Opole nie chce Niemca w energetyce

Miasto, w którym rządzi PiS, wolałoby współpracować z PGE. Wypychanie niemieckiego E.ON z ciepłowniczej spółki może potrwać lata

Bywa tak w życiu, bywa i w biznesie. Jeden mówi: „już cię nie chcę”, drugi na to: „nie odejdę”. Najświeższy przykład to Opole, gdzie miasto nie chce już współpracować z niemieckim koncernem E.ON a E.ON chce. Skłóceni partnerzy sparaliżowali na razie Energetykę Cieplną Opolszczyzny (ECO), jedną z większych firm ciepłowniczych w kraju. Zanosi się na spór na wiele lat.

SPORY I PROTESTY:
Wyświetl galerię [1/2]

SPORY I PROTESTY:

ECO zatrudnia blisko tysiąc osób, które w sporze E.ON. z miastem popierają niemieckiego inwestora. Dotychczas załoga miała też przedstawicieli w radzie, ale wczoraj ich odwołano. [FOT. SŁAWOMIR MIELNIK

Nie chcę, nie sprzedam

ECO to cenna firma. Jest zarazem wytwórcą i dystrybutorem ciepła, świadczy usługi na terenie dziesięciu województw, a jej strategia zakłada wzrost przychodów do 500 mln zł w 2016 r. Od wczoraj rada nadzorcza ECO jest jednak sparaliżowana, bo akcjonariusze nie porozumieli się co do jej obsady. W efekcie na wczorajszym walnym zgromadzeniu miasto Opole, które ma 53,3 proc. akcji ECO, odwołało z rady trzech przedstawicieli E.ON (ma 45,7 proc.) i trzech przedstawicieli pracowników (którzy popierają niemieckiego akcjonariusza), pozostawiając tylko jednego przedstawiciela miasta. Do powołań nie doszło, bo wymagają większości ¾ głosów. Opole nie kryje, że Niemców już po prostu nie chce.

— Opole byłoby zachwycone, mogąc współpracować przy ECO z PGE [największa firma energetyczna w kraju, kontrolowana przez państwo — red.]. Taka współpraca dałaby korzyści mieszkańcom — mówi Mateusz Magdziarz z biura prasowego urzędu miasta.

— Nie planujemy sprzedaży naszych akcji. Jesteśmy długoterminowym inwestorem — odpowiada tymczasem Mariusz Majkut, przedstawiciel koncernu E.ON. E.ON deklaruje, że zaproponuje zatrudnienie profesjonalnego mediatora.

— Jesteśmy otwarci na rozmowy o współpracy, ale na zasadach partnerskich — mówi Piotr Łebek, partner w kancelarii Hryniów, Łebek i Partnerzy, pracującej dla miasta. Trudno przewidzieć, czy mediacja pomoże, skoro spór trwa od ponad roku i tylko się zaognia.

Gra w politykę

E.ON jest obecny w akcjonariacie ECO od 2006 r. Wtedy odkupił akcje od gmin. O konfliktach nie było nic słychać aż do wyborów samorządowych w 2014 r. Zwycięska ekipa szybko poskarżyła się opolskiej opinii publicznej, że de facto nie ma wpływu na działalność ECO. Skłócone strony najchętniej mówią o prawnych aspektach sporu.

O statucie, o prawie do powoływania członków rady nadzorczej i zarządu, o tworzeniu spółek zależnych, a także o interpretacjach rozmaitych ustaw. Sądy mają co robić — od 2014 r. sąd wypowiadał się już kilkanaście razy w sprawie ECO, wydając decyzje o zabezpieczaniu przedmiotów sporu, ważności uchwał etc. I miasto, i Niemcy sięgnęli po profesjonalne kancelarie prawne, wyspecjalizowane w sporach korporacyjnych. Mniej chętnie strony mówią o politycznych aspektach sporu.

W radzie nadzorczej ECO zasiadał do niedawna Janusz Kowalski, wpływowy polityk PiS, były wiceprezydent Opola, a dziś wiceprezes PGNiG, państwowego giganta gazowego. Polityk był silnie zaangażowany w spór wokół ECO i nie krył, że spółki infrastrukturalne powinny być, według niego, w rękach państwa. Z urzędu miasta płyną też sygnały, że znaczenie w tym sporze ma wielka polityka — E.ON. zaangażował się we współpracę z rosyjskim Gazpromem przy gazowym projekcie Nordstream 2. PGNiG ostro krytykuje ten projekt.

— Trudno nie mieć takiego wrażenia, ale absurdalne jest łączenie tych wątków. Gdzie Rzym, gdzie Krym? — mówi Mariusz Majkut, pytany o to, czy w sporze z miastem dostrzega wielką politykę.

Wypychanie bloków

Najmniej chętnie strony mówią zaś o aspekcie biznesowym i pracowniczym tego sporu. Oskarżają się nawzajem albo o przywiązanie do synekur (miasto o E.ON), albo o „rajd na spółkę” (E.ON o politykach). Miasto domaga się też, by E.ON w większym stopniu zaangażował się w życie miasta. — Mówimy tu np. o sporcie czy akcjach charytatywnych — podkreśla Mateusz Magdziarz.

— Jesteśmy otwarci na rozmowy o większym zaangażowaniu w sprawy miasta — twierdzi tymczasem Mariusz Majkut.

Współpraca z PGE, o której mówią przedstawiciele miasta, mogłaby faktycznie być politycznie bardziej harmonijna (skoro miasto i PGE są pod wpływem rządzącego PiS), ale niosłaby biznesowe zmiany dla ECO. PGE buduje w Opolu dwa wielki bloki węglowe, które mogłyby zaopatrywać miasto w ciepło. Bloki będą nowoczesne i wysokosprawne, więc niewykluczone, że wypchnęłyby z rynku starsze bloki ECO. Wyłączenie niektórych źródeł ECO oznaczałoby zaś zmniejszenie jego biznesu i, być może, zwolnienia (dlatego pracownicy ECO popierają w tym sporze Niemców). Skorzystaliby natomiast mieszkańcy — rachunki za ciepło by spadły. PGE nie komentuje sprawy. E.ON przekonuje zaś, że współpraca podmiotu prywatnego z publicznym daje synergie.

— Taka symbioza daje know-how — podkreśla Mariusz Majkut.

Wypychanie przez miasto niechcianego partnera może potrwać. Wystarczy przypomnieć 10-letni spór między skarbem państwa a holenderskim Eureko w sprawie PZU.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Opole nie chce Niemca w energetyce