Większość miast i gmin nie zdecydowała się jeszcze na wprowadzenie opłat adiacenckich.
Opłaty z tytułu wzrostu wartości nieruchomości mają zasilać budżety gmin. Od postanowień każdej gminy zależy jednak, czy będzie ona obowiązywać na jej terenie. Sporną kwestią pozostaje pytanie: czy korzystniej jest wprowadzić opłatę adiacencką czy z niej zrezygnować. W tym drugim przypadku jest szansa, że inwestorzy chętniej będą kupować nieruchomości, a w przyszłości kasa gminna wzbogaci się dzięki podatkom lokalnym.
Rada gminy może ustalić opłatę adiacencką o maksymalnej wysokości 50 proc. różnicy wartości nieruchomości przed i po dokonaniu czynności podnoszących jej wartość (podziału, scalenia lub uzupełnienia infrastruktury). Ustalenie wysokości opłaty jest bardzo skomplikowane. Duży problem stanowi sama wycena nieruchomości, ze względu na dość niestabilną sytuację na rynku nieruchomości.
— Ciężko jest na przykład ustalić stawkę opłat z tytułu wzrostu wartości nieruchomości spowodowanego budową urządzeń infrastrukturalnych, na przykład dla terenów przeznaczonych pod rozbudowę. Nie ma także sensu naliczać takiej opłaty w nie rozwiniętym mieście, w którym do obowiązków samorządów należy zapewnienie mieszkańcom podstawowej infrastruktury — twierdzi Wojciech Dyakowski, dyrektor Wydziału Geodezji, Katastru i Inwentaryzacji UM w Łodzi.
Dotychczas część samorządów lokalnych zdecydowała się na wprowadzenie opłat w przypadku wzrostu wartości nieruchomości w wyniku jej podziału. Tylko nieliczne z nich pobierają świadczenia z tytułu wzrostu wartości nieruchomości spowodowanego budową urządzeń infrastrukturalnych.
Zdaniem Wojciecha Dyakowskiego, gmina powinna mieć prawo do czerpania korzyści finansowych jeżeli właściciel nieruchomości dokonuje jej podziału.
— Dzieląc nieruchomość, właściciel kieruje się chęcią powiększenia swojego majątku. Może podwyższyć wartość nieruchomości, a przy tym prawie nie musi w nią inwestować — uważa Wojciech Dyakowski.
Jednak w wielu gminach opłaty takie nie zostały w ogóle uchwalone. Wynika to z obawy władz miejskich przed ucieczką inwestorów.
— Urządzenia infrastruktury technicznej w większości znajdują się na terenach prywatnych należących do tych samych osób, które zostałyby obciążone opłatami adiacenckimi. W takiej sytuacji należy spodziewać się, że o wysokość przewidywanych opłat podniosłyby się ceny gruntów wykupywanych pod realizację inwestycji. Może to podnieść koszta inwestycji i tym samym doprowadzić do zmniejszenia ich ilości — mówi Witold Gadowski, rzecznik UM w Krakowie.
Miastem, które zlekceważyło obawy związane z utratą potencjalnych inwestorów, jest Łódź. Rada miasta uchwaliła najwyższą stawkę opłaty adiacenckiej.
— Po upadku większości zakładów przemysłowych, ich majątkiem zarządzają likwidatorzy lub toczy się wobec nich postępowanie upadłościowe. Często likwidator wybierał najatrakcyjniejszą część obiektu lub gruntu, sprzedawał ją, natomiast z resztą nieruchomości nic nie robił przez całe lata. Po wprowadzeniu opłaty adiacenckiej, taka transakcja likwidatorowi przestaje się opłacać. W ten sposób udaje się zachować historyczne granice nieruchomości — zapewnia Wojciech Dyakowski.
W chwili obecnej zarząd miasta wszczął 27 spraw. Zainteresowani właściciele nie kwestionują wysokości opłaty adiacenckiej, tylko wycenę nieruchomości.
Procesy scalania lub podziału nieruchomości mają ułatwić proces inwestycyjny. Wprowadzenie opłaty adiacenckiej może utrudniać ich przebieg.
— Przepis ten powstał po to, aby ułatwić gospodarowanie nieruchomościami. Jeżeli inwestor musiałby przeprowadzać te prace na własny koszt, inwestycja przestałaby mu się opłacać. Wiele gmin potraktowało jednak ten podatek jako możliwość zarabiania pieniędzy — mówi Tomasz Błeszyński z Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.
Jego zdaniem, opłaty adiacenckie powinny być jak najniższe lub nie należy ich wprowadzać w ogóle.
— Nie zapominajmy, że opłata adiacencka stanowi tylko jeden z elementów opłat lokalnych. Gminy podczas przygotowania terenu nie powinny obarczać inwestorów dodatkowymi kosztami.W przyszłości uzyskają większe przychody z tytułu opłat lokalnych z funkcjonującej już inwestycji — mówi Tomasz Błeszyński.