Opłaty nie muszą rosnąć
Będąc z wizytą w Postbanku, największym holenderskim banku detalicznym, obsługującym ponad osiem milionów rachunków oszczędnościowo-rozliczeniowych, dowiedziałem się, że aż 65 proc. pieniędzy, które zarabia bank, pochodzi z opłat klientów za prowadzenie ich kont. W Polsce udział opłat i prowizji w zyskach banków to nie więcej niż 15 proc.
BANKOWCY zdają sobie sprawę z tego, że ten stan rzeczy należy zmienić — operacje międzybankowe i bankowość inwestycyjna — główne źródło zysków większości instytucji finansowych — narażone są na wahania koniunktury. Doskonałym przykładem tego jest trwający kryzys na światowych rynkach — a przede wszystkim załamanie rosyjskie, które zmusiło największe banki do stworzenia rezerw na rosyjskie ryzyko.
JAK JEDNAK doprowadzić do tego, by opłaty od klientów za wszystkie te czynności, które ułatwiają życie posiadaczowi rachunku, uzyskały poważniejsze miejsce w zyskach banku? Na pewno nie podwyższając ich ani nie rozszerzając tabeli prowizji na każdą czynność wykonywaną przez bank, jak to czyni jeden z największych detalistów w Polsce.
WYJŚCIE jest proste — maksymalnie podnieść jakość usług, a wtedy klienci sami przyjdą do banku. Za to, że posiadają rachunek w dobrym banku, z chęcią zapłacą niewielkie stawki. I tak — grosz do grosza... Osiągnięcie tego wymaga wielu lat ciężkiej pracy. Łatwiej, choć ryzyko większe, zarobić gdzie indziej.