Opozycja nie zdołała odrzucić abolicji

Lesław Kretowicz
opublikowano: 2002-09-27 00:00

Przestępcy podatkowi za „czyste konto” zapłacą 12 proc. od zatajonych dochodów. To więcej, niż chciał Grzegorz Kołodko, ale mniej, niż chciała opozycja. Sejm przegłosował projekt ustawy o nowelizacji ordynacji podatkowej, który podzielił koalicję.

Rządowy projekt ustawy o jednorazowym opodatkowaniu nieujawnionego dochodu, zwanego abolicją, zakładał wprowadzenie 7,5- -proc. podatku. Ostatecznie Sejm zdecydował, że podatnicy, którzy dotąd ukrywali swoje dochody, a postanowią się do tego przyznać, zapłacą 12 proc. Bez odsetek, bez innych opłat.

Opozycja podnosi alarm, ogłaszając, że od dziś nie warto więc płacić podatków według oficjalnej skali 19, 30 i 40 proc. Każdy, kto umie liczyć, przeniesie się do szarej strefy.

Sprawa abolicji podatkowej mocno poróżniła posłów rządzącej koalicji. Podczas debaty parlamentarnej rządowy projekt krytykowała nie tylko opozycja, ale nawet przedstawiciele SLD, UP i PSL. Kością niezgody była jednak nie zasada wprowadzenia abolicji, co do której koalicja wątpliwości nie ma. Poszło o wysokość opłaty, jaką powinien wnieść do Skarbu Państwa podatnik, który dotąd ukrywał dochody, a postanowi je ujawnić.

— Składam wniosek, by ci, którzy ujawnią dochody w ramach omawianego projektu ustawy, zapłacili 50-proc. stawkę podatku plus odsetki — postuluje Zyta Gilowska, posłanka PO.

Zgodził się z nią Andrzej Lepper z Samoobrony. Podobnego zdania był Zbigniew Kuźmiuk z PSL, który zaproponował jednak zwiększenia stawki do 12 lub 15 proc. Takie podwyższenia stawki zaproponowali także posłowie SLD. I mimo że nie zyskało to aprobaty sejmowej komisji finansów publicznych, izba niższa ostatecznie zgodziła się na 12 proc.

W całym zamieszaniu wokół ustawy abolicyjnej zastanawia także kwestia intencji, jaką kierował się resort finansów, proponując abolicję. Minister Grzegorz Kołodko zapewnia, że jej celem nie była chęć uzyskania dodatkowych pieniędzy do budżetu, ale umożliwienie nieuczciwym powrotu na uczciwą drogę.

Jednak podczas debaty nad projektem ustawy przedstawiciele resortu finansów bronili 7,5- -proc. stawki podatku od zatajonych dochodów, ponieważ — w ich opinii — wyższa spowodowałaby mniejsze wpływy do państwowej kasy.

— Wprowadzenie zbyt wysokiej stawki spowodowałoby, że ustawa abolicyjna byłaby zbiorem martwych przepisów. Nieracjonalna jest propozycja pani poseł Gilowskiej, bo teraz nikt w Polsce nie płaci tak wysokiego podatku — argumentowała Irena Ożóg, wiceminister finansów.

Z pieniędzmi wiąże się następna kontrowersyjna decyzja, czyli rozdysponowanie środków z abolicji w przyszłorocznych wydatkach budżetowych.

— Takie posunięcie jest bezzasadne, przypomina się kwestia wpływów z koncesji UMTS. Te wpływy są jednorazowym dochodem Skarbu Państwa i powinny być wykorzystane również na wydatki jednorazowe, aby zmniejszyć deficyt. Jeśli te pieniądze przeznaczy się np. na wzrost wynagrodzeń budżetówki, spowoduje to także wzrost wydatków w przyszłości — niepokoi się Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Okiem przedsiębiorcy

Abolicja podatkowa jest krzywdząca nie tylko dla przedsiębiorców, ale także dla zwykłych obywateli. Nie jest dla mnie istotne, czy podatek ten ostatecznie wyniesie 7,5 proc. czy też 25 proc. Owszem, może w krótkim okresie czasu przyniesie to jakieś profity budżetowi i rządzącym politykom, jednak z pewnością w dłuższym terminie jest to rozwiązanie dla gospodarki i budżetu niekorzystne. Uważam, że ta metoda pozyskiwania środków finansowych przez państwo jest niewłaściwa. W niedalekiej przyszłości może okazać się, że coraz więcej obywateli nie będzie płacić podatków, licząc na kolejną abolicję. Myślę, że uczciwe by było wprowadzenie przez rząd podatku liniowego na poziomie 15 proc. W dłuższym okresie dla budżetu przyniosłoby to wymierne korzyści. A ludzie po prostu płaciliby podatki.

Tadeusz Marszalik przewodniczący rady nadzorczej Tras Tychy

Okiem ekonomisty

WPolsce nie ma przesłanek, które mogłyby skłaniać do zastosowania abolicji podatkowej. Na świecie to rozwiązanie było stosowane w wyjątkowych okolicznościach, np. przy zmianie prawa podatkowego, szczególnie w wypadku jego liberalizacji. Po drugie, abolicja jest z założenia rozwiązaniem polegającym na odstąpieniu od wymierzenia kary przestępcy podatkowemu, czyli zaniechaniu pobierania odsetek i innych sankcji przewidzianych prawem. Tymczasem abolicja po polsku oznacza nie tylko darowanie kary, ale także zastosowanie preferencyjnej stawki podatkowej dla przestępców. To bezczelność moralna rządu, który daruje winy nieuczciwym, a jednocześnie zwiększa obciążenia podatkowe uczciwym podatnikom.

Bogusław Grabowski członek Rady Polityki Pieniężnej