Opłaty likwidacyjne nie zabolały Aegona

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2012-12-11 00:00

Firma, której przegrana w sądzie zatrzęsła rynkiem ubezpieczeniowym, wychodzi z kryzysu obronną ręką.

Co dalej z opłatami likwidacyjnymi — to od miesiąca jeden z głównych tematów dla ubezpieczycieli życiowych. Wszystko przez sprawę, którą przed sądem przegrał Aegon. W efekcie wysokie kary, które przez lata płacili klienci za zerwanie przed czasem umowy ubezpieczenia z funduszem kapitałowym, zostały uznane za niezgodne z prawem.

To mocny cios dla rynku życiowego, bo polisy typu unit-linked (ubezpieczenie na życie połączone z inwestycją) są bardzo popularne. Najlepiej na całym zamieszaniu wyszła firma, która je rozpoczęła. Jak mówi Michał Biedzki, prezes Aegona, tuż po przegranej sprawie odeszła od tradycyjnych opłat likwidacyjnych.

Zastąpiła je konstrukcjami, które gwarantują ubezpieczycielowi zwrot kosztów sprzedaży produktu i nie uderzają za mocno klientów po kieszeni. Ubezpieczyciel potrąca np. z pierwszej składki koszty, które poniósł, by pozyskać klienta. Są one dokładnie kwotowo opisane w umowie i zwracane w chwili jej zakończenia.

— Te rozwiązania są dla klientów bardziej korzystne niż wcześniej stosowana konstrukcja opłaty likwidacyjnej. Poinformowaliśmy o nich Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i do tej chwili nie otrzymaliśmy żadnych zastrzeżeń — podkreśla prezes. Tak szybka reakcja była możliwa dzięki temu, że Aegon już wcześniej przygotował się do potencjalnej porażki w sądzie. Według prezesa, przejście całej ścieżki sądowej to efekt świadomej decyzji firmy.

— Od samego początku nie chcieliśmy zawrzeć ugody z klientami, co może mieć nam za złe część rynku. Naszym celembyła weryfikacja stanu prawego — mówi Michał Biedzki.

Prezes Aegona zapewnia, że dodanie zapisów o opłatach likwidacyjnych do rejestru klauzul niedozwolonych nie spowodowało masowej ucieczki klientów. Ubezpieczyciel ma obecnie około 150 tys. aktywnych polis unit-linked (z czego około 25 proc. jest tak starych, że opłaty ich już nie dotyczą) i do tej pory zaledwie 50 klientów zdecydowało się zakwestionować opłaty.

Jednak w przyszłości może być ich więcej, bo wyrok sądu działa wstecz i dotyczy zapisów w umowach zawartych wcześniej. Ta niepewność to główna bolączka Aegona. Ubezpieczyciel nie obawia się natomiast pozwu zbiorowego, który przeciwko niemu (i sześciu innym ubezpieczycielom)chce złożyć grupa klientów wspierana przez warszawską kancelarię LWB.

— Cały czas zbieramy zgłoszenia od klientów firm ubezpieczeniowych. Mamy ich już ponad 500 — mówi Anna Lengiewicz, wspólnik zarządzający w kancelarii LWB. Deklaruje, że złożenia pierwszych pozwów należy spodziewać się w styczniu, bo kancelaria czeka jeszcze na stanowisko rzecznika ubezpieczonych w tej sprawie.

Oprócz Aegona tylko Nordea Życie zareagowała na kryzys w opłatach likwidacyjnych i zawiesiła sprzedaż produktów unit-linked ze składką regularną. Pozostali ubezpieczyciele nie podejmują na razie żadnych działań. W Polskiej Izbie Ubezpieczeń trwają prace nad znalezieniem wyjścia z sytuacji.