeżywam.

Nowe spojrzenie:
Nowe spojrzenie:
„Cardillac” w TWON zyskał nietuzinkową oprawę: nowatorską scenografię Borisa Kudlički z ekranami, na których migoczą obrazy, świecącymi neonami i obotowymi dekoracjami.
Krzysztof Bielinski

Obejrzałem wiele spektakli operowych na świecie, ale żaden nie wywarł na mnie tak wielkiego wrażenia jak „Cardillac” Paula Hindemitha, ostatnia premiera tego sezonu w TWON. To nie tylko opera, lecz całe spektrum – połączenie śpiewu z teatrem, filmem, sztukami wizualnymi – do którego zaprzęgnięto wielkie talenty i technologię. Do tego ciekawy wątek kryminalny: libretto „Cardillaca” skupia się na tajemniczych morderstwach o podłożu rabunkowym. Wystąpili niezapomniani artyści, przede wszystkim dysponujący wspaniałym głosem, wyrazisty, utalentowany aktorsko Tomasz Konieczny w roli tytułowej. Jestem pod wrażeniem, że dyrektorowi Waldemarowi Dąbrowskiemu udało się zgromadzić takie tuzy. To trudna opera – nie wychodzi się z teatru, nucąc ją sobie pod nosem – a jednak przeżycie jest niesamowite. Całości dopełnia nowatorska scenografia Borisa Kudlički z ekranami, na których migoczą obrazy, świecącymi neonami, obracającymi się dekoracjami… To wszystko świadczy o ogromnym talencie, zaangażowaniu i wrażliwości artystów związanych z Operą Narodową. W rezultacie powstało wspaniałe, emocjonujące dzieło. Poruszające, jak z innego obszaru. Różniące się od tych, do których przywykliśmy na światowych scenach operowych. Powiedziałbym, że to próba wyjścia poza ramy teatru. Oczywiście ze względu na swoją niekonwencjonalność „Cardillac” nie każdemu musi się podobać, ale na pewno każdy widz znajdzie w Operze Narodowej coś, co wywrze na nim wrażenie. To specyfika naszej Opery – powstają tam dzieła wyjątkowo różnorodne.

Operowy kryminał:
Operowy kryminał:
Libretto „Cardillaca” skupia się na tajemniczych morderstwach o podłożu rabunkowym.
Krzysztof Bielinski

Dla mnie Opera Narodowa jest fascynującym miejscem. Wyzwala dobre emocje. To nasza duma narodowa. Spotykają się w niej tradycja i nowoczesność. Opera jednak to nie tylko przedstawienia – zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem pobytu w gmachu Teatru Wielkiego. To miejsce niezwykle prestiżowe. Każdy producent chciałby w nim w jakimś stopniu zaistnieć. Poza tym ja i moi współpracownicy lubimy spektakle, zdarza się nam wspólnie uczestniczyć jako widzowie w kolejnych odsłonach operowych dzieł. Naszą ambicją było zaznaczenie obecności Tubądzina w tym wspaniałym miejscu. To było pragnienie nie tylko moje, lecz także przyjaciół, z którymi współpracuję. Stąd decyzja o partnerstwie firmy przy spektaklu „Cardillac”.

Muzeum Walewskich w Tubądzinie – Oddział Muzeum Okręgowego w Sieradzu

Pasja:
Pasja:
Muzeum w Tubądzinie stara się kontynuować działalność Kazimierza Walewskiego, który przez 50 lat zbierał pamiątki i wiadomości dotyczące rodziny Walewskich.
Dawid Lasocinski / Forum

Otoczenie, w jakim żyjemy, powinno wywoływać pozytywne emocje, bo wtedy człowiek ma wenę twórczą i chęć do pracy. Między innymi dlatego prowadzę działalność w niewielkich miejscowościach. Pierwszą firmę otworzyliśmy w Tubądzinie koło Sieradza. Miejscem, które stało się mi bliskie, jest Muzeum Walewskich urządzone w otoczonym pięknym parkiem dworze z drugiej połowy XVIII w. Początkowo ta niewielka posiadłość należała do Macieja Zbijewskiego, kasztelana konarskiego sieradzkiego. W 1891 r. została przejęta przez Kazimierza Stanisława Walewskiego herbu Kolumna: historyka amatora, admiratora dziejów swojego rodu i całej Ziemi Sieradzkiej. Zgromadził w Tubądzinie cenne zbiory – od paleontologicznych przez archiwalia na rodowych pamiątkach kończąc. Wiele z tych zabytków straciliśmy w czasie II wojny światowej, bo po 1939 r. dwór zajęli osadnicy niemieccy i część zbiorów uległa zniszczeniu lub rozproszeniu. Po wojnie majątek rozparcelowano, a dwór zamieniono na mieszkania dla pracowników rolnych miejscowego PGR-u, więc można sobie wyobrazić, w jakim tempie niszczał. Szczęśliwie w latach 70. XX w. zapadła decyzja o utworzeniu w dworze Muzeum Okręgowego w Sieradzu z filią w Tubądzinie. Dziś możemy tam oglądać niezwykłe zbiory obrazów i mebli w charakterystycznych dworskich wnętrzach – salonie, bawialni, bibliotece, sypialni, gabinecie z przełomu XIX i XX w. Ozdobą kolekcji są portrety Walewskich z XVII–XX w., a także meble z gabinetu… Bolesława Prusa. W nienaruszonym stanie. To fascynujące, że stykamy się ze sprzętami, na których nasz wielki powieściopisarz siedział, rozmyślał, tworzył.

