Operatorzy walczą ze złodziejami
Mimo ciągłego udoskonalania systemów zabezpieczających, wciąż dochodzi do kradzieży impulsów telefonicznych. Pomysłowość złodziei nie zna granic.
Problem kradzieży impulsów dotyka operatorów sieci zarówno telefonii komórkowej jak i stacjonarnej. Stosują oni coraz wymyślniejsze systemy zabezpieczeń.
Przepisy w Internecie
— Nie można mówić o całkowicie bezpiecznych sieciach. Wpływa na to m.in. prawo budowlane, które nie uwzględnia telefonu w wymogach dotyczących obiektów. W związku z tym przewody telefoniczne instalowane są na zewnątrz, a nie wewnątrz murów — informuje Piotr Gawron z TP SA.
Netia, operator telefonii stacjonarnej, od początku swej działalności stara się montować centralki i kable telefoniczne w ziemi.
— Chcemy w ten sposób utrudnić możliwość nielegalnych podłączeń — mówi Jolanta Ciesielska z Netii.
Ochrona przed złodziejami jest o tyle trudna, że pomysły na łamanie zabezpieczeń można znaleźć w Internecie.
— Są one przez nas pilnie obserwowane i w miarę możliwości sprawdzane, ponieważ w każdym z nich może tkwić odrobina prawdy — przyznaje Piotr Gawron.
Najczęściej impulsy telefoniczne są kradzione przez wpinanie się pod wiszące kable albo przez oszustwa dokonywane przy aparatach publicznych.
— Wprowadzamy nowe formy zapisu na kartach magnetycznych, aby stały się one trudniejsze do podrobienia. Nowością są karty chipowe, które uważa się za niemożliwe do podrobienia — twierdzi Piotr Gawron.
Pomysłowość złodziei nie zna granic. Zdarzają się przypadki zakładania fikcyjnej spółki i rejestrowania na nią numeru zaczynającego się na 0-700, na który następnie dzwoni się choćby z wynajętego mieszkania. Piotr Gawron podkreśla, że pomaga zablokowanie dostępu do numeru 0-700. Poza tym osoba wynaj-mująca mieszkanie może wcześniej ustalić limit rachunku lub po prostu zawiesić możliwość korzystania z telefonu.
Na cudze dokumenty
Zmorą operatorów sieci komórkowych jest kupowanie aparatów na cudze, zwykle kradzione dokumenty.
Jak informuje przedstawiciel Plus GSM, transakcje tego typu nie stanowią dużego udziału we wszystkich umowach, ale przynoszą szkodę. Era GSM też zna ten problem. Robert Niczewski z Polskiej Telefonii Cyfrowej informuje, że w Lęborku około 100 osób otrzymawszy po 20 zł zgodziło się użyczyć swoich dokumentów do zakupu telefonów. Sprawa ta znalazła swój finał w sądzie, który wydał wyrok na korzyść operatora.
— Takie sytuacje powodują, że staramy się zaostrzać formalności w momencie zakupu — informuje przedstawiciel Plus GSM.
Osoby pokrzywdzone w tego typu sprawach mogą zwrócić się do operatorów z reklamacją.
— Do momentu jej rozpatrzenia, abonent zobowiązany jest do zapłacenia kwoty równej średniej z ostatnich trzech miesięcy — dodaje Piotr Gawron.
Patrycja Otto