Dystrybutorzy energii chcą podnieść taryfy, bo obecne wymuszają cięcie inwestycji. Regulator nie widzi powodu.
Kryzys to najlepszy moment na inwestowanie w infrastrukturę — uważają operatorzy energetycznych sieci dystrybucyjnych.
— Powinniśmy wykorzystać ten czas, żeby nadrobić zaległości w inwestycjach infrastrukturalnych. Polskie sieci są kilkakrotnie mniej zagęszczone niż zachodnioeuropejskie. Nasz system bardziej przypomina infrastrukturę niektórych krajów azjatyckich. Sieci nie są przystosowane do przyłączania źródeł odnawialnych — przekonuje Artur Różycki, szef Enei Operator i prezes Polskiego Towarzystwa Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej (PTPiREE).
Skala potrzeb jest ogromna.
— Z naszych szacunków wynika, że dwaj operatorzy z północnej i północno-zachodniej Polski, Energa i Enea, musieliby zainwestować w sieci aż 7 mld zł, żeby przyłączyć wszystkie planowane na ich terenie źródła odnawialne — dodaje szef PTPiREE.
Operatorzy przekonują również, że inwestowanie w kryzysie będzie tańsze, bo stanieją usługi, i pomoże złagodzić jego skutki, zapewniając zajęcie zewnętrznym firmom. Problem w tym, że jak twierdzą, nie stać ich na inwestycje. Energa Operator deklaruje, że w tym roku okroiła plan inwestycyjny z ponad 1,1 mld zł do 600-700 mln zł. Enion zredukował budżet sieciowy z 410 do 345 mln zł, a EnergiaPro z 400 do 300 mln zł. Jeśli w przyszłym roku ta tendencja się utrzyma, z inwestowaniem w sieci będzie jeszcze gorzej.
— W czasie, w którym należałoby przyspieszyć inwestycje, stawki opłat dystrybucyjnych są zamrożone lub rosną minimalnie. Zdajemy sobie sprawę, że wzrost cen jest szczególnie dotkliwy podczas kryzysu, ale przeciętna rodzina znacznie więcej wydaje na telefony komórkowe niż na energię — mówi Artur Różycki.
Większość operatorów już złożyła w Urzędzie Regulacji Energetyki (URE) wnioski o podwyżkę taryf. Spółki oczekują kilkuprocentowego wzrostu cen, co dla przeciętnego gospodarstwa domowego oznaczałoby 5-7 zł miesięcznie więcej na rachunku.
Regulator jest zdziwiony, że dystrybutorzy chcą korygować cenniki. Nie widzi powodów.
— Ja też jestem zdania, że kryzys to najlepszy czas na inwestycje infrastrukturalne. Zatwierdziliśmy jednak niedawno taryfy na podstawie wniosków przedsiębiorstw, akceptując ich plany inwestycyjne. Od tego czasu warunki na rynku nie uległy zasadniczej zmianie — mówi Mariusz Swora, prezes URE.
Spółki twierdzą, że do cięcia budżetów zmuszają je narzucone przez regulatora stawki za energię, którą dystrybutorzy kupują, żeby bilansować straty. Ich zdaniem, są zbyt niskie w stosunku do cen kontraktowych. Jednak w opinii prezesa URE, nie ma podstaw do ich rewizji.
— Cena, którą przyjęliśmy za podstawę do kalkulacji taryf, była projekcją na cały rok. Ostatnie notowania na giełdzie i rynku bilansującym są na jej poziomie lub nawet nieco poniżej — mówi Mariusz Swora.
Regulator dodaje, że — mimo wszystko — indywidualnie zbada każdy wniosek o podwyżkę.
1,12
mld zł Tyle chciała zainwestować w sieci gdańska Energa. Właśnie przycina plany do 600-700 mln zł.