Świadkowie historii:
Świadkowie historii:
W Muzeum Walewskich można obejrzeć portrety olejne Walewskich, zabytki ze szkła i porcelany, rodowe srebra, bogatą bibliotekę, w tym starodruki i meble z XVIII i XIX w. Dwór otoczony jest zabytkowym parkiem o powierzchni 3 ha.
Dawid Lasocinski / Forum

Jeżeli ktoś chce zażyć ciszy, kontemplować naturę – w parku zachowały się drzewa pomniki przyrody – i przy okazji zdobyć trochę wiedzy historycznej, warto odwiedzić Muzeum Walewskich. To piękne miejsce, napawające nostalgią. Można się zanurzyć w przeszłości Polski i uświadomić sobie, że rody szlacheckie to nie tylko liberum veto, lecz także ludzie, którzy tworzyli podwaliny naszej kultury. Wychodzi się stamtąd w dobrym nastroju.

Lasy wokół Bornego Sulinowa

Cud natury:
Cud natury:
Wrzosowiska Kłomińskie są największym skupiskiem wrzosów w Polsce i jednym z największych w Europie. Znajdują się na terenie dawnego poligonu wojskowego w pobliżu Bornego Sulinowa.
Dariusz Gorajski / Forum

Kiedy miałem 10–12 lat, zaczytywałem się przygodami Tomka, bohatera powieści Alfreda Szklarskiego, które przeżywał na różnych kontynentach. Duże wrażenie zrobiła też na mnie książka „Kanada pachnąca żywicą” Arkadego Fiedlera. Miałem w głowie wyidealizowany obraz tamtejszych lasów i marzyłem, żeby je zobaczyć. Kiedy w końcu pojechałem do Kanady, przeżyłem ogromne rozczarowanie. U nas można spacerować po leśnych ostępach i chłonąć piękno przyrody, tymczasem w Kolumbii Brytyjskiej nastąpiła tak wielka degradacja lasów zaatakowanych przez kornika, że nie sposób do nich wejść – drzewo wali się na drzewo, przez pół godziny da się pokonać zaledwie 20 metrów, przedzierając się w gąszczu, idąc po powalonych pniach, opędzając się od chmar komarów. Dlatego uważam, że zła opinia o zarządzaniu polskimi lasami jest niezasłużona.

Z lotu ptaka:
Z lotu ptaka:
Dom Oficera to najbardziej charakterystyczny obiekt miasteczka, przypominający o jego wojskowej przeszłości. Okazała budowla powstała w latach 30. XX w., gdy Niemcy budowali w Bornem bazę dla poligonu wojsk pancernych. Szkolono tu m.in. oficerów i podoficerów jednostek pancernych generała Heinza Guderiana. W części budynku od strony jeziora mieściło się kasyno oficerskie i sala widowiskowa.
AdobeStock

Jestem emocjonalnie związany zwłaszcza z lasami wokół miejscowości Borne Sulinowo w Zachodniopomorskiem. W Niemczech hitlerowskich miasteczko nazywało się Gross Born i w jego pobliżu znajdował się poligon, na którym żołnierze Wehrmachtu szkolili się przed napaścią na Polskę w 1939 r. W 1945 r. poligon przejęła Armia Czerwona i użytkowała do 1992 r. W tym czasie Borne Sulinowo było wyłączone spod administracji polskiej – to miejsce nie istniało, tego terenu nie było na mapie. Dlatego tak mi się podoba – w wyniku tych zaszłości nie ma tu ma przemysłu, jest za piękna przyroda: zaciszne jeziorka, czyste potoki, przepastne lasy, dużo zwierząt, którym można się przyglądać. To teren niezadeptany przez turystów. Wielki obszar, który można przemierzać w ciszy i spokoju. Pociąga mnie, że nieraz idzie się lasem przez kilka godzin i nie spotyka się człowieka, nie spotyka się osady. Nazwę to „kulturalna dzicz”, bo lasy są pielęgnowane, dobrze prowadzone, a jednocześnie bezludne. Ma to dla mnie nieodparty urok. Takie miejsca mnie radują.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane