W kategorii 2477 gmin/miast oraz 314 powiatów ziemskich nie dało się tego zrobić nawet teoretycznie, ponieważ na tych szczeblach dominowały listy o najróżniejszych nazwach, niemożliwe do przypisania do partii reprezentowanych w Sejmie. Czysto arytmetycznie zsumowano natomiast głosy na kandydatów do 16 odrębnych sejmików. Nie było żadnej sensacji, w pewnym uproszczeniu 7 kwietnia 2024 r. po prostu został skopiowany sejmowy rezultat z 15 października 2023 r. Próg 5 proc. w skali kraju przekroczyła piątka tych samych partii, znowu najlepsze było Prawo i Sprawiedliwość z urobkiem 34,3 proc. przed Koalicją Obywatelską z wynikiem 30,6 proc. Te liczby nie mają żadnego wpływu na sprawowanie władzy w danym województwie, ale znaczenie polityczno-wizerunkowe – ogromne. PiS odetchnęło, że absolutnie nie uległo rozsypce i obecnie zwiera szyki przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się 9 czerwca.
Dobry wynik PiS naturalnie ożywił i uaktywnił także Andrzeja Dudę. Od zaprzysiężenia 13 grudnia 2023 r. rządu Donalda Tuska prezydent oczywiście reprezentował interesy macierzystej partii, ale głównie werbalnie – poza epizodem przechowania w pałacu prezydenckim byłych ministrów przewidzianych do odsiadki, a następnie ich ułaskawienia. Ponieważ nie wpływały ustawy, Andrzej Duda nawet nie miał okazji do stosowania swojej nowej doktryny – łaskawego podpisywania niektórych nowelizacji potrzebnych Polakom oraz posyłania ich w trybie tzw. następczym do Trybunału Konstytucyjnego pod wodzą Julii Przyłębskiej. Pierwszą głęboko sporną ustawę, o tabletce dzień po, oczywiście zawetował, ale rząd wymyślił obejście braku podpisu na technicznym poziomie rozporządzenia. Wiecznie się tak żonglować przepisami jednak nie da, skończył się już kwartał niemal jałowy legislacyjnie i fabryka przy Wiejskiej wreszcie musi zacząć produkować większe ustawowe gabaryty, a nie tylko drobne rzemieślnicze poprawki.
Andrzej Duda bardzo mocno akcentuje, że nie zgadza się na sprowadzenie go do roli biernie akceptującego wolę rządu. Konstytucja RP nadała naszemu państwu ustrój parlamentarno-gabinetowy, ale z decyzyjną domieszką prezydencką, której znaczenie rośnie radykalnie w okresie konfrontacji obu ośrodków władzy. O kohabitacji, czyli konstruktywnym współdziałaniu głowy państwa z rządem, raczej nie ma mowy do sierpnia 2025 r. Rada Ministrów już w najbliższym czasie będzie musiała zmierzyć się z prezydenckim wetem w najróżniejszych ważnych sprawach i będzie arytmetycznie bezradna, większość bezwzględna tzw. konsorcjum 15 października w Sejmie absolutnie nie wystarcza do ponownego uchwalenia zakwestionowanej ustawy. I nie będzie już można obejść tego rozporządzeniem, bo jego podstawą są precyzyjne upoważnienia ustawowe.
Pierwszą ostrą konfrontacją będzie ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa. Zapewne wyjdzie z Sejmu podczas trwającego posiedzenia i powędruje do Senatu. Trudno jeszcze powiedzieć, w jakiej finalnej formie trafi do prezydenckiego podpisu. Punktem najbardziej zapalnym będzie nie tyle powrót do wybierania sędziowskiej części KRS przez samo środowisko sędziowskie, ile pomysł zróżnicowania sędziów na dwie kategorie w zależności od tego, z której epoki pochodzą ich nominacje. Taka wersja nie ma żadnych szans na podpis, zatem cała praca obu izb nad odnowieniem KRS może być całkowicie bez sensu. Generalnie Andrzej Duda wyklucza podważanie kompetencji jakiegokolwiek funkcjonariusza państwa – sędziego, profesora, generała etc. – który otrzymał od niego akt powołania czy nominacji w Sali Kolumnowej. Taka jest moc słynnego żyrandola.